Świeżo po finale sezonu She-Hulk. O ja jeb** Co to do jasnej, ciasnej, Jezusie mozambijski było! Broda Merlina, to chyba samozapłon by osiągnęła! Myślałem w pewnym momencie, podczas seansu ,,finale season", że mi się
menu aplikacji Disney+ na tv zawiesiło, bo nagle mi tu She-Hulk wychodzi w tymże menu. Jaki to była pomysł, jakie to jest świeże, energetyzujące, zaskakujące i meta-narracyjne: horrendalnie abstrakcyjny poziom przebijania mechanizmu czwartej ściany! O loool. Nie da się tego zinterpretować: ,,czy ten serial istnieje, czy nie... ". I tu piszę poważnie: szkoda, że tam Deadpoola nie było. np. w ikonce jakiejś aplikacji mógł Wade wyskoczyć, z ramki któregoś deadpoolowskiego filmu, gdy She-Hulk przechadzała by się wzdłuż rządku tytułów filmów Marvela i zobaczyła by ikonkę filmu z Deadpoolem właśnie... to by było coś. Taa, marzenie ściętej głowy.
Ocena pierwszego sezonu "She-Hulk": 7/10.
Zacząłem ,,watching" serialowego "Hawkeye". E01,E02 - Adamczyk bawi i cieszy mordę w sposób niesłychany! Nie ma lepszej interpretacji typowego ,,dresola samojebkę", i to w wieku dorosłym. Edgy, ale niemożliwie satysfakcjonujące!
I teraz jest finałowy odcinek w którym pada stwierdzenie, że budżet na CGI poszedł na inną produkcję i Jen ma się przemienić off-screen, takie śmieszkowanie, że to taki żart i w ogóle. Słabo to wypada w kontekście tego crunchu jaki panuje przy produkcji MCU (nie tylko tej).
,,Crunch" podczas pracy nad efektami wizualnymi (VFX) w "She-Hulk", czy innych dowolnych serialach lub filmach Marvel Studios, to rzecz tak normalna jak praca w typowym korpo, albo tak zwyczajna jak zapodanie sobie chlebka z masłem, co dzień na śniadanie. Sęk w tym, że ,,crunch" np. w przemyśle kinematograficznym nie odnosi się tylko i aż do pracy nad takowymi efektami, ale i do procesu montażu obrazu i dźwięku, który nie jest prosty, pracy nad ścieżką dźwiękową i całą gamą pozostałych elementów postprodukcji. Dlaczego ludzie tego nie chcą zauważyć, zrozumieć?! Przypadek gburowatego, śluzowato-garbatego gnębienia (to jest niepotrzebne!) serialu z Jennifer Walters i jej alter-ego w roli głównej, to rzecz, której można było uniknąć: ktoś nagle przypomniał sobie, że Ziemia nie jest płaska, mamy XXI wiek i "She-Hulk" wygląda źle. Ten produkt MCU jest kozłem ofiarnym czyichś głupich zachcianek i działań, jakby ktoś zazdrościł MCU takiej ilości świetnie realizowanych tytułów, włączając w to dobrze projektowane efekty wizualne. Dlaczego teraz? ,,Crunch" w tej branży istniał od zawsze, tylko każdy siedział cicho i nic nie mówił, bo wiedział jak jest. Życie nie jest wygodne, że zawsze idziesz do pracy na 8h i wracasz do domku; nie każda ,,robota" tak ma. Gamedev i Kinematografia/Serial ,,crunchują" od zawsze. Myślicie, że "Wiedźmin 3: Dziki Gon" powstał w normalnym systemie pracy, że nie było potknięć przy całym procesie produkcyjnym? A epoka kina przed erą cyfryzacji: kilometry taśmy filmowej to niby same się pomontowały, a dźwięk sam na niej zapisał?