Autor Wątek: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku  (Przeczytany 6884 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Bazyliszek

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #30 dnia: So, 17 Kwiecień 2021, 23:47:17 »
Powtórzę - niektóre ważne i dobre tytuły komiksowe zostały wydane po polsku tylko w Kolekcjach. Zaś jeśli dla kogoś wydania po angielsku są równoważne z polskimi, to niepotrzebne mu są w ogóle wszystkie wydawnictwa komiksowe w Polsce i polskie komiksy. Nie tylko te z Kolekcji.

Offline Leyek

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #31 dnia: Nd, 18 Kwiecień 2021, 18:26:53 »
Cenię słowo pisane, ale o tak błahym temacie jak kolekcje to mi szkoda czasu całości czytać. Przeleciałem wzrokiem.

Kupuję coś z rzadka, ale uważam, że kolekcje, mimo masy minusów (rwane historie, blokujące nieraz inne wydania, braki w tłumaczeniach, korekcie) mają jeden wielki plus - są w stanie przyciągnąć nowych nabywców na komiksowy rynek. Ktoś kupi parę rzeczy z kolekcji i wciągając się zacznie szukać dalej.

To już większymi szkodnikami dla rynku są Libertago i Scream przesadzające z cenami i pseudoksluzywnością, w stosunku do produktu który oferują. Nie będę narzekał na coś droższego z Centrali, Ongrysa, Timofa jeśli wiem, że jest to mały nakład, ale wartościowa pozycja. A nie jak Scream generyczne frankofony, darkhorse'y w przesadzonych cenach i wydaniach. A już to zaczyna wdrażać też Egmont (Przedwieczni i ten zapowiedziany kolejny album z Marvela).

Offline Geekboy

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #32 dnia: Nd, 18 Kwiecień 2021, 20:46:40 »
Wątek zaczęty trochę od czapy...

Czytając ma się wrażenie, że autor nie do końca wie o czym pisze i bazując na wybranych przykładach stara się wypowiadać o całości. Każda kolekcja wymaga oddzielnej analizy jak wiele osób to wypomniało w komentarzach. Tak samo jak (już ktoś wcześniej napisał) każdy argument za i przeciw da się zbić - a części z nich nie powinno nawet być bo pokazują, że autorowi nawet nie chciało się wejść na strony wydawnictw.

Zabrakło mi tu na pewno jednego - autor mówi o poświęceniu dużej ilości czasu na badania ale nie widzę żadnej informacji o tym, że podjął próbę kontaktu bezpośredniego z wydawcą (nie z BOKiem na infolinii) od którego starałby się uzyskać rzetelne informacje, które mógłby wykorzystać do poparcia swoich argumentów.

Zastanawia mnie jeszcze to jaki jest konkretnie cel tego tematu. Wywołanie poruszenia i ostrego tematu do rozmowy? Czy po zebraniu komentarzy przeciw kolekcjom autor planuje napisać pismo z argumentacją do Hachette z "uprzejmą prośbą" o zaprzestanie wydawania komiksów?  Czy chodzi o to by zniechęcić ludzi do kupowania numerów kolekcji?

Zawsze myślałem, że każdy może kupować komiksy skąd chce i w jakim wydaniu mu pasuje...

Offline donT

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #33 dnia: Nd, 18 Kwiecień 2021, 20:54:20 »
Kolekcje i filmy o kalesoniarzach rozbujaly polskie komiksowo. To jest fakt, z ktorym ciezko sie klocic. Wszystkim przeciwnikom polecam przypomniec sobie jak to wygladalo wczesniej, o ile byli wtedy czescia komiksowa. Nie uwazam sie za target i od Hachette nie kupuje nic, ale nie widze zadnego problemu, ze takie kolekcje wychodza.

Offline Grzmichuj

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #34 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 00:35:43 »
Poprzedni wpis uraził admina, więc zmiękczyłem wypowiedź
Dlaczego nie potrzebujemy kolekcji?

