Autor Wątek: Diuna (2020)  (Przeczytany 30349 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Ankwicz

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #285 dnia: Nd, 07 Kwiecień 2024, 11:53:55 »
Spokojnie, na pewno nie kupię tego w preorderze, poczekam aż wyjdzie. Po prostu jakoś umknął mi fakt, że pierwsza część już wyszła i najwyraźniej nakład się wyprzedał, a teraz robią dodruk. Zbadam sprawę dokładniej pod koniec maja.

Offline Pan M

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #286 dnia: Śr, 15 Maj 2024, 20:05:56 »

Offline Zwirek

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #287 dnia: Śr, 15 Maj 2024, 20:56:59 »
Ja tutaj widzę same kobiety, czyli zero zaskoczenia, to będą rządy matriarchatu.

Offline death_bird

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #288 dnia: Nd, 26 Maj 2024, 22:58:47 »
Obejrzałem drugą część "Diuna" i nie wiem czy to był teatr telewizji czy niedonoszony miniserial, ale nie pamiętam na czym wynudziłem się równie mocno. Nawet Rebecca tego dla mnie nie ratuje.
6/10 za warstwę wizualną.
"Właśnie załatwiliśmy Avengers i to bez kiwnięcia palcem".

Offline Gieferg

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #289 dnia: Pn, 27 Maj 2024, 18:50:50 »
Na jedynce wynudziłem się tak, że dwójki chyba nigdy nie obejrzę. Nawet przez zwiastuny nie dałem rady przebrnąć.

Offline grzegorz.cholewa

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #290 dnia: Wt, 28 Maj 2024, 01:06:40 »
Ja lubię pierwszą Diunę z 1984 a ten nowy to ni ziębi, ni grzeje. Może lepszym wyborem jest przeczytanie wersji graficznej albo po prostu przeczytać ze dwa tomy Herberta i starczy.

Offline Pan M

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #291 dnia: Wt, 28 Maj 2024, 17:13:58 »
Na jedynce wynudziłem się tak, że dwójki chyba nigdy nie obejrzę. Nawet przez zwiastuny nie dałem rady przebrnąć.


Dzięki za przypomnienie tego samego co pisałeś parę lat temu na  forum i to wielokrotnie :D

Swoją drogą jak czytam takie opinie tym bardziej szanuje  Villeneuve'a, że zrobił to po swojemu a nie klepnął tylko takie dziwniejsze star warsy, gdzie akcja musi pędzić na złamanie karku.

Dwójka ma sporo więcej akcji, ale to nadal jest bardzo mocno kino tego konkretnego twórcy.

Można sobie Diuny nie lubić ale to jest naprawdę piękny chichot losu, że te filmy powstają w erze totalnego zeszmacenia star warsów.

Offline grzegorz.cholewa

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #292 dnia: Wt, 28 Maj 2024, 18:13:08 »
Może trzeba się wziąć za ciekawsze uniwersum. Są cztery części "Opowieści o Ramie". Niech to kręci Vilennueve byleby tylko żwawiej i bez zbędnego smęcenia. Wolałbym zekranizowaną Ramę II, Ogród Ramy i Tajemnice Ramy niż całą sagę Diuny. Przedsmak był częściowo w komiksie Planetary - w zeszytach 19 i 20, które były taką przerobioną Ramą i to było prawdziwe, interesujące s-f. ;D

Offline Gieferg

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #293 dnia: Śr, 29 Maj 2024, 00:09:28 »

Dzięki za przypomnienie tego samego co pisałeś parę lat temu na  forum i to wielokrotnie :D


Zawsze do usług. Jak zapomnisz, przypomnę raz jeszcze.

Offline death_bird

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #294 dnia: Śr, 29 Maj 2024, 18:09:09 »
Swoją drogą jak czytam takie opinie tym bardziej szanuje  Villeneuve'a, że zrobił to po swojemu a nie klepnął tylko takie dziwniejsze star warsy, gdzie akcja musi pędzić na złamanie karku.

