Nie licząc Spider-Mana, MCU robiło to z poszanowaniem esencji i clue postaci. Bucky mógł nie być sidekickiem Capa, ale pozostał jego przyjacielem, Jarvis mógł zostać przesunięty kilkadziesiąt lat wstecz, ale AI na nim wzorowane zachowało te samą osobowość. I tak dalej, i tak dalej. To jest przykład mądrego i uczciwego adaptowania, ze zmianą, własnym pomysłem, może w niektórych kwestiach "uaktualnieniem" pod mentalność dzisiejszych odbiorców. To co zrobił Gunn, to obsikanie materiału źródłowego, a nie zabawa nim.
Przykłady które wymieniłeś @Pan M są czymś zupełnie innym i nie czynią krzywdy. Ultron zachował swoją esencję i mógłby być kreacją dowolnego naukowca Marvela, Wanda Maximoff to case bardziej zawiły przez kwestie zakulisowe, a Thanos względem komiksów został po prostu naprawiony. Stark był także mentorem Parkera w komiksach przez krótki czas w ramach eventu Civil War.
Harem. Tym zdaniem kończę. Ono mówi wszystko, jak bezczelne to było. A to ponoć Snyder jest edgy.
Wypowiem się na temat samego filmu za pół roku, bo nie chcę wspierać finansowo Supermana w kinach. Nawet jeśli sam eS został pokazany idealnie. Bo pewnie został, widziałem trailery, wywiady z obsadą, zobaczyłem już kilka materiałów video w tym od zaprzyjaźnionych z forum Filmożerców. Nie zmienia to faktu, że z takim podejściem do jego lore czuję silną niezgodne, a formą sprzeciwu jako fana jest dla mnie seans gdy będzie w streamingu.
Adam Warlock postać, która zawsze w komiksach była tą figurą mądrego i wtajemniczonego w wielkie sprawy przedstawiciela kosmosu w filmie ma mentalność 5 latka, Drax jest comic reliefem. W ogóle ogromna większość postaci w Mcu ma być zabawna, co w rozmija się z materiałem źródłowym, bo tak naprawdę one w komiksach takie po prostu nie były jak choćby Thor, który zwykle był tym bardziej stonowanym asgardzkim bogiem. Mieliśmy też tam zawsze postaci, których core był od zawsze humor jak Deadpool, ale w tym rzecz, że one kontrastowaly z tym varzie na serio. Mcu " zasmieszkowalo" większość postaci w filmach...tylko co z tego w sumie.
Filmy nigdy nie były bezpośrednią adaptacja komiksów, od początku to istniało na zasadzie przeniesienia konceptu łączonego uniwersum komiksowego do kin, oddania ogólnej istoty super- hero, ale mogącego bardzo różnic się w detalach od tego co było w komiksach. Jezeli Marvel mógł to robić to DC też może.
Czy różnice są zawsze na minus? Niekoniecznie, mi osobiście filmowe Civil War podobało się dużo bardziej od komiksowego, gdzie film znacząco odbiega od komiksu bo w filmie mieliśmy istotny niuans w postaci Winter Soldiera, który rzutował na rdzeń fabuły. Można równie dobrze burzyć się że przy pajęczakach z Hollandem totalnie pominięto wujka Bena.
Suma summarum mi się podoba koncept, że filmy nie są 1:1 przeniesionymi komiksami, bo to jest droga odtwórcza a przy tej liczbie materiału źródłowego można było łatwo ulec takiej pokusie.