,,Cześć, czołem... kluski z rosołem...!" - to swego rodzaju ironiczna podśpiewka w stosunku do jednego z najgorszych filmów superbohaterskich w historii, jakie widziałem - co miało miejsce wczoraj - i to takich robionych przez duże Studio, i to takich, które miały w swojej obsadzie aktorskiej same hollywoodzkie gwiazdy znane przeważnie z dobrych ról. Uciekajcie od "Superman IV (1987)" daleko, oj bardzo daleko, ba!, w srocz daleko i jeszcze dalej. Nie da się ująć żadnym zbitkiem słów, czy jakkolwiek by człowiek to mógł wykombinować, jeśli nawet była by na to sposobność, tego okropieństwa i totalnej żenady, która płynęła z czwartej części słynnego Supermana od WB.
Supek IV nie był od WB, a przynajmniej nie bezpośrednio. WB dystrybuowało film, ale za produkcję odpowiadał Cannon Films. Wówczas prężnie działająca wytwórnia słynąca z tego, że produkuje dużo (jednego roku ponad 40 filmów, czyste szaleństwo) za małe pieniądze. I to było przekleństwem tego filmu. Reeve po porażce III nie bardzo chciał wrócić do roli, ale skusili go obietnicą wyprodukowania kolejnego filmu z jego udziałem, czyli Cwaniaka (Morgan Freeman miał nominację do Oscara za ten film, ale przegrał z Connerym, ot taka ciekawostka).
Seria o Supermanie od zawsze miała kilka problemów, głównie przez Salkindów. Przy trójce, która już była przeciętna, pojawiły się niesnaski między producentami a aktorami, dlatego w filmie nie ma Hackmana, a rola Lois Lane, którą grała Margot Kidder, jest epizodyczna. Aktorzy stanęli w obronie Donnera, którego producenci z hukiem wywali z fotela reżysera dwójki. Później prawa do ekranizacji Supka trafiły w ręce szmaciarzy z Cannon Films (które zresztą szybko zbankrutowało). Odchudzili Supermana IV o ponad połowę pierwotnego budżetu i wyszedł bieda film. Wspominał o tym zresztą w biografii Christopher Reeve. Mało tego, po tym fiasku Cannon przymierzał się do piątej części. Włodarzom wytwórni chodził po głowie szalony pomysł, aby w piątce wykorzystać sceny wywalone z czwórki. Przemontować jakieś 45 minut w tym wątek z Bizzaro, czyli oryginalnym Nuclear Manem. Na szczęście projekt nie wypalił. Superman V nadal mógł powstać, bo prawa wróciły do Salkindów. Z tym że producenci przeholowali z budżetem Kolumba odkrywcy z Marlonem Brando i Catherine Zetą-Jones, więc temat kinowego Supka upadł. W jego miejsce pojawił się serialowy Superboy.
W tych wszystkich zawirowaniach najbardziej szkoda talentu Christophera Reeve'a.