8. Tworzenie skalperów.
W tej branży nie da się uniknąć odsprzedawania drożej niższych nakładów komiksów. Jednak pojawianie się kolekcji nasila to niechciane zjawisko. Drogie tomy kolekcyjne. To psuje rynek, bo komiks powinien być tańszy, ogólnodostępny. I gdyby ludzie kupowali więcej normalnych komiksów, to byłyby ich większe nakłady, przez co lepsza dostępność i byłoby wypuszczanych więcej serii, więcej różnorodnych tytułów. A tak zarabiają sobie cwani handlarze. Nie raz się słyszy, że ktoś wykupuje tomy testowe kolekcji i sprzedaje drożej przez Internet. A przecież ideą tomu testowego, pierwszych numerów, jest to by za te 15-30 zł przyciągnąć do siebie ludzi, a tak ich nie przyciągnie bo tomy znikną z kiosków i będą odsprzedawane drożej. W konsekwencji brak nowych czytelników i degradacja rynku postępuje.


Powiedz mi, mój drogi, czy ciężko przeżyłeś upadek komunizmu? Płakałeś po rynku centralnie planowanym i ograniczeniu w dystrybucji dóbr? Czy podobnie jak Partia wierzyłeś, że cukier i masło powinny być tanie i powszechnie dostępne?

No bo skojarzenie z bolszewickim poglądem na rynek jest nieuniknione. Nie widzisz braku podstawowej logiki w tym, że twoja miłość do komiksu nie jest na wyłączność? Ktoś inny też chce tego samego, co ty, dlatego jest gotów zapłacić za to 10zł więcej. A ktoś inny nawet 20. I 30. I dochodzimy do Detective Comics #27 za miliony dolarów.
To zupełnie naturalne i racjonalne, wręcz pożądane dla rynku komiksowego, by wartość komiksu rosła. Dzięki temu zwiększa się popyt na komiks, nakłady rosną, a potencjalni kupujący nie zwlekają z zakupem, bo obawiają się, że przegapią i wolą kupić w prenumeracie albo w dniu premiery. To jest istota komiksu na całym świecie, ale rozumiem że w tym małym postsowieckim kraju, cierpiącym na syndrom sztokholmski po 50 letnim terrorze, nadal nie urodziło się pokolenie, które potrafi zerwać z komunistycznym dyktatem cenowym. Mówienie ile coś powinno kosztować i narzekanie na drugi obieg podlega pod namawianie do zmowy cenowej, w każdym cywilizowanym kraju to prawnie zabronione (przesadzam, wiem, ale w teorii Urząd Skrabowy ma prawo kontrolować sprzedaż w cenie, która nie jest wyższa od ceny zakupu). Oczywiście możesz wykpić się, że to tylko życzeniowość, ale jestem pewien, że gdybyś był szefem allegro, to byś banował tych, co wystawiają WKKM za więcej niż 40 zeta.

Reszta argumentów na podobnym poziomie logiki, np. narzekasz, że małe nakłady, a potem że niszczy rynek... Do przemyślenia. Porządnego.

Nie jestem fanem kolekcji, w sumie to mam jedną - WKKM i niekompletną, bo kupowałem tylko to, co chciałem. I tę właśnie nieobliczalną i - jak widać - zaskakującą dla ciebie strategię polecam wszystkim narzekaczom na panoramy, duble, dobór tytułów i małe przyrodzenie.

PS. Jak idziesz do sklepu po piwo i widzisz korpo browary jak Harnaś po 1,99, to kupujesz i pijesz, żeby potem płakać jakie gówno i jak niszczy rynek piw, czy po prostu olewasz i kupujesz coś innego?

PS.2 Nie rozumiesz idei scalpingu, na komiksach nie da się skalpować, porównanie nietrafione i obnażające twoje raczkowanie w dziedzinie świadomości rynkowej, inwestycji w ogóle.

Offline Adolf

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #35 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 01:09:02 »
Cieszę się, że wywołała się fajna dyskusja. Jak zauważyliście, nie jestem pernamentnym tępicielem kolekcji. Doceniłem start WKKM i to jak rozruszała rynek. Problem w tym, że z czasem jej wydawania narastały patologie, o których się rozpisałem na początku. Uważam, że NA CHWILĘ obecną nie potrzebujemy już kolekcji trykociarskich, bo będziemy tylko pogłębiać wskazane problemy. Dlatego patrzę z niepokojem na nową kolekcję Hachette z postaciami DC Comics.

Napisałem też, że na przykładzie kolekcji Transformersów, że takie wydania to jedyny dopuszczalny kompromis. Transformersy, czy jak tu ktoś wskazał Conan (choć ktoś to także zanegował), czy inne monotematyczne kolekcje, zwłaszcza takie które są poza kręgiem zainteresowania poważnych wydawnictw, byłyby ciekawą opcją. Nie orientuję się, czy jest jakaś kolekcja z Żółwiami Ninja, ale po failu w wykonaniu Fanty, nikt tego tematu już nie będzie chciał tknąć, a kolekcja byłaby jedynym ratunkiem dla fanów tej marki. Podobnie mogłoby być z The Walking Dead, czy kilkoma innymi markami, których z jakiegoś powodu nikt nie chce ruszyć. Ale jak już pisałem, mało kto kupiłby takie kolekcje, więc Hachette czy ktoś inny woleliby dać nam coś z DC lub Marvela, a wtedy wracamy do punktu wyjścia.

Użyte słowo "badania" wywołało tu małą kontrowersję. Pragnę oznajmić, że są różne metody badawcze, a w moim przypadku była to dokładna analiza internetowych źródeł, naszego forum oczywiście, kontakt z ludźmi zbierającymi kolekcję, nawet załączyłem opinię sprzedawcy komiksów z Poznania. Nie kontaktowałem się z wydawnictwami, ani ludźmi związanymi z wydawaniem kolekcji, ani nawet z Tomaszem Kołodziejczakiem, bo po prostu nie ma sensu. Nie piszę książki, tylko wątek na forum.

Sam jestem jedną z tych osób, które zaczęły kupować komiksy pod wpływem WKKM. Kupowałem ją na początku i później tylko wybrane tomy. Problemy miałem także jak chciałem odkupić coś co przegapiłem. I tu niestety trzeba było wyłożyć trochę więcej grosza, dzięki temu mam doświadczenia i wiedzę jak wygląda rynek. Innym, cennym doświadczeniem było wydarzenie w życiu kolegi. W pewnym momencie wyjechał na pół roku do pracy za granicę, a wiadomo - 2 tygodnie i tom znika. A zbierał on dwie kolekcje - SBM i DC. Początkowo kupowałem tomy w Empiku, oraz księgarni z komiksami (stąd załączyłem ten głos sprzedawcy). Kolekcję DC zawsze dostałem w tej księgarni, ale z Hachette miałem problem. Często zwiedzałem Empiki, a tomu brak, a przecież nie mogłem zawieść kumpla. Zamówiłem więc prenumeratę i miałem spokój z poszukiwaniami, lecz dwa razy przyszedł mi tom w gorszym stanie i stres przez robienie zwrotów...

Przed premierą filmu Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów, w świecie komiksu panował dosyć duży hype. Fani wspominając komiksowe Civil War i ogrom w skutkach tamtejszego wydarzenia, fantazjowali mocno czym ten film może być. Ja również uległem hypowi i postanowiłem nabyć swój tom Civil War! W Internecie brak było już wydania Muchy, przynajmniej w tamtym momencie. Było parę tomów z WKKM, ale oczywiście przepłacone. Napisałem więc do sprzedawcy z wspominanej już tu wielokrotnie słynnej poznańskiej księgarni i ten pa paru dniach odpisał, że udało mu się zdobyć tom od samej Muchy! Zapłaciłem za to 80 zł, tyle co za przepłacone używki WKKM. Gdy go odbierałem, to podkreślał że to naprawdę fart, bo to zapodziany egzemplarz i komiks już dawno znikł z rynku. Jakoś później, pewnie już po premierze filmu, Egmont wydał swoją wersję Wojny Domowej (która niestety miała drobne problemy). I jestem pewien, że sprzedała się świetnie, bo hype na komiks był duży, ale na rynku braki. I wersję Egmontu dostaliśmy tylko dlatego, że film zrobił swoje. Normalnie musielibyśmy się zadowolić drogimi i paskudnymi wydaniami z kolekcji. Podobnie jak to ma miejsce z Marvels. A dlaczego Mucha nie zrobiła dodruku Wojny Domowej (czy nawet Marvels)? Powodem zapewne było wydanie tych historii również w kolekcjach i bardzo możliwe, że jakieś drobne problemy licencyjne. Może to potwierdzać post, który znalazłem na FB Muchy:
Cytuj
Mucha Comics
1mttel6S stycicurzniponscsoSarac c2edd0di13  ·
W związku z pojawiającymi się coraz częściej pytaniami związanymi z Wielką Kolekcją Komiksów Marvela, Mucha oświadczyć musi, co następuje:
Mucha otrzymała od agenta Marvela, firmy Panini, zlecenie na opracowanie zawartości (tak zwany prepress) polskiego wydania Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Niestety, Mucha nie ma żadnego wpływu na zawartość kolekcji. Nie mamy również licencji na tytuły Marvela, które wydawaliśmy w latach 2008-2010 (warunki umowy wygasły i w tej chwili możemy jedynie sprzedawać egzemplarze znajdujące się w magazynie).
Marvel może sprzedawać prawa do publikacji tytułów, które wydawaliśmy. Sprzedało firmie Hachette Polska. Z tychże powodów, a także biorąc pod uwagę fakt, że nie jesteśmy w stanie konkurować z cenami albumów Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, album WOJNA DOMOWA (Civil War) będzie najprawdopodobniej naszą ostatnią pozycją z Marvel Comics - przynajmniej dopóki Kolekcja Hachette będzie ukazywać się na rynku.

Było to w styczniu 2013 roku. Biedna Mucha, przejechała się na współpracy z Hachette. Dobrze, że kolekcja się zakończyła i wydawnictwo ruszyło do przodu. Jest to też potężny argument, że kolekcje psują rynek. Mucha mogła wydać wtedy wiele świetnych rzeczy, a tego nie zrobiła. Nie przedłużali licencji i nie zrobili dodruków. Zawiesili serie jak New Avengers, które wydawali regularnie. To pokazuje, że rozruszanie rynku i dotarcie do nowych userów miało również ciemne strony. A skoro tak bardzo dostało się Muszce, to swoje również musi wycierpieć Egmont. Pytanie otwarte, to czy obecnie warto tak szargać rynek, tylko po to żeby kolekcje przyciągnęły nowych czytelników? Opisywałem już wcześniej inne sposoby promocji i popularyzacji naszego medium i nie wydaje mi się, że kolejna kolekcja to coś czego potrzebujemy.


Offline Crono

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #36 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 09:09:44 »
Ale wiesz Adolf że to co napisała wówczas Mucha ostatecznie okazało się nieprawdą? Mucha zaczęła wydawać Marvela przed zakończeniem WKKM. Ponadto, Mucha charytatywnie nie współpracowała z Hachette, więc sformułowania typu "Biedna Mucha" raczej są nie na miejscu.
Jak mnie pamięć nie myli, to Mucha rozpoczęła działalność ok. 2007 roku wydając Elektrę lub Astonishing X-Men (nie pamiętam co było pierwsze). Do startu WKKM wydała (z Marvela):
Elektra Żyje
Marvels
4 tomy Astonishing X-Men
5 tomów New Avengers
Avengers Disassembled
Iron Mana
Ród M
Wojnę Domową
Tajną Wojnę
Silver Surfera
Czwórkę z Fantasticka
Dwa tomy Wolverina
Thora
To chyba wszystko. Jak się mylę to mnie poprawcie. Łącznie 21 tomów. Na ok. 5 lat działalności. Tymczasem w kolekcji 21 tomów to niespełna rok wydawania. Zakładając że WKKM nie startuje, a Egmont po swoich doświadczeniach wszedłby w Marvela dużo później (albo wcale), to dzisiaj mielibyśmy ułamek tego co mamy z trykociarzy na rynku.
Czy Kolekcje są nadal potrzebne? Typu transformers tak. Inne niekoniecznie, chyba że taka np. z X-Men (według mnie). Oczywiście, znajdą się głosy że przecież lepiej niech to wyda Egmont w Epikach jak obecnie pająka, ale ileż można czekać?
Wszyscy śmieją się na forum z Bazyliszka, że widzi podstępne działania pana Kołodziejczaka (jasne, ociera się to o paranoję), ale zastanowił się ktoś dlaczego Egmont wszedł w Marvela w takim a nie innym momencie?
Dlaczego Egmont akurat teraz wydaje Pająka w Epikach?
Dlaczego JPF akurat teraz startuje z kolorowym Dragon Ballem?
Każde z tych wydawnictw (i inne zresztą też) w jakiś sposób odczuwają konkurencję w postaci Kolekcji. Dlatego uważam że Kolekcje przyniosły rynkowi więcej dobra niż złego. Oczywiście można dyskutować o patologii jaką jest dystrybucja w wykonaniu wydawnictw kolekcyjnych i innych ich aspektach, ale to raczej temat na inny wątek.

