nie rezygnuj, ja cenię sobie różne spojrzenia 
Chciałem kulturalnie przedstawić swój punkt widzenia, ale niektórzy biorą to od razu za atak na nie wiadomo kogo, zresztą.
Rozumiem, że Studio Lain wydaje komiksy częściowo dla własnej satysfakcji, niekoniecznie z rządzy zysku. Tym bardziej podejrzewam, że satysfakcja klientów ma dla Was znaczenie. Oczywiście, jeśli mielibyście taką fantazję, to możecie wydawać nawet po 2 egzemplarze i sprzedawać je wyłącznie w czasie pełni o 2 w nocy na rozstajnych drogach pod Pułtuskiem. Ale chyba nie o to chodzi? Gdybym był wydawcą, chciałbym, żeby moi klienci byli usatysfakcjonowani.
Kilka lat swojego życia spędziłem w PRLu i pamiętam, jak brało się to co akurat rzucili, bo nie było wyboru. Marzyłem wtedy o rowerze BMX, ale jak w sklepie była do kupienia damska kolarzówka to tata mi ja kupił i bardzo się z niej cieszyłem. BMXa nie dostałem już nigdy.
Czasy nam się szczęśliwie zmieniły i, wychodzę z założenia, że jeśli swoje ciężko zarobione pieniądze chcę wydać na konkretny towar, to powinienem mieć taką możliwość. Jeśli pójdę do warzywniaka po ziemniaki a sprzedawca powie mi - ziemniaków nie ma, bierz pan pomidory - to prawie to samo, to pójdę gdzie indziej.
Jeśli będę chciał kupić czerwony samochód a w salonie mi powiedzą, że mogę go kupić tylko w określonym dniu w południe, a jak przyjdę o 13 to okaże się, że mają tylko zielone, to go pewnie nie kupię.
Czy komiks jest towarem pierwszej potrzeby? Nie. Przeżyję bez niego. Ale, jako klient, życzę sobie podstawowego szacunku - nie chcę by mnie całowano po rękach, ale wydawcy też nie będę wychwalał pod niebiosa, jaką to łaskę mi robi i jak śmiem w ogóle wybrzydzać i kręcić nosem na brak wybranej przeze mnie okładki. Szanujmy się nawzajem. Wy chcecie sprzedać, ja kupić - mamy częściowo wspólny interes.
Podałem swój pomysł na usprawnienie sprzedaży, które mogłoby podnieść satysfakcję klientów. Czy najlepszy - pewnie nie. Uważam jednakowoż, że obecny system jest mocno taki sobie. Spełnia wymagania sprzedawcy, ale klientów traktuje jako zło konieczne.
Nikt nie zmusi nikogo do niczego, ale sprzeciwiam się postawie w stylu: bierz chamie co dają i nie podnoś ręki na swojego dobroczyńcę (to nie do wydawnictwa piję, tylko do jego nadgorliwych obrońców). Lain robi dobrą robotę i bardzo dobrze. Po prostu może być lepiej.