"The Flash" spełnił moje oczekiwania. Historia jest dobrze opowiedziana i nie brakuje w niej pokładu emocjalnego. Początek dobrze przygotował grunt pod szalone zmiany i wizja twórcy poradziła sobie z dziwnością Flashpointu. Końcówka była szalona, ale przez cały film wszystko było ładnie i sensownie tłumaczone, więc zbędne było zastanawianie się nad detalami.
Zaskoczeń było kilka w filmie. Zarówno fabularne, jak i cameo. Uważam, że gościnne występy zostały dobrze wykorzystane, ponieważ niedozorientowały, miały sens fabularny i nie jechały po sentymencie. Keaton pięknie zagrał swoją rolę, wręcz widowiskowo, podobnie oceniam występ Sashy, która dała autentyczny obraz Kryptonki z przejściami. Właściwie aktorsko każdy spełnił swoją rolę.
Ezra... lepiej zaprezentował się w roli Barry'ego niż poprzednio. Jego postać dojrzałą, usamodzielniła się, myśli, ale specyficzna gra aktorska i nietrafiony humor powoduje, ze to nie mój Barry.
Co mi w filmie nie leżało, że nie jest idealnie? OKROPNE CGI, kiedy Barry używa swoich mocy. Słabe, tanie efekty, które rykoszetem obrywały uważniej przyglądając się scenom. Mocno kontrastowało to ze scenami Batmanów (poscig Afflecka - miodzio) czy Supergirl. Nie podobał mi się również humor, który często był źle dopasowany do sceny lubnie wiadomo z czego wynikał. Kilka żartów śmieszyło, ale tylko kilka. Zastrzeżenia mam też wobec ostatniej sceny, ale to już temat na spoilery..
Czy warto iść do kina? Uważam, że jak najbardziej. Film spełnia oczekiwania, również swoją rolę i dostarcza rozrywkę. Jutro więcej poopowiadamy o nim, dziś reakcja "zaraz po"