Ja rozumiem, że jesteś przyzwyczajony do filmów, które "podają wszystko na tacy", ale nie, nie jest to wada.
Ale tu nie chodzi o podanie wszystkiego na tacy, tylko o głupoty i nielogiczności, które zostały w filmie upchnięte.
Cała sytuacja z Darkseidem wygląda tak:
- przylatuje na ziemie (fizycznie, nie żadnym teleportem)
- odkrywa (lub zapisuje, zależy jak rozumieć tą scenę) równanie antyżycia na ziemi, którego poszukuje
- dostaje łomot od obrońców ziemi i gubi motherboxy
- ucieka
- siedzi kilka tysięcy lat na swojej planecie
- po tych kilku tysiącach lat przybywa przez teleport Steppenwolf (potrzebował do tego obudzonych motherboxów)
- odkrywa, że to planeta na której jego władca dostał łomot
- odkrywa równanie antyżycia
- Steppenwolf dostaje łomot od obrońców ziemi
- Darkseid mówi, że muszą to załatwić w klasyczny sposób i wsiada na swój statek, aby przylecieć na ziemie.
I teraz mamy następujące opcje jakie wynikają z filmu:
1) Darkseid ma sklerozę
2) Darkseid machnął ręką na to wszystko i powiedział "nie potrzebuje tej formuły antyżycia, po co mi ona i odpuszczam tym ziemianom, pomimo, że mnie upokorzyli", ale na koniec filmu od tak mu się zmieniło
3) Darkseid lata swoimi statkami na chybił trafił, bez żadnej nawigacji i przez przypadek trafił na ziemie, ale bez nawigacji nie mógł jej ponownie odnaleźć, ale skutecznie omijał wszelakie słońca i czarne dziury oraz bez nawigacji wrócił bez przeszkód na swoją planetę - więcej szczęścia niż rozumu
To jest jedna z najgłupszych rzeczy w filmie, tym bardziej, że Darkseida kreuje się na mega potężną postać i arcy łotra.
Nadal film mi się podoba, ale finalnie trzeba nieraz wyłączyć myślenie, żeby nie dotarło co się w nim odwala.