Online SawiK

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #37 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 10:30:08 »
Cytuj
ale zastanowił się ktoś dlaczego Egmont wszedł w Marvela w takim a nie innym momencie?
Tu chyba każdy świadom jest jaka ważna rola było start kolekcji. W czasie popularyzacji MCU, co zrobiło kawał roboty Egmont tylko sie dostosował i ugryzł swój kawał tortu.
Cytuj
Dlaczego Egmont akurat teraz wydaje Pająka w Epikach?
Bo Kolekcja przestała blokować tą swoja  ;) :D ;D
Cytuj
Dlaczego JPF akurat teraz startuje z kolorowym Dragon Ballem?
No własnie dlaczego(może przez Dragon Ball Super)?...Nie wiem ale to kupuje  8)

Offline Cringer

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #38 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 10:42:46 »
Wszyscy śmieją się na forum z Bazyliszka, że widzi podstępne działania pana Kołodziejczaka (jasne, ociera się to o paranoję), ale zastanowił się ktoś dlaczego Egmont wszedł w Marvela w takim a nie innym momencie?
Dlaczego Egmont akurat teraz wydaje Pająka w Epikach?
Dlaczego JPF akurat teraz startuje z kolorowym Dragon Ballem?
Fajny, post, tylko z końcówką się nie za bardzo zgadzam. Albo może inaczej, nie bardzo rozumiem co ona ma mi wytłumaczyć. Bo tak, wydawcy wiedzą o kolekcjach z wyprzedzeniem i reagują na decyzje kolekcjowe. Nie wierzę jednak że Kołodziejczak siedzi z lupą skierowaną w stronę siedziby Hachette i specjalnie wydaje coś co oni chcą wydać. Moim zdaniem jest nawet odwrotnie. Gdy Eaglemoss wszedł z Kolekcją DC, Egmont przystopował ze swoim DC. Gdy Deagostini weszło z kolekcją Star Wars, Egmont przystopował ze swoimi Star Wars Legend. Epiki Spidermana ukazały się dopiero gdy było pewne ze kolekcja Spidermana nie ruszy.
Niestety ale to kolekcje blokują Egmont.
Co zaś tyczy się JPF to tak, tu pełna zgoda. Shin Yasuda blokuje Hachette. Bazyl może mieć nowego wroga.

Online Mruk

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #39 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 11:15:25 »
Gdy Deagostini weszło z kolekcją Star Wars, Egmont przystopował ze swoimi Star Wars Legend.

Albumy Egmontu są lepiej przygotowane i mają lepszą dystrubucję, kolekcja DeAgostini miała imponujące tempo wydawania, za to kilka zupełnie bezsensownych braków (jak tworzyliśmy kolekcję w Hiszpanii w roku 2013 to te tomy jeszcze nie istniały, więc sześć lat później w Polsce też ich nie wydamy, bo tak!).

Trzeba przyznać, że na półce wygląda to paskudnie, bo jak się ustawiło tomy chronologicznie i powtykało zeszyty Egmontu w miejsce braków, z panoramy zostało konfetti. Dobrze, że na grzbietach są tytuły.

Gdyby kolekcji DeAgostini nie było, to byśmy mieli więcej Legend od Egmontu, ale dalej byłby to ułamek tego, co wydało DeAgostini.

Tak więc ja mimo wszystkich mankamentów kolekcji, kupiłem całość i oceniam ją na plus.

Podobnie z Conanem (z tym wyjątkiem, że nie układałem chronologicznie).
« Ostatnia zmiana: Pn, 19 Kwiecień 2021, 11:23:01 wysłana przez Mruk »

Offline Cringer

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #40 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 11:31:59 »
@Mruk
Do tego dochodzi jeszcze kwestia ceny. Kolekcja w prenumeracie kosztowała 37,5zł/egzemplarz za średnio 190str w twardej okładce. Gdzie Egmont okładkową cenę ma 50zł (czyli jakieś 32-35zł za 150str w miękkiej okładce). Kolekcja wydała też rzeczy których od dawna nie było na rynku a Egmont nie planował wznowień.
To jest też dla mnie dobry przykład budżetowej kolekcji. Brzydka oprawa graficzna, brzydka panorama, dużo rzeczy wrzucanych do jednego numeru aby wyrobić ilość stron, ale dobra cena i sporo czytania.
Ogólnie z kolekcji jestem zadowolony, chodź w tym wypadku kolekcja Star Wars od Hachette wydaje się lepsza.

