Nie jestem przekonany, czy sojusz z kimś, kto przed chwilą brał udział w zniszczeniu Metropolis, a za chwile jest kolejna scena, gdzie ma miejsce rzeź z najemnikami, gdzie ginie chyba Jimmy Olsen - to chyba potwierdzone, że to ta postać. Za chwile okazuje się, że medialna nagonka na Supermana sięga tak daleko, że Kongres się nim interesuje, ale jak to mówią w mediach nie wiadomo, czy Superman będzie chętny do współpracy, aby być przesłuchanym przed sądem. W ludziach wrze Superman przychodzi do sądu po czym efekt jest taki, że znowu bierze udział w wydarzeniu, gdzie jest mnóstwo ofiar.
Sorry za być może zbytnią bezczelność, ale co ty w ogóle za bzdury wypisujesz? Superman nie brał udziału w zniszczeniu Metropolis, tylko on je OCALIŁ. Przez następnych 18 miesięcy (co jest pokazane w filmie) ratował ludzi na całym świecie, z pożarów, z powodzi, z katastrof wahadłowców, tankowców, a po wydarzeniu w Kapitolu, gdzie jest mnóstwo ofiar Superman POMAGA strażakom i ratownikom w zbieraniu rannych i próbie pomocy tym, którym jeszcze można pomóc. To wszystko jest w filmie, czego albo nie pamiętasz, albo reinterpretujesz i nadinterpretujesz to w taki sposób, aby usprawiedliwić bezsens
BvS, ale zupełnie ci to nie wychodzi, bo - jak już wspomniałem - widziałem film 5 razy, więc dobrze go znam.
Scena, która analizujesz ma mnóstwo odniesień do poprzednich scen, ale też do pierwszego spotkania i tego jako ono się toczyło
Nie widzę tu żadnych odniesień do poprzednich scen, a do pierwszego spotkania B&S odnosi się tylko pierwszą linijką tekstu Batmana. Jeśli jest inaczej, wymień proszę te odniesienia. Poza tym, gdybym miał wymienić najgłupszą scenę z
BvS, którą pocisnąłbym jeszcze bardziej, to byłoby to właśnie ich pierwsze spotkanie i poprzedzający je arcydebilny pościg.
Scena, którą opisujesz jest przyczynowo-skutkowa do sceny, gdzie oboje się spotykają.
Nie, nie jest. Przyczynowo skutkowa jest do scen zamachu na Kapitolu oraz szantażu Luthora na Supermanie (scena na dachu).
Charakter pierwszego spotkania jest taki, że każda ze stron obwieszcza swoje stanowisko i będzie się go trzymać, oni na pierwszym spotkaniu nie rozmawiają, tylko rzucają wobec siebie groźby. Czy po takim spotkaniu spodziewać się mam, że na kolejnym spotkaniu zaczynają ze sobą rozmawiać i wyjaśniać waśnie, czy raczej tego, że będą walczyć i interesuje ich tylko wygrana?
No przecież Superman nie trzyma się swojego stanowiska. Wcześniej mówi do Lois wprost, że leci do Gotham aby przekonać Batmana do pomocy, bo nie chce go zabić, a gackowi prosto po wylądowaniu, że mylił się i pragnie, aby ten go wysłuchał. Oglądałeś film, czy zająłeś się czymś innym między tymi dwoma scenami (które dzieli dobre 40 minut), bo na razie cytując twoje wypowiedzi mam poważne wątpliwości?
Superman ani w filmie, ani w komiksach - być może się mylę - nie jest mistrzem strategii, ani nie włada jakąś sztuką walki w jakimś stopniu
Mylisz się. Zarówno w komiksach Superman zna sztuki walki z Kryptona i chyba w dodatkach do
Man of Steel jest mowa, że u Snydera też chciano to pokazać, dlatego walczy on w zupełnie innym stylu od Faory, która jest mistrzynią w innej technice.
Wcześniej była scena, gdy Superman oddaje się systemowi sprawiedliwości, staje przed sądem i wynik tego, to kolejne ofiary. To też pominąć w analizie sceny, którą podałeś?
Napisałem wyraźnie, że to analiza tylko tych 9 minut, bo na całość szkoda mi czasu. Ale wierz mi - scena przed sądem i co do niej doprowadziło to równie kretyński, pozbawiony sensu wątek, co każdy inny w tym filmie, szczególnie w wersji kinowej (w Ultimate Edition przynajmniej pokazano o co właściwie oskarżany jest Superman przez tę wieśniaczkę z Afryki).
Jeżeli chodzi o walkę i przebieg walki, to nie rozumiem zarzutu.
Jeśli po tym jak tak obszernie opisałem całą walkę prawie sekunda po sekundzie ty nadal nie rozumiesz zarzutów, to już bardziej nie jestem w stanie pomóc.
Wykorzystał doskonale miejsce i przygotował je do walki, chyba, że spodziewamy się tego, że miał w krótkim czasie zbudować skomplikowany kompleks przygotowany na kogoś z Kryptona.
No wykorzystał doskonale, bo walczy z Supermanem-bezmózgiem, który mógłby super-szybko podlecieć, złapać Batmana za pelerynę i wywlec w zupełnie inne - pozbawione pułapek, bardziej dogodne dla siebie - miejsce z dala od miasta, ale tego nie robi. Nie rozumiem też czemu miałbym spodziewać się budowania jakiegoś kompleksu(?), ani czemu Batman miałby go budować "w krótkim czasie", przecież nikt go nie poganiał, mógł stoczyć walkę z Supermanem równie dobrze za miesiąc, za rok, za dwa...
Jeżeli chodzi o Supermana, to o ile dobrze mi się wydaje w wielu filmach i komiksach pada, że on się wstrzymuje, że nigdy nie pokazał pełni swoich możliwości.
Sorry, ale nie dyskutujemy o tym co tobie się wydaje, lub co jest w innych filmach i komiksach, ale o tym
co jest w BvS. A w
BvS nigdy nigdzie nie jest pokazane, ani nawet wspomniane, że Superman się hamuje i nie pokazuje w pełni swoich możliwości (zresztą w innych filmach i w komiksach też z czymś takim się nie spotkałem).
W każdym z filmów Snydera Superman się wstrzymuje nawet wtedy, gdy walczy z Zodem do samego końca.
Nope, to ponownie jedynie twoja (nad)interpretacja.
Scena, gdy Lois mówi po imieniu do Supermana. Batman chce skończyć żywot Supermana i ktoś krzyczy Superman ewidentnie dając znać, że jest po jego stronie może zostać zignorowane
Nope, po prostu u Snydera to notoryczne, że Lois krzyczy "Clark" na Supermana przy ludziach, to samo było w
Man of Steel, chociażby pod domem Kentów, kiedy przywiozła ją policja. I niby czemu krzycząc Superman "ewidentnie dawałaby znać, że jest za nim"? I czemu Batman miałby inaczej zareagować na słowo "Clark" skoro nie zna sekretnej tożsamości Supermana?
Kurna chata, żeby ktoś tak rozbierał sceny z mcu gdzie absurd i brak scenariusza to standard...
Jeśli masz takie zdanie o filmach MCU to droga wolna, chętnie poczytam twoje analizy.
Filmy Marvela też na niejednym forum rozkładało się na czynniki pierwsze, chociażby konkurencyjny
Captain America: Civil War z tego samego roku. Z tym, że filmy MCU nawet gdy bywają podobnie durne i naciągane (plus kijowe wizualnie) to wygrywają na innych płaszczyznach. Np. konflikt Steve'a Rogersa i Tony'ego Starka w
CW jest kapitalnie przemyślany i napisany, a finałowa konfrontacja ma bardzo udany zwrot akcji, odejście od typowych klisz i jedno z najlepszych starć superbohaterów w kinie ever. Przy tym całość jest wciągającym kinem akcji z dobrymi scenami pościgów i walk oraz z dobrze napisanymi bohaterami drugoplanowymi. Dlatego nawet jeśli super-hiper-mega-doskonały plan Zemo jest w nim równie naciągany, co plan Luthora, to nie zwraca się na to tak uwagi. Co innego w przypadku
BvS - trzygodzinnego, niewciągającego trailera innych filmów bez własnej fabuły, z zaledwie jedną dobrą sceną akcji i bez choćby grama poczucia humoru.
A co do sceny spotkania Batmana z Supermanem - poniżej wklejam the best of the best. Powód spotkania, konfrontacja postaw, charakterów, sposobów działania, podobieństw i różnic między bohaterami, dialogi, wykorzystanie swoich umiejętności aby poznać prawdziwą (lub tajną w przypadku Supermana) tożsamość drugiego bohatera - wszystko jest tu napisane, zrealizowane i zagrane tak dobrze, że nigdy wcześniej i nigdy później nie powstało (i już pewnie nie powstanie) nic lepszego: