Ja mam dokładnie te same doświadczenia i odczucia co @ukaszm84
Do tego najmocniejszą lekcją było pewnie, że w okresie dojrzewania, jak wielu w tamtych czasach, pozbyłem się większości swojej kolekcji komiksów. Nie miałem już miejsca w pokoju a strych był zawalony przez rodziców (swoją drogą jakimiś bezwartościowymi i niesentymentalnymi śmieciami, np nijakimi książkami o wartości dosłownie makulaturowej) i nie miałem poczucia, że też mógłbym swoje rzeczy tam dopchać gdzieś. Uznałem, że czas posprzątać przestrzeń życiową a przy okazji "dorosnąć" i zrobiłem czystkę pozbywając się większości swoich kolekcji w tym np wszystkich swoich 'kaczych' komiksów, książek i wszelkich innych publikacji, a miałem chyba dosłownie wszystko co wyszło i to od samego początku tj przełomu lat 80/90 i wszystko było w idealnym stanie. Część 'sprzedałem' w antykwariacie (a właściwie to oddałem) za '1zł' a cześć wyrzuciłem.
Pomijając stratę finansową sięgającą na dzisiaj sporo tysięcy zł, która nie ma aż takiego znaczenia bo nie sprzedałbym tego dzisiaj, to oczywiście największa strata jest w braku kolekcjonerskim. Do tego sentyment się odzywa po latach. Jest to strata nie do naprawienia i nie do odzyskania.
Taka sytuacja już w dzisiejszych czasach nie będzie miała powtórki, ale pewne wnioski wyciągnąłem.
Po tej lekcji, pozycje po których przeczytaniu coś poczułem wolę włożyć w karton i schować gdzieś w ustronnym miejscu. W przypadku zwłaszcza mniejszych wydawnictw, wiele pozycji najprawdopodobniej nigdy nie będzie ponownie dostępna. Sprzedać zawsze będę mógł w przyszłości jak uznam za 10-20 lat, że jednak nie mam do nich sentymentu lub pozycje te są w ciągłym obiegu i będę mógł re-kupić.
Fajnie byłoby tak jak piszesz móc impulsywnie sięgnąć po jakąś pozycję spontanicznie żeby tylko przejrzeć rysunki itd.
Robiłem tak w latach 90, kiedy ilość komiksów jaką miałem to była 1/20 tego co mam teraz. W dzisiejszych czasach po prostu za dużo jest tego żebym mógł sobie na to pozwolić.
Też choruję na deficyt regałów i mam większość komiksów poupychanych w kartonach. Muszę posiłkować się Excelem ze spisem zamówień z dokładnymi szczegółami w którym kartonie, w którym miejscu w domu się znajdują żeby to w miarę ogarniać.
Marzy mi się kiedyś uporządkować to wszystko, wyeksponować wszystkie pozycje i mieć łatwy dostęp do nich.
Ale powoli staram się nie zwracać na to uwagi i żyć "dzisiaj" a nie tym co może będzie "kiedyś".
Kartony w gruncie rzeczy nie są aż takie złe.
Ilość komiksów jest tak ogromna, że najzwyczajniej w świecie nie mam czasu na powtórne czytanie tej samej pozycji w ciągu najbliższych kilku lat.
Jak za kilka lat będę chciał przeczytać lub przypomnieć sobie to bądź co bądź mogę go mieć w każdej chwili.
Tymczasem, będzie zachowany w perfekcyjnym stanie, schowany od kurzu, Słońca, powietrza itd. Będzie nawet wciąż pachniał farbą drukarską.
Tymczasem, na otwartej ekspozycji, jak już zostało wyżej zauważone jest duży problem odnośnie kurzu.
Heh, ale ile to już było. Odwieczny dylemat i podział komiksiarzy kartoniarzy/nie-kartoniarzy