 

Offline eyesore

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #41 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 11:57:13 »
Bazyl ma trochę racji że gdyby nie kolekcje to części rzeczy byśmy nie zobaczyli w Polsce. Np. Korvac Saga, pewnie E. bo to kiedyś wydało, dorzucając 1-2 zeszyty więcej za okładkową 99zł.
Tyle ze jak ktoś wyżej zauważył, kolekcje są dla nowych w temacie (ewentualnie tematyczne, jak transformers czy conan) a nie dla starych wyjadaczy  ;)

Offline Eguaroc

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #42 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 11:59:52 »
Problem w tym, że z czasem jej wydawania narastały patologie, o których się rozpisałem na początku.
Z tym, że te patologie są mocno wyolbrzymione.

Cytuj
Napisałem też, że na przykładzie kolekcji Transformersów, że takie wydania to jedyny dopuszczalny kompromis.
Dostać komplet komiksów z jakiejś serii, której nikt inny by nie wydał i nazwać to "kompromisem", to jednak trochę przesada.

Cytuj
Innym, cennym doświadczeniem było wydarzenie w życiu kolegi. W pewnym momencie wyjechał na pół roku do pracy za granicę, a wiadomo - 2 tygodnie i tom znika. A zbierał on dwie kolekcje - SBM i DC. Początkowo kupowałem tomy w Empiku, oraz księgarni z komiksami (stąd załączyłem ten głos sprzedawcy). Kolekcję DC zawsze dostałem w tej księgarni, ale z Hachette miałem problem. Często zwiedzałem Empiki, a tomu brak, a przecież nie mogłem zawieść kumpla. Zamówiłem więc prenumeratę i miałem spokój z poszukiwaniami, lecz dwa razy przyszedł mi tom w gorszym stanie i stres przez robienie zwrotów...
No ale to nie jest wina kolekcji, że kolega wyjechał za granicę... Równie dobrze mógłbyś napisać, że nie mógł na bieżąco kupować "Dziennika".

O dostępności się nie wypowiadam, bo nie miałem do czynienia, ale widzę tu pewien błąd logiczny - z jednej strony piszesz, że kolekcja zabiera klientów innym wydawcom, ale okazuje się, że w większości punktów tak naprawdę była niedostępna... Poza tym - "2 tygodnie i tom znika". Nie zrozummy się źle, ja nie jestem jakimś fanem kolekcji i nie twierdzę, że wydanie kolekcyjne nie wstrzymało nigdy jakiegoś dodruku czy startu serii, ale jeżeli obecność jakiegoś tytułu na rynku przez 2 tygodnie (w dodatku w słabej dystrybucji) zaspokoiło zapotrzebowanie na niego wśród klientów, to może tu należy upatrywać braku tego tytułu w ofercie Egmontu czy Muchy?

Cytuj
Ja również uległem hypowi i postanowiłem nabyć swój tom Civil War! W Internecie brak było już wydania Muchy, przynajmniej w tamtym momencie. Było parę tomów z WKKM, ale oczywiście przepłacone. Napisałem więc do sprzedawcy z wspominanej już tu wielokrotnie słynnej poznańskiej księgarni i ten pa paru dniach odpisał, że udało mu się zdobyć tom od samej Muchy! Zapłaciłem za to 80 zł, tyle co za przepłacone używki WKKM. Gdy go odbierałem, to podkreślał że to naprawdę fart, bo to zapodziany egzemplarz i komiks już dawno znikł z rynku.
Wychodzi więc na to, że cena nie była problemem, bo byłeś gotowy zapłacić tyle za ten komiks. Natomiast uwagi powinieneś mieć do Muchy, że sama nie zrobiła dodruku, a nie do Hachette, że ten tytuł wznowiło.

