Autor Wątek: Nowe wydania posiadanych komiksów  (Przeczytany 5305 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Gieferg

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #30 dnia: Pn, 11 Maj 2020, 22:42:39 »
Jak do tej pory postawiłem na półce drugie wydanie tego samego komiksu tylko gdy:

a) poprzedniego wydania się pozbyłem, a po jakiś czasie zacząłem tego żałować
b) dostałem nowe do recenzji

Więc wychodzi że powtórki mam tylko z kilku Semików.

Offline misiokles

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #31 dnia: Pn, 11 Maj 2020, 22:58:12 »
Czasami dubluję, czasami nie - kwestia zwykłego impulsu.

Offline ThePinkFin

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #32 dnia: Pn, 11 Maj 2020, 23:28:13 »
Format mam gdzieś. Liczy się, żeby mieć jak najwięcej historii. Duble to u mnie głównie pojedyńcze zeszyty z KSM. Niestety, głównie pada na dubel wycięty z kontekstu, więc nawet go nie czytam, ale gdy najpierw jest wycięty, a później kontekst, to z reguły czytam. Jedyne rażące duble u mnie, to początki "Ultimate Spider-Mana" i "Strażników Galaktyki". Niby mógłbym sprzedać wydania kolekcyjne, ale nie mam do tego głowy.

Offline Hans

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #33 dnia: Wt, 12 Maj 2020, 02:47:47 »
Mam troszkę dubli, ale staram się nie ponawiać tego samego tytułu.
Duble mam głównie przy komiksach na których mi zależy (Thorgal, Szninkiel) lub przy starych wydaniach które mają lub będą miały wznowienia (Hugo, KAS, Żbik).

Offline Juby

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #34 dnia: Wt, 12 Maj 2020, 13:16:52 »
Nie mam problemu z dublowaniem komiksów z wielu powodów, zwłaszcza jeśli cena jest atrakcyjna, a mój obecny egzemplarz jest w kiepskim stanie, bo nie dbałem o niego w dzieciństwie.

Najlepszy przykład


Adaptacja filmu Tima Burtona była prawdopodobnie pierwszym komiksem jakiego miałem w swoich rękach i do dziś zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Po jakimś czasie, gdy wujek zauważył, że zawsze ją przeglądam/czytam, gdy go odwiedzamy, dał mi i starszemu bratu na spółkę kilka swoich komiksów, w tym dwa różne wydania pierwszego Batmana. Wersja od Tm-Semic jest ze mną jakieś 22-23 lata, a drugie wydanie od KAB Publisher podarł mi młodszy brat, gdy był jeszcze bobasem. Dlatego jakiś czas temu, gdy znalazłem atrakcyjną okazję na olx, kupiłem je w niezłym stanie (strony odeszły od lekko sfatygowanej okładki i ktoś to próbował zszyć zszywaczem, w środku stan bdb). Wówczas porównałem sobie oba egzemplarze i dopiero wtedy zwróciłem uwagę w jak okropnym stanie jest mój stary semic. Dlatego postanowiłem kupić go ponownie i udało mi się, na początku tego roku dostałem egzemplarz w dobrym stanie za nieco ponad 40 zł... Z tym, że nie ma go na tym zdjęciu, bo 2 miesiace później w moim ulubionym antykwariacie w mieście odkopałem jeszcze jeden egzemplarz w stanie bliskim idealnego za jedyne 15 zł! Wziąłem go bez wahania (czyli tego dnia miałem już czwarty taki sam komiks), ale poprzedni oddałem młodszemu bratu, który też lubi komiksy. Obecnie mam więc powyższe 3 wersje: jedną sentymentalną, zamkniętą szczelnie w koszulce na komiksy, żeby nic mu się więcej nie stało; drugą od KAB Publisher; oraz dubel od Tm-Semic w bdb jakości, gdybym chciał go poczytać i żeby ładniej prezentował się z kolekcją na półce gdy skończę remont. :)

W najbliższej przyszłości również planuję zakup kilku komiksów, które już mam, np. Superman/Batman: Wrogowie publiczni (posiadam w wydaniu zeszytowym od DK z 2005 roku), bo chcę zebrać całą serię Egmontu z 2016-2017, a na pewno nie ominę przy tym pierwszego tomu, nawet jeśli fabularnie nie są ze sobą powiązane.
Courage now, truth always, Batman... Forever

Offline Corto Maltese

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #35 dnia: Wt, 12 Maj 2020, 23:15:09 »
Dublom mówimy stanowcze "to zależy". Mam "Życie i Czasy Sknerusa McKwacza" w wydaniu miękkookładkowym, zbierając aktualnie Kolekcję Dona Rosy, nie pominę tomów zawierających tę opowieść. Komiks ten jest na tyle świetny, że nawet nie będąc komplecistą, kupiłbym te tomy.
Podobna sytuacja jest z Rorkiem. Prawie całą serię uzbierałem w pojedynczych albumach ale brakło chyba jednego, więc zbiorcze wydanie Sideci przyjąłem ciepło. Zwłaszcza z dodatkowym tomem zerowym.
"Piotruś Pan", jak z Rorkiem, jedyna różnica, że kupiłem wydanie angielskie wydawnictwa Soaring Penguin.
Czy jakość wystarczająco zachęca by mieć więcej niż jeden egzemplarz jakiegoś komiksu? Dla mnie nie.
Absolute, Omnibus, zeszytowe, SC, HC... dobrze gdy jest wybór ale coś wybrać trzeba.
Czasami nie mam nic przeciwko duplikatom w kolekcji ale gdy mogę ich uniknąć, wolę to właśