The Eternaut/El Eternauta, premiera jakoś wczoraj na Netflixie.
Argentyński serial oparty na komiksie z lat 50., komiksie z tego co rozumiem mającym status klasyka, widzę zapowiedzianym u Mandioci (ok. 60 lat po premierze, faktycznie rynek się "rozwija" - nie ma szans że dożyjemy wydania innych wyczekiwanych tytułów u nas

). Były też remaki tego komiksu, m.in. rysowany przez Alberto Breccię w latach 60. - kiedyś byłem ciekaw czy praktykowane są remaki komiksów i jak widać są. Historia ma też kilka sequeli, także materiału było sporo...
A sam serial... Postaram się zwięźle. I bez spoilerów (chociaż będzie się pewnie dało wywnioskować niektóre rzeczy z tego co piszę...).
Mam wrażenie, że zaczął się dosyć "nieśmiało", z racji że to Netflix i cały sezon jest publikowany jednocześnie to ten, powiedzmy, melodramatyczny i niewielki w skali (zestawiając z odcinkami późniejszymi) pierwszy odcinek nie musiał być tym najsilniejszym (jak to jest w wielu innych serialach - pilot ma większy budżet i większą skalę niż kolejne odcinki, co przyciąga widza pokazując czym serial chciałby być, a nie czym będzie), i dobrze, bo następne odcinki to coraz bardziej kompleksowa historia sci-fi zakorzeniona na pewno w historii kraju, no i oparta na komiksie samym w sobie będącym refleksją wobec wojny, społeczeństwa, narodu itp. (z tego co się zorientowałem oczywiście, to wszystko uwspółcześnione zostało w serialu).
Historia ani koncepcje same w sobie nie są nowe, niezupełnie udało się zaskoczyć widza, a zakładam że niektóre motywy miały to na celu, jednak sama skala i zakres kolejno wprowadzanych konceptów nadrabiał takie niedostatki. A sama produkcja, nie będąc Hollywoodzkim sci-fi, wcale nie ma się czego wstydzić, mimo że CGI miejscami trąci klimatem pierwszego Starship Troopers, to ilość użytych efektów wizualnych nie pozwala mi bezpośrednio krytykować serialu pod tym względem, bo o ile są słabsze punkty, to wiele ujęć świetnie ukrywa swoją komputerowo generowaną genezę. Inne aspekty produkcji, uważam że nie wyróżniają się ani negatywnie, ani szczególnie pozytywnie, poprawnie zrobiony serial, z którego produkcją np. Polska mogłaby nie dać rady, mimo że byłoby możliwe zrobienie solidnego sci-fi w kraju, tyle że uwzględniając ile takie coś kosztuje względem zysków... Nie bez powodu Ameryka Południowa czy Europa nie są znane z produkcji (przynajmniej telewizyjnych) sci-fi...
Oglądając na pewno nie złapałem wielu odwołań do bliższej i dalszej historii kraju, nie znam miejsc w serialu pokazanych ani kontekstu niektórych analogii (a na pewno niejedna była, bo czasem łatwo wyczuć że "autor chce coś powiedzieć"). To nie odebrało serialowi w miarę uniwersalnego wydźwięku, np. budowanie społeczeństwa i znaczenie narodu, przekaz raczej konserwatywny (wartości) i zakorzeniony w ogólnie światowej historii konfliktów, gdzie, przynajmniej tak jak jest to przedstawiane, każdy ma rolę do wypełnienia i powinna być ona produktywna. Stąd można było eksplorować np. hierarchię społeczną czy systemy polityczne, ale tego byłoby już za dużo, zwłaszcza że w pewien sposób poruszono np. kwestię kolaborantów, a czas ekranowy był ograniczony...
Starałem się unikać spoilerów, jeśli chcecie czytać opis serialu czy komiksu to nie ma problemu, zawarte w nim na pewno są elementy o jakich nie napisałem, np. cały punkt wyjścia w innej produkcji sci-fi byłby materiałem na sezon lub dwa, tutaj dokładane są kolejne warstwy, co buduje rzadko spotykaną (lub po prostu rzadko spotykaną przeze mnie) obecnie kompleksowość historii i świata przedstawionego. Motywów jest tyle, że niemożliwe było ich zamknięcie w sześciu odcinkach, i to jest wg mnie ogromny minus produkcji, chociaż może nie być to minus ogółem, ja po prostu spodziewałem się miniserii (zważając jak długo trwała produkcja), a to nie ten kierunek... Jeden plus, że w przypadku międzynarodowych (nie z USA) seriali nie trzeba się zbytnio złościć na długie przerwy między sezonami, są one raczej standardowo kilkuletnie, więc mam nadzieję że serial "chwyci" i kolejny/e sezony powstaną. Bo jw. zakończenie pierwszego sezonu nie jest satysfakcjonujące, tak jakby historia została po prostu urwana. Inna sprawa, że czytając o tym jak historia kontynuowana była w komiksie, ten pierwszy sezon był, paradoksalnie (bo jw. trzeba obejrzeć żeby wiedzieć jakie motywy mam na myśli) mocno osadzony w jako-takiej rzeczywistości, widzę że da radę to kontynuować i nie odbić za bardzo w kierunku "odjechanym", tylko wg mnie serial musiałby być kontynuowany z tymi samymi twórcami itp.. Kończąc - tu mogę się mylić, ale zarówno zakończenie, jak i sceny niejako obejmujące coś co może dziać się w kontynuacji sugerują, że kontynuacja serialu jest zakulisowo potwierdzona, tylko to miałoby sens, zwłaszcza że produkcja była kosztowna i ma stanowić niejako "wizytówkę" kraju, brak kontynuacji niejako pogrzebałby to, co właśnie zostało pokazane.
Oceniam na 8.
Oceniłbym nawet wyżej, gdyby historia była nieco sprawniej prowadzona (szczególnie na początku) i gdyby kilka aspektów, szczególnie takich dotyczących podstawowych relacji/zachowań człowieka, nie zostało nazbyt uproszczonych, bo kontrast jest aż za duży w zestawieniu z tym jak rozbudowana zdaje się być warstwa sci-fi serialu. Jestem pod wrażeniem samej kwestii sci-fi w nie-Hollywoodzkiej produkcji. Kilka tytułów filmowo-serialowo-książkowo-komiksowych jakie przywodził mi na myśl El Eternauta podczas oglądania:
Battlestar Galactica (2004), Dark Matter (2024), The Forever War (komiks), Invasion of the Body Snatchers (filmy) czy The War of the Worlds (koncept oczywiście, ale serial na pewno inspirował się tym jak film Spielberga był wykonany).