Cytuj
Jakoś później, pewnie już po premierze filmu, Egmont wydał swoją wersję Wojny Domowej (która niestety miała drobne problemy). I jestem pewien, że sprzedała się świetnie, bo hype na komiks był duży, ale na rynku braki. I wersję Egmontu dostaliśmy tylko dlatego, że film zrobił swoje. Normalnie musielibyśmy się zadowolić drogimi i paskudnymi wydaniami z kolekcji. Podobnie jak to ma miejsce z Marvels. A dlaczego Mucha nie zrobiła dodruku Wojny Domowej (czy nawet Marvels)? Powodem zapewne było wydanie tych historii również w kolekcjach i bardzo możliwe, że jakieś drobne problemy licencyjne.
Może tak było. Ale nie wiesz tego, to są wszystko twoje domysły, których nie jesteś w stanie w żaden sposób potwierdzić ani im zaprzeczyć. I nawet nie chcesz tego robić, bo przecież piszesz tylko post na forum... Nie różni się to niczym od retoryki Bazyliszka, za którą jest goniony na tym forum.

Cytuj
Było to w styczniu 2013 roku. Biedna Mucha, przejechała się na współpracy z Hachette. Dobrze, że kolekcja się zakończyła i wydawnictwo ruszyło do przodu. Jest to też potężny argument, że kolekcje psują rynek. Mucha mogła wydać wtedy wiele świetnych rzeczy, a tego nie zrobiła.
Po pierwsze to już tanie wchodzenie na emocje. Biedna Mucha zgarnęła kasę za opracowanie kolekcji i nie zdziwiłbym się, gdyby zarobili na tym więcej, niż na swoich wydaniach.

Po drugie - a później to zrobili? Bo kojarzę tylko, że wydają X-Menów. Jakoś nie widzę tego zalewu Marvela od Muchy.

Offline Geekboy

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #43 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 12:14:26 »
@Adolf

Jeszcze jedna uwaga co do 2 tygodnii i zniknięcia numeru ze sprzedaży - każdy z wydawców kolekcyjnych do momentu wygaśnięcia licencji prowadzi/prowadził sprzedaż archiwalną wszystkich posiadanych numerów za pośrednictwem sklepu online czy BOK'u w cenie okładkowej + KW. Sprzedaż archiwaliów WKKM została zamknięta dopiero w zeszłym roku więc ten zarzut jest bez sensu...
« Ostatnia zmiana: Pn, 19 Kwiecień 2021, 12:35:22 wysłana przez Geekboy »

Offline Grzmichuj

Odp: Porozmawiajmy o szkodliwości kolekcji na naszym rynku
« Odpowiedź #44 dnia: Pn, 19 Kwiecień 2021, 13:06:35 »
No cóż, nadal mam duże zastrzeżenie do prowadzenia dyskusji przez OPa, który na podstawie własnych nieporadnych doświadczeń określa cały rynek, dziesiątki pracujących osób i tysiące czytelników mianem "patologii".

Wydaje mi się, że bliżej patologii jest zbieractwo, jednostka chorobowa, której symptomy widzę u OPa
I wydawnictwa takie jak Hachette, a komiks w szczególności, bazują na tym, że mózg człowieka uzależnia się od posiadania czegoś, czego nie potrzebuje.
To jest zaprojektowany proces - dostajesz jedynkę za pół darmo, więc mówisz: "czemu nie?", potem dwójkę za 10 złotych więcej i dodajesz "sprawdzę czy mi się podoba", a potem jak wychodzi trójka, to twierdzisz "przecież mam już jedynkę i dwójkę".
Ja wiem, że to oczywistości, ale musisz zdać sobie sprawę, że "odczuwasz stres" kiedy poszukujesz tomów i kiedy musisz je wymienić na nieuszkodzone. Ja też w tym siedzę, ale zdaję sobie sprawy z manipulacji i walczę z chęcią posiadania wszystkiego. Polecam. Przestaniesz narzekać na to, że ktoś oferuje produkt, którego desperacko pożądasz. Czyli czujesz, że coś jest nie tak, ale nie widzisz problemu w sobie, tylko w rynku.

I ten ostatni aspekt - wywoływanie stresu i zbieractwo - jest najpoważniejszą wadą kolekcji. Uginają się półki pod ciężarem tomów, z których wartych przeczytania jest 10%-20%, a reszta to niskobudżetowe zapychacze, których nikt nie kupiłby w "normalnym" wydaniu, a finalnie kosztują tyle, ile piękna kolekcja świadomego czytelnika.

« Ostatnia zmiana: Pn, 19 Kwiecień 2021, 13:11:52 wysłana przez Grzmichuj »