Dragon Ball i Pokémon to dwie rzeczy których do dziś się wstydzę, że jak mogłem coś takiego oglądać.
Dragon Ball i Pokémon to dwie rzeczy których do dziś się wstydzę, że jak mogłem coś takiego oglądać.
póki co pewne rzeczy mi się gryzą. No ale nie ma co przesądzać po pierwszym odcinku.Mysle, ze najlepsza odpowiedzia jest "Toriyama oczywiście olał pewne rzeczy" - mocno w jego stylu :) Nigdy nie planowal za wiele, a bardziej opowiadał historię "w locie".
Ale nigdy nie mogłem przekonać się do czegoś z DB poza głównymi seriami...Z kinówkami zawsze było różnie. Stare są różnej jakości, często powtarzalne, często tak niekanoniczne, że głowa boli (mimo, że mnie ten temat aż tak nie grzeje, ale nie lubię, jak w jednej produkcji zaprzecza się drugiej), ale zdarzały się perełki. Kilka lat temu postanowiłem sobie, że odświeżę wszystkie filmy kinowe/odcinki specjalne/ova/jak zwał tak zwał i od tego czasu większość jest już za mną (a 99% widziałem już wcześniej).
Kai próbowałem oglądać gdy wychodził, ale odpadłem jakoś w połowie. Wykastrowany obraz do formatu 16:9, wycięcie masy fajnych fillerów, całej Buu Sagi i przede wszystkim wymiana muzyki w prawie wszystkich scenach (!! kto wpadł na ten debilny pomysł, przecież poszczególne utwory były pisane z myślą o konkretnych sagach, postaciach i scenach, a podmiana ich całkowicie zmienia wydźwięk scen pozbawiając ich emocji !!) zabijały frajdę z oglądania do tego stopnia, że w końcu odpuściłem.Co do Kai - Buu Saga nie została pominięta, odświeżona wersja wyszła jako drugi sezon. Ja DB Kai oglądałem, jak leciał po polsku na AXN Spin (wychodzi mi, że był to 2012 rok) i było całkiem nieźle, tyle że wersja, która u nas leciała (o ile dobrze pamiętam) była właśnie z oryginalną muzyką z Zetki. Co do fillerów, no to takie było założenie, że Kai ma być bliższe mandze.
Wiem, że od kilku lat DB przeżywa drugą młodość. Nowe filmy kinowe, nowe seriale (przy których współpracował AT), Dragon Ball Super, itd... Sorry, ale dla mnie Toriyama doszedł do takiego punktu i takich power leveli w swojej mandze, że nie da się tego kontynuować z sukcesem.I tak i nie. Nowe odsłony mają wzloty i upadki, ale np. "Bitwa bogów" to moja ulubiona produkcja spośród wszelkich dodatków. Oglądałem ten film przynajmniej 5 razy, a ocena to od początku 9/10.
Jak czytam, że Goku i Vegeta (którzy nigdy się nie starzeją ::)) dalej rywalizują, który z nich będzie lepszy (choć ten drugi pogodził się z tym, że nie doścignie Goku we wzruszającym monologu podczas starcia z Majin Buu :P) i że wymyślają im kolejne formy (mają błękitne włosy, białe włosy, czerwone włosy, Frezer jest złoty, czarny, itd... ::) ::) ::)), to śmiać mi się chce.Też to różnie wygląda. DB Super miało duże problemy z tempem, część rzeczy wprowadzono niepotrzebnie lub zbyt szybko, część mi się zwyczajnie nie podoba (Golden Frieza). SSJ Blue w ogóle bym usunął, ale już boska forma z "Bitwy bogów" jest fajna, niektóre późniejsze koncepty też. Na pewno jednak tego za dużo.
Wziąłem od młodszego brata z półki DBS i odpadłem w połowie pierwszego tomu, tak bardzo to było złe :P Jak mi opowiadał o czym to jest dalej (zbierał i przeczytał chyba z 12 tomów) to wiem, że nie chcę mieć z tym kontaktu... ani z niczym innym z tego uniwersum powstałym w XXI wieku.Jeżeli czytałeś tylko pierwszy tom, to nie czytałeś nic. W przypadku DB Super pierwsze było anime, manga początkowo była tylko dodatkiem promocyjnym, więc początkowe rozdziały są mocno skrótowe, wybiórcze i generalnie nie miały być w ogóle samodzielną produkcją. Później seria nabiera kolorytu, do tego stopnia, że w pewnym momencie wyprzedza anime i staje się de facto głównym filarem współczesnego DB.
Na siłę nie będę cię oczywiście do niczego przekonywać, ale odniosę się do kilku kwestii, bo w temacie DB siedzę od lat. Ogólnie zresztą z częścią rzeczy się zgadzam (niektóre nowe formy czy nowe produkcje są mocno średnie), ale mimo wszystko nie patrzyłbym tak zero-jedynkowo.Od jakiegoś czasu przyjąłem taką "drastyczną" dla niektórych postawę, ale to ze względu na ogrom wszystkiego o wszystkim, co otrzymujemy we współczesnym świecie. Dużo tego... za dużo. Trzeba dokonywać większej selekcji, bo nie starcza czasu. A jeśli coś z miejsca mnie nie przekonuje, a nawet jak dam temu szansę to mi się nie podoba, no to już nie chcę poświęcać na to więcej czasu. Tak jest z kontynuacjami DB - co innego, gdyby powstało coś, co toczyłoby się w czasach mangi Toriyamy (np. historia Lunch po opuszczeniu domu Genialnego żółwia - oglądałbym 8)).
