"...od czasów pilota śmigłowca"

Powiem Wam, że gdybyście nie napisali, to bazując na czysto wzrokowej ocenie, bym to olał, bo byłem pewien, że to Garulowy, nie Labrumowy.
A piszę, to bo bazując tylko i wyłącznie na rekomendacjach z forum, wróciłem do Relaksu Labrumowego i wziąłem numery 37-40. Wróciłem, bo po lekturze 33-36 wypieprzyłem to przez Alllegro.
Dopiero zacząłem i fakt, źle nie jest. Sangoma o niebo lepsza niż ten pożal się anty-western z pierwszych numerów. Z nich tylko Valerian zasługuje na osobny album.