(...) szacunek klienta do wydawcy praktycznie nie istnieje. Jeśli SL podejmie złą decyzję finansową, straci płynność finansową, wpadnie w długi, będzie chciał trochę z nich wybrnąć zwiększając cenę bądź oszczędzić na jakości to co zrobi czytelnik? Pokiwa z szacunkiem głową? Zorganizuje zrzutkę pomocową?
Dlatego szanujmy bezpieczną politykę wydawniczą SL. Mamy częściowo wspólny interes.
Czyli w tej logice - żeby okazać szacunek wydawcy klient mógłby poczuwać się do odpowiedzialności za wynik namawiania wydawcy do określonego działania (np. zwiększenie nakładu), które może okazać się nietrafne i spowodować straty finansowe, klient w tej fantazji miałby zrobić wtedy dla wydawcy coś więcej niż pokiwanie głową czy zorganizowanie zrzutki (jw. żeby okazać szacunek)?
Odwróćmy sytuację - wydawca namawia do zakupu komiksów, klient kupuje, popada w długi bo wszystko wydał na komiksy, wydawca oczywiście z szacunku do klienta wyciąga go z długów, bo przecież czuje się odpowiedzialny za jego decyzje

Sparafrazuję mój ulubiony polski sitcom, głosem Karola Krawczyka z Miodowych Lat, który już nie wie co powiedzieć gdy dyskusja oderwała się od rzeczywistości: "co to za porównania głupie jakieś!?"

PS. oczywiście to ja tutaj wyolbrzymiam. Po prostu tak czytam, jedni chwalą wydawcę, inni krytykują, jeszcze inni krytykują pochwały, kolejni chwalą krytykę... Może coś w tym jest że wydawcy albo przestali, albo nigdy nie odpowiadali konkretnie na pytania czytelników, tutaj mamy do czynienia z dobrym kontaktem, który paradoksalnie, właśnie przez tą otwartość, bardziej dzieli niż robiłby to brak kontaktu (taka tylko myśl, nie zachęcam do zmian w tym aspekcie SL jakby co).