"Pan Wtorek Popielcowy" to opowieść niezwykła. Zawieszona pomiędzy śmiercią, a sądem ostatecznym. Stawia pytanie o życie wieczne i sens instytucji czyśćca.
Ciężko tak do końca opisać o czym jest komiks Érica Liberge'a. Autor zadaje wiele pytań i zmusza nas do przemyśleń nad sporą ilością zagadnień. Jest to zarówno największa siła tego tytułu, jak i jego przekleństwo. Scenarzysta na problem z wyczuciem rytmu. Wątki są poszarpane, wnioski z dialogów powtarzają się wielokrotnie, a ściany tekstu z których nie wynika nic potrafią zmęczyć. Jest jednak w tym wszystkim hipnotyzująca aura, która nie pozwala nam oderwać się od lektury.
Największym plusem tytułu jest postać głównego bohatera kartografa Victora Turkawki. To właśnie on po śmierci otrzymuje imię Wtorku Popielcowego. Na naszym łez padole wychodząc z wanny nastąpił na dziecięcy samochodzik i skręcił kark. Obudził się jako szkielet i przywitał go listonosz z informacją "zmarło się Panu. Witamy w czyśćcu 🙂". Chłop zesztywniał (w jego kościstej formie było o to trudno) i spanikowany zaczął dociekać "o co tu chodzi".
Tytuł ciekawie łączy czarny humor, sensację, dystopię pozagrobową (jak nie istnieje taki termin - to go właśnie stworzyłem) i metafizykę. Nie jest to historia idealna, jednak specyficzny sposób narracji nie pozostawi Was obojętnymi. Obawiam się, że to może być relacja- kochaj lub nienawidź.
Rysunkowo mamy doczynienia z absolutnym fenomenem. Każda strona to małe dzieło sztuki. Ogląda się to z wypiekami na twarzy. Połączenie mroku, gotyckiej architektury i kosmicznego brudu. Komiks warto kupić dla samych rysunków. Ilość kości na metr kwadratowy nie może równać się z niczym innym.
Mam problem z jasną oceną tego tytułu. Myślę, że wiele zależy od momentu w jakim sięgnięcie po niego. Jest to historia pozostawiająca w nas wiele egzystencjalnych pytań. Idealna na jesień.
MOJA OCENA 6️⃣.5️⃣/🔟