Z kinówkami zawsze było różnie. Stare są różnej jakości, często powtarzalne, często tak niekanoniczne, że głowa boli (mimo, że mnie ten temat aż tak nie grzeje, ale nie lubię, jak w jednej produkcji zaprzecza się drugiej), ale zdarzały się perełki. Kilka lat temu postanowiłem sobie, że odświeżę wszystkie filmy kinowe/odcinki specjalne/ova/jak zwał tak zwał i od tego czasu większość jest już za mną (a 99% widziałem już wcześniej).Widziałem kilka filmów kinowych - trochę tego z Coolerem, dwa z Brollym, Fuzję/Atak Smoka w kinie. Zawsze irytowała mnie ich skrótowość i bycie alternatywami do właściwego DBZ, czy też toczenie się w konkretnym czasie z serialu, choć ich akcja toczyć się wtedy nie mogła / nie miała miejsca. Ale do nich akurat nie musisz mnie przekonywać, może kiedyś nadrobię sobie wszystkie aż do tego z GT z 1997 roku. Ale już te nowe produkcje z włosami Saiyan we wszystkich kolorach tęczy - no thanks.
Co do Kai - Buu Saga nie została pominięta, odświeżona wersja wyszła jako drugi sezon. Ja DB Kai oglądałem, jak leciał po polsku na AXN Spin (wychodzi mi, że był to 2012 rok) i było całkiem nieźle, tyle że wersja, która u nas leciała (o ile dobrze pamiętam) była właśnie z oryginalną muzyką z Zetki. Co do fillerów, no to takie było założenie, że Kai ma być bliższe mandze.O kurde, sprawdziłem i rzeczywiście po trzech latach przerwy wydali Buu Sagę jako Dragon Ball Z Kai: The Final Chapters ???
Tak jest z kontynuacjami DB - co innego, gdyby powstało coś, co toczyłoby się w czasach mangi ToriyamyGeneralnie wszystko, co powstało w ostatnich latach toczy się w tych ramach ;D ;D - nadal jesteśmy w okresie pomiędzy sagą Buu, a zakończeniem DBZ.
Daima... Nowi bohaterowie, znani w wersjach mini, nowe światy, nowi bogowie czy tam arcywrogowie... Ech, durnoty za durnotami.Ja uważam, że właśnie to, czego potrzeba w DB to nowe postacie i nowe wątki, a nie powracanie w kółko do poprzednich villainów. I nie zgodzę się, że kolejny wyciągnięty znikąd Saiyanin (Turles? Tarble? Broly?) miałby być lepszy. Co jak co, ale rozwój kosmosu w Super był według mnie najciekawszym fragmentem tej serii.
Napiszę tak, Daima na pewno zaoferuje jakąś sagę, która będzie godna oglądania z wypiekami na twarzy raz w tygodniu. No bo to w końcu Dragon Ball, ale mając brudnopis na kolanie byłbym wstanie opracować lepszy plan na nowe przygody, bardziej przyziemne, jak to miało miejsce w oryginalnej serii. Nawet taki Raditz mógłby mieć maleńkie dziecko, które teraz mogłoby być nowym zagrożeniem. Mogło być uśpionym Saiyanem, a jakaś sytuacja mogła obudzić w nim moce. A tak znowu będziemy poruszać się w jakiś totalnie obcych nam miejscach, gdzie magia i pomalowane klauny będą grali złoli. Nawet tych trzech ananasów pilnujących kul w świecie demonów wyglądało mało atrakcyjnie. Jakieś robociki... Meh, D jak dupa.
Daima zaczyna się po Z, więc kontynuowanie jakiejś sagi byłoby na pewno mile widziane. Wolałbym kogoś związanego z Saiyanami, niż klauna w nowej serii, który odmłodził bohaterów zamiast na przykład pozbawić ich mocy, albo uśmiercić.Jeśli założyć, że jest silniejszy niż Buu, to faktycznie mógł tak zrobić. Jeżeli nie, to dlaczego wypowiedział takie, a nie inne życzenie, było akurat jasno uargumentowane - kule nie mogłyby ich zabić.
Identycznie jest z przemianami. Ile czasu było potrzebne na SS w Z? A pierwsza w Superce? Już praktycznie na samym początku.Zgadzam się, że tempo w DBS było słabe. SSJ Blue w ogóle mi się nie podoba (mam na myśli sam design) i jestem zdania, że obyłoby się bez tej transformacji. Osobiście uważam, że lepiej by było, gdyby po osiągnięciu SSJ God bohaterowie przeszli dopiero do odkrywania indywidualnych power-upów, jak ma to miejsce teraz.
Przecież Super wprowadził pierdyliard nowych bohaterów, pewnie jakby wszystkich zliczyć to przebiłby bohaterów z sagi o młodym Goku jak i Z.Mieliśmy też powrót do Friezy, Armii Czerwonej Wstęgi, Androidów i Cella, teraz pośrednio wracamy do Buu.