Prawda. Pamiętam z ery przedintegralowej, gdy Egmont co miesiąc wydawał kilkanaście albumów, a nawet, co wykazało mi się szokujące, przekraczał 20 tytułów. Konkurencja w ogóle nie miała startu. A teraz, gdyby rozbić integrale na pojedyncze albumy, to roczna średnia małych wydawców bywa podobna.
Co do nowego Relaxu - zawartość przesądzi o zakupie, ale nastawienie u mnie średnie. Nie wierzę w cudowne treści (bo skąd niby nagle miałyby się wziąć, czemu dotąd nie trafiły na rynek), mam mieszane uczucia co do idei "kontynuacji", no i cena - wiem, że to już nie czasy pisemek komiksowych, ale inwestować kilka dych w poszatkowane historie, gdy tyle dobra na rynku - no, nie wiem.