Nie zdziwiłbym się, oj nie zdziwił, gdyby od studia "Warner Bros", gdzieś na twitterze albo poprzez inne media, pojawiłaby się informacja o nadchodzącej kinowej premierze "Justice League" w wersji "Snyder Cut". Byłoby to dość specyficzne wydarzenie, które, możliwe że zaowocowałoby dużo większą frekwencją widzów, a co za tym idzie dochodami ze sprzedaży biletów, niż podczas emisji "Justice League" z 2017 roku. Po prostu, fani chcą obejrzeć ,,dziecko" Snydera w kinie, i to najlepiej w wysoko immersyjnym formacie IMAX, a nie kupować "Snyder Cut" na Blu-Ray, czy DvD.
Mimo iż poniższy materiał prezentuje tylko ,,skromną" część sekwencji walk i dynamiki z przygotowywanej przez Snydera opcji filmu "Justice League", to i tak prezentuje się ona nadzwyczaj pięknie i profesjonalnie. Wykończenia ruchów podczas zadawania ciosów, robienia uników itp., czy stosowne ich markowanie przez odpowiednią pracę kamer, manipulację obiektywami i umiejętny montaż. Profesjonalna praca, mistrzostwo, wręcz poezja. Sekwencja, choć krótka, aż zieje tym specyficznym bohaterskim, mitycznym patosem. Oglądając ten filmik jeszcze bardziej chce mi się doświadczenia ,,premiery" "Justice League: The Snyder Cut" na wielkim ekranie; mało tego, nie miałbym nic przeciwko takiemu podtytułowi produkcji!
Gdybym miał do wyboru: pójść w tym samym dniu o tej samej porze na realizowane w tym samym formacie filmy "Star Wars: Episode IX. The Rise of Skywalker" i "Justice League: The Snyder Cut", i gdyby przy obu opcjach widniał znaczek ,,premiera w IMAX 3D z polskimi napisami", zdecydowałbym się, bez najmniejszego oporu i zbędnego zastanawiania się, na "Justice League" Snydera. No cóż, my fani, odnoszę wrażenie o wiele bardziej solidaryzujemy się z obrazem kinowym niesamowitego Zacka niż z "Gwiezdnymi Wojnami", które jak na finał Sagi Skywalkerów mają karykaturalną promocję i przebieg procesu marketingowego.
#releasethesnydercut