Obejrzałem jeszcze raz - na spokojnie - i jest dobrze. Pełno bzdur (ale to w superheromovies norma), dużo chwilami męczącego zadęcia, ale i tak ogląda się bardzo dobrze.
Ray Fisher - bardzo fajnie zagrał, podobnie jak Joe Morton (twórca Skynetu

). W ogóle wątek ojciec-syn nieźle poprowadzony.
Bats/Flash - scena z rzutem batarangiem - majstersztyk!
Bruce - "I'm rich" / "I bought the bank" - kompletny czad.
Wiedziałem, że to miał być początek, ale zapoznałem się z tym artykułem z bleedingcool, do którego Kelen wrzucił link i w sumie się cieszę, że skończyło się tak jak się skończyło. Nie zrozumcie mnie źle, chciałbym zobaczyć całość, bo to bombastyczna wizja, ale na długie lata zablokowałaby wszystko.
Na marginesie - tak jak się spodziewałem w 2016 r. - w filmie Afflecka o Batsie głównym badguy'em okazałby się Riddler, a nie Deathstroke. Wszystko się spina, zwłaszcza, że Manganiello mówił w wywiadach, że film miał klimatem i intrygą przypominać "The Game" Finchera.
I tylko szkoda, że Supermana było tak mało - kapitalnie byłoby zobaczyć w końcu Brainiaca, Toymana, a przede wszystkim Parasite'a. Może w końcu trochę klimatów życia codziennego, pracy w "Daily Planet", itd. - tego mi u Snydera zabrakło, ale częściowo go rozumiem, bo nie miał na to czasu - wytwórnia musiała cisnąć.
Niestety pozamiatali Cavilla i zaczną wszystko od początku. Słabo.