Sytuacja po Endgame jest bezprecedensowa i nie ma co tego porównywać do np. troszkę gorszego odbioru Age of Ultron.
Czytam wszelakie fora internetowe od blisko 15 lat i cały czas przewijają się te same ksywki. Dobry odbiór miał tylko pierwszy Iron Man, późniejsze TIH (tego to niektórzy z niezrozumiałych dla mnie powodów chcą nawet wykreślać z kanonu), IM2, pierwszy Thor czy First Avenger to nie były żadne hity (mam tu na myśli tylko ogólne opinie, nie wyniki finansowe). Hype był jedynie na spotkanie wszystkich postaci w Avengers. Po którym zaraz odezwały się analogiczne głosy, jak teraz. IM3, Thor: TDW były bardzo źle przyjęte i nagle okazało się, że prawdziwe MCU skończyło się na pierwszej fazie, mimo że jeszcze niedawno wybijały się z niej tylko dwa filmy spośród sześciu. Z drugiej fazy wyróżniały się tylko Winter Soldier i GotG, drudzy Avengers to znowu było rozczarowanie. Trzecia faza podobnie, średni odbiór większości filmów i kilka, które nahype'owały ludzi na całe uniwersum (Ragnarok, Civil War czy Infinity War). Prawda jest taka, że po każdym ważniejszym momencie te same osoby płaczą, że to nagle już nie to samo, by cały czas oglądać dalej i za jakiś czas wybierać dla siebie kolejny punkt zaczepienia, do którego będą mierzyć "prawdziwość" MCU. W pewnym momencie się obrażają, by po jakimś lepszym filmie powoli wracać i przekonywać się do poprzednich, aż w końcu kolejna faza stanie się w ich oczach tą ostatnią udaną. Niczym się to nie różni od tego, co się pisze teraz i tak samo będzie przy fazie piątej. A jakość tych produkcji stoi od samego początku na bardzo posobnym poziomie - czyli generalnie mocno średnim z wybijającymi się jasnymi punktami.
Według mnie czwarta faza wypada jak na razie na plus - WandaVision, Loki i Black Widow to już trzy produkcje z uniwersum, które mi się podobają, a przecież jesteśmy dopiero na początku.