Masz rację. Wiem, że trolluje, że stratą czasu jest wdawanie się z nim w dyskusję, ale wolę kilkoma wiadomościami "wyjaśnić kolegę" niż zostawiać to bez odzewu - jeszcze ktoś przeczyta, uwierzmy mu w te idiotyzmy i podobnie jak on nie pójdzie do kina mimo innych zamiarów
Kolega Adolf ma jakiś ewidentny problem ze sobą, i nie wiem czy z nudów/choroby psychicznej wymyśla coś na temat użytkowników, więc najlepsze co mogę zrobić, to go zignorować, i poczekać aż zajmie się tym moderacja.
Natomiast nie rozumiem skąd Ty wyciągnąłeś wnioski, że trolluje. Od początku konkretnie wskazuje mój problem z twistem Gunna, i zaznaczam że filmu nie widziałem. Nie piszę opinii na temat filmu, bo przecież jej nie mam. Jednak w toku dyskusji wytłuściłem chyba wystarczająco, dlaczego ów zmiana jest dla mnie mocnym problemem.
Nigdy nie padło z moich ust/wiadomości, że komuś film odradzam, albo uważam za zły. Polecam czytać co piszę, bo nie piszę nic ponad to... o czym pisałem. Zróbmy mały eksperyment myślowy. Gdybym pisał tu przed premierą The Batman, zirytowany że Reeves postanowił pobawić się wątkiem "grzechów ojca Batmana" (notabene, akurat to bywało w komiksach tu i tam lekko liźnięte) i wyrażałbym frustrację z tego powodu, to odebrałbyś to tak samo?
Jasne, że gdybym oceniał film którego nie widziałem, to nie różniłoby się to niczym jak hejt tzw. "snyderbotów". Ale jestem treściwy i konkretny w swoim żalu do Gunna. Zrobił edgy autoparodie z wątku, który w komiksach i animacjach był mi drogi, i tylko i aż z tego powodu wyrażam swój żal. Żal z powodu, że idealista walczący z establishmentem swojej nacji, został przemianowany na pospolitego faszystę. Nawet Brian M. Bendis, gdy stwierdził że trochę przejedzie śrubką po szkle jego idealnego wizerunku, to miał na tyle ogłady twórczej, że pozostawił jego przekonania z komiksów.
Suma summarum mi się podoba koncept, że filmy nie są 1:1 przeniesionymi komiksami, bo to jest droga odtwórcza a przy tej liczbie materiału źródłowego można było łatwo ulec takiej pokusie.
Suma summarum, mi też. Ale nie każda zmiana mi musi odpowiadać. I ta zdecydowanie nie odpowiada.
Nie przeszkadzało mi, gdyby Oliver Queen w serialach Arrowverse miał osobowość Midnightera/Batmana, bo grało to z charyzmą Stephena Amella. Ale przeszkadzało mi, gdy Spider-Man w MCU zamiast wujka Bena miał wujka Starka. Nie przeszkadzało mi, gdy Flash z lat 90 romansował z Tiną McGee, która w komiksach jest partnerką jego siostrzeńca, bo mieli świetną chemię na ekranie. Ale za to przeszkadzało mi, gdy Bruce Timm pominął Jasona w Batman: TAS i przeszedł od razu do Tima. Nie przeszkadzałoby mi, gdyby Dick Grayson został zagrany przez czarnoskórego aktora, ale przeszkadzałoby mi gdyby był to Peter Parker, bo to by zabrało wyjątkowość Milesa Moralesa. I tak mógłbym wymieniać i wymieniać, co było dla mnie ok a co nie. Bo żaden człowiek nie jest symetryczny, i nawet będąc z gruntu otwartym na zmiany i "renowacje", część z nich może dla mnie kłócić się z esencją oryginału.
Odnoszę wrażenie że dyskurs odnośnie zmian jest dziś tak skrajny jak może. To znaczy albo jesteś otwarty by w 100% zmieniono wszystko, albo jesteś w 100% przeciwko najmniejszej zmianie. Nic pomiędzy. Może przedstawiłem bardziej skrajny obraz niż jest w rzeczywistości, ale czasem takie wrażenie odnoszę. Również po tej dyskusji.
I jeszcze jedno, @Kyms. Zerknij na inne forum na którym obaj jesteśmy, i obaj się udzielamy w temacie DC, jak przez miesiące broniłem inicjatywy Gunna przy DCU tam i mu kibicowałem, więc jaką mógłbym mieć intencję by zniechęcać ludzi do wizyty w kinie. Bo literalnie od pół roku nie robiłem w temacie DCU nic innego, jak szarpałem się z hejterami i snyderbotami. I być może dlatego, tak się wściekłem z powodu genialnego "twistu" Gunna.