Pytanie brzmi czy "po swojemu" = "dobrze"?
Jak generalnie nie miałbym nic merytorycznego do napisania w kontekście tej odsłony tak po namyśle dwie rzeczy mnie "ubawiły".
Po pierwsze: Villeneuve miał ile czasu? Jakieś 6 godzin z haczykiem na opowiedzenie tej historii? Tymczasem po namyśle to ja zupełnie nie wiem czy jego
Spoiler: PokażUkryj
Paul Atryda jest tym całym Kwisatz Haderach czy nim nie jest
, bo to, że na koniec filmu
Spoiler: PokażUkryj
ofuknął Helenkę
to jeszcze o niczym nie świadczy. Książka kręci się wokół tego terminu a tymczasem film nie raczy udzielić odpowiedzi.
A druga rzecz (ale to już bardziej z gatunku "facepalm") to "narracja" wokół Fejdzia Rautha. Jak Sting nie jest aktorem tak wystarczyło mu rzucić ze dwie miny, "przewrócić oczami" i człowiek z grubsza orientował się, że Stinger ma w scenariuszu napisane "psychopata". A co serwuje nam Villeneuve? Jego Fejdek
Spoiler: PokażUkryj
najpierw musi pochwalić się stadkiem ludojadów, następnie zadźgać dwie służące, ale żeby w stu procentach upewnić się, że widz na pewno nie ma wątpliwości względem jego natury to Lea musi wyartykułować wprost, że panicz Rautha to psychopata. No ale chłopak lubi seks więc szafa gra, mamy go pod kontrolą i trzymamy pod butem.
Noż ludzie... Nawet łopatologia ma swoje granice. A przynajmniej powinna je mieć.
Spoiler: PokażUkryj
Trzymać psychopatę na smyczy przy pomocy seksu...
Bene Gesserit uległy intelektualnej degradacji.
I to w zasadzie wszystko o czym chciałoby się napisać. Jak na 3 godziny to umówmy się, że emocji nie idzie tam wyśledzić. Jedynka zrobiła na mnie mimo wszystko lepsze wrażenie a po wszystkim będę trzymał się wersji Lynch`a.
"Właśnie załatwiliśmy Avengers i to bez kiwnięcia palcem".

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #295 dnia: Cz, 30 Maj 2024, 00:34:52 »
  Jasne, że dobrze chociaż to nie jest wymarzona "Diuna".
  Książka zostawała pewne pole do spekulacji czy Paul jest Kwisatz Haderach czy nie, w/g mnie nim nie był. Można by się raczej przyczepić do tego, czy wogóle film tłumaczy czym jest KW, bo ja jakoś sobie tego nie przypominam. Nie tłumaczy wielu innych rzeczy również.
  W "Diunie" Lyncha to połowie aktorów wystarczyło przewrócić oczami a później narrator musiał streszczać książkę gdzieś w tle bo nie wiadomo było o co chodzi. Feyd Rautha w wykonaniu Butlera jak najbardziej ok. dostał dużo czasu bo czekały na niego zakochane fanki a film s-f praktycznie pozbawiony scen akcji miał zarobić na siebie i to zrobił ku zaskoczeniu wielu osób, nawet tutaj. Można się zżymać na zmiany i uproszczenia dokonane przez Villeneuva, ale w/g mnie całkiem sprytnie facet wybrnął z próby ekranizacji powieści, która się nie nadawała do sfilmowania. Może i wykastrowany jest film ale za to zachował ducha oryginału i jest przystępny dla widza całkowicie z zewnątrz. A, że bez emocji i powolny? Kanadyjczyk tak kręci.

Offline death_bird

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #296 dnia: Cz, 30 Maj 2024, 01:27:24 »
U Lyncha gdyby odpuścić sobie narratora to podejrzewam, że wiadomo byłoby tyle samo co u Villeneuve`a. Come on. W wersji z 84 r. przykładowo Paul "myślał na głos", że nie wolno mu się ruszyć żeby grot go nie namierzył albo narrator informował, że Atryda i Chani coraz bardziej mają się ku sobie. Wydaje mi się, że i bez narratora widz by sobie poradził.
Co do Rauthy to ja nie oceniam aktora tylko łopatologię reżysera w kwestii prezentacji postaci.
Względem zaś Villeneuva to nie tyle zżymam się na uproszczenia (bo na zmiany trochę i owszem) tylko na zwyczajnie nudne rozwleczenie historii na ponad 6h z emocjami jak na rybach. Podejrzewam, że tutaj w grę wchodziły decyzje zapadające na piętrze okupowanym przez księgowych. Wyciąganie kasy od widzów za posiekane na części widowiska najwyraźniej weszło im w krew.
A poza tym winiłbym tutaj również trochę ścieżkę dźwiękową. Toto podkręciło Diunę Lyncha o jakieś 30% podczas gdy Zimmer sprawia wrażenie jakby mu się nie bardzo chciało.
"Właśnie załatwiliśmy Avengers i to bez kiwnięcia palcem".

Offline Pan M

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #297 dnia: Cz, 30 Maj 2024, 07:32:49 »
Zrobienie z Diuny dwóch filmów nie jednego może i jest sprawką księgowych, ale wyszło to zdecydowanie na dobre całemu projektowi.U Lyncha druga połowa książki była upchnięta w jakieś 40 minut i wszystko już pędziło do przodu nie patrząc na sens i podbudowę. We współczesnej Diunie dzięki zrobieniu z pierwszej książki dylogii mamy więcej czasu dla Feyda, więcej czasu spędzamy z Fremenami i co chyba najważniejsze Paul ma więcej czasu, a to nie jest jeszcze koniec tej serii bo "Mesjasz Diuny" powstanie.

Brak emocji? No ja wiem, że Kanadyjczyk nie kręci filmów w sposób typowy pod tym kątem tylko,że tu jest absolutnie parę killerów pod tym względem. Scena gdzie Paul doznaje wizji w namiocie w jedynce albo przemowa do Fremenów w dwójce to najlepsze przykłady.

Muzycznie Zimmer może i jest daleki od swojego peaku ale "Kiss The ring" w połączeniu z końcówką filmu jeszcze wzmacnia finał całości dwójki.

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #298 dnia: Cz, 30 Maj 2024, 10:13:45 »
U Lyncha gdyby odpuścić sobie narratora to podejrzewam, że wiadomo byłoby tyle samo co u Villeneuve`a. Come on. W wersji z 84 r. przykładowo Paul "myślał na głos", że nie wolno mu się ruszyć żeby grot go nie namierzył albo narrator informował, że Atryda i Chani coraz bardziej mają się ku sobie. Wydaje mi się, że i bez narratora widz by sobie poradził.
Co do Rauthy to ja nie oceniam aktora tylko łopatologię reżysera w kwestii prezentacji postaci.
Względem zaś Villeneuva to nie tyle zżymam się na uproszczenia (bo na zmiany trochę i owszem) tylko na zwyczajnie nudne rozwleczenie historii na ponad 6h z emocjami jak na rybach. Podejrzewam, że tutaj w grę wchodziły decyzje zapadające na piętrze okupowanym przez księgowych. Wyciąganie kasy od widzów za posiekane na części widowiska najwyraźniej weszło im w krew.
A poza tym winiłbym tutaj również trochę ścieżkę dźwiękową. Toto podkręciło Diunę Lyncha o jakieś 30% podczas gdy Zimmer sprawia wrażenie jakby mu się nie bardzo chciało.

