Kiedyś podczas zdobywania wrysu zagadnąłem twórcę, ile robi album. Odpowiedział, że parę miesięcy. Dopytałem, czy "po godzinach". On na to, że nie, że wtedy jest to jego normalna praca, na tym zarabia. To twórca w średnim wieku, sam robiący swoje komiksy (czasem do scenariuszy kogoś innego). Ile na tym zarabiał dokładnie, nie wiem. Nie wiem, czy sprzedawał plansze. Nie wiem, czy może praca w pozostałej części roku nie dawała mu takiego zarobku, że mógł sobie pozwolić na mniejszy zarobek w miesiącach komiksowych. Ale skoro dawał radę, to może i na cały etat komiksowy też by dało radę.
Kolorysta ma ten minus, że na oryginałach raczej nie zarobi.
Co do niepodawania nazwy wydawcy, to skoro sam zainteresowany kolorysta tego nie chciał, to dla mnie oczywiste, że nagłaśniający sprawę nie powinien go podawać.