Film "Justice League: The Snyder Cut" - niech taka nazwa dla ,,moderki" Ligi Sprawiedliwości (2017) Snydera się przyjmie, mimo iż nie jest ona oficjalna - w postaci najnowszego ,,doładowanego" zwiastuna, pokazał tę prawdziwą ,,truelly special power" moc! Dał nam maksimum wydźwięku, w którym pompatyczna superbohaterska energia aż rozrywała kadry materiału odpowiednio dobranym dźwiękiem, jak i obrazem! Coś super-duper niesamowitego: starcie herosów z odwiecznym apokaliptycznym zagrożeniem, które w porównaniu do Thanosa, nie będzie się pitoliło, robiąc cimci rimci z uzyskaniem balansu energii i życia we Wszechświecie poprzez ,,akt miłosierdzia" kasujący połowę życia we Wszechświecie. Sięgnie ono skali wiekopomnego zjawiska, jakiegoś niewyobrażalnego mitu, czystej tytanicznej potęgi!
Te kilkanaście sekund najnowszego zwiastuna snyderowskiej Ligi Sprawiedliwości, na którym ukazano przez moment krótko i dosadnie to, co Darkseid planuje uczynić... bez żadnej taryfy ulgowej, dla nikogo, nigdzie, na żadnym ze światów, wstrząsnęło mną w tak epicki sposób, że może i zabrzmi to kontrowersyjnie, ale Thanos przy takim Darkseidzie (oby nie miał on równania anty-życia przy sobie; oby nie było ono w jego zasięgu) wydaje się być niczym więcej jak tylko irytującą pchłą.
I ten wizerunek Darkseida ze Snyder Cut, tak mogę podsumować. Bo tak zaprezentowano mocarza Apokolips: ,,I am Entropy, I am Death, I am Darkseid"! I koniec kropka; ocenami recenzentów nie mam zamiaru się w tym przypadku (czy ogólnie, dla czegokolwiek popkulturowego) sugerować - film/serial i tak po części to zjawisko subiektywne; nigdy nie było i nie będzie ,,obiektywnej" recenzji, czy też opinii... czegokolwiek. Bo tak się nie da ocenić żadnego dzieła. Żadna recenzja nigdy nie powinna być czynnikiem, który będzie nas kierował na przychylną ocenę danego dzieła, czy na negatywną. Ma ona ,,coś określać", ale nie decydować za przyszłego widza, czy ma mu się to coś spodobać, czy nie.