  No nie, nie byłoby tyle co u Villeneueva, bo tam nawet z narratorem tyle nie ma. Jak się tak mocno skupić i odrzucić te niezrozumiałe wtręty to pozostaje nam, bełkotliwie napisana, ale w gruncie rzeczy dosyć prosta historyjka o konflikcie tych dobrych z tymi złymi i Wybrańcu, który jeżeli wygra to we wszechświecie zapanują pokój i miłość.
  Większość lynchowskiej Diuny czyli cały wątek nazwijmy go "przygodowy", Kanadyjczyk upakował w pierwszym filmie, w drugim kładąc nacisk na konflikt etyczno-religijny, którego wcale w pierwszym filmie nie było. Zmiany przy tym były koniecznie skoro w powieści większa część tej materii odbywała się w głowie Paula ewentualnie w rozmowach z matką. Tego się nie da się przedstawić sensownie na ekranie, więc trzeba było przerzucić oś konfliktu na osobę, która fizycznie pojawia się na ekranie. Padło na Chani z dosyć oczywistych względów, Zendaya tak jak Butler miała ściągnąć przed ekrany widownię, która inaczej by się tam nie pojawiła. Herbert w swojej powieści bardzo mocno stawiał na budowę świata kosztem wartkiej bądź czasem jakiejkolwiek akcji i Dennis robi to samo, co jak co ale świat w jego dwóch filmach jest i piękny i spójny jednocześnie w przeciwieństwie (mocno z racji kiepskich już wtedy efektów) do filmu Davida, który jednakże potrafi przyciągnąć oko większej fantazyjności w tej kwestii. Czy to się komu podoba czy nie to już kwestia preferencji tudzież artystycznej wrażliwości, mi tam akurat się podoba, chociaż nie powiem że w kilku momentach nie czułem się znużony, ale całość oceniam na plus. Ten nowy film ma jeszcze jedną przewagę nad tym starym, jest wyraźnie potraktowany jako część większej całości, trudno zakończenie uznać za "dobre" bo oczywistym jest, że historia ciągnie się dalej w niekoniecznie przyjemnym kierunku, jednocześnie film jest kompletny i bez szkody dla siebie, gdyby kontynuacja nie została nakręcona wcale u Lyncha dostajemy wypłaszczony happy-end rodem z powieści fantasy. Ogólnie mam wrażenie, że Dennis Villeneuve jest bardzo dobrym czytaczem, co nie jest czasem łatwym zadaniem o czym się można nawet i tu przekonać, jego film pomimo większych zmian w scenariuszu niż w poprzedniku stoi duchowo o wiele bliżej oryginalnej powieści, tak samo zresztą jak i jego Blade Runner pomimo tego, że jest całkowicie autorską historią bliższy jest powieści Philipa Kindreda niż jego adaptacja dokonana przez Ridleya Scotta.
I w tym momencie ciekawostka, którą oglądałem w jakimś programie dokumentalnym na ten temat dawno temu. Dino De Laurentiis w momencie kręcenia Diuny zatrudnił Ridleya jako konsultanta a ten mu w raporcie napisał, że powinno się ten film podzielić na dwie części, bo jedna to zbyt mało.

ps. Nie jestem wielkim fanem Hansa Zimmera, ale jest tu kilka świetnych kawałków.

Offline Gieferg

Odp: Diuna (2020)
« Odpowiedź #299 dnia: Cz, 30 Maj 2024, 10:30:44 »
Cytuj
za to zachował ducha oryginału i jest przystępny dla widza całkowicie z zewnątrz.

Przystepny...  ;D
Jako "ktoś z zewnątrz" nie mam pojęcia o co i po co tam biegało, czy np czemu miałbym w ogóle kibicować głównym bohaterom, żona też nie wiedziała, a żona znajomego, który jest fanem, spała na tym w kinie i też nie wie i nie chce wiedzieć.  Trzeba mieć "prawdziwy talent", żeby zapieprzyć sprawę w taki sposób.

« Ostatnia zmiana: Cz, 30 Maj 2024, 10:35:24 wysłana przez Gieferg »