Napisałem gdzieś, że filmy DC są/były denne? Czy może jednak, że nie zachwycały? Wg mnie to jest różnica. I nie - z tych, które widziałem - żaden mnie nie zachwycił (choć WW oglądało mi się bardzo przyjemnie i zawsze będę go bronił). To było/jest poprawne rzemiosło. Może z wyj. "Justice League" - akurat ten tytuł był denny.
Chodziło mi o pewną tendencję jaką zauważyłem wśród części ludzi. Ciągłego narzekania jakie filmowe DC jest dziadowskie przy strasznym antagonizowaniu z chwalonym MCU.
Sam filmy MCU doceniam jako sprawnie zrealizowane kino rozrywkowe, a jak spojrzę na to co się odwaliło w ramach najnowszej trylogii star wars, to już w ogóle wygląda jak niesamowicie sensowny projekt. Tymczasem DC też wysmażyło w przeciągu 3 ostatnich lat parę sensownych filmów, dalece lepszych od tych wszystkich squadów Ayera i innych BvS no a jak tak patrzę, dla niektórych jakby stanął czas, uczepili się tego co już było.
Nie wspominając, że to Joker aspirował jednak w kierunku czegoś ponad zwykłą naparzankę- był wcześniej Logan, ale to nie był produkt Marvel Studios. Wydaje się, że DC, a raczej Warner będą bardziej dywersyfikować ofertę. "The Batman" też wygląda na coś trochę innego. MCU, mimo że jest tak koncertowo zrealizowane, to całość jest zamknięta w jednej formule. No i nic mnie nie przekonują tyrady pewnych ludzi o tym, jak to przez to jest zróżnicowane kino. Nie raz słyszę, zę GOTG to space opera, Thor fantasy a Ant-man heist movie- naczelny argument youtubowego raka Ichaboda- ale to tylko inna skórka dla tej samej formuły- żarciochów, one linerów, pewnej wyuczonej formuły, ba nawet denni villaini w MCU to też jest jakaś formuła tych filmów.
Może się mylę co do filmowego DC i chwalę słońce przed zachodem, ale to czas pokaże.
Wszak jak mówią jedna jaskółka- Joker- wiosny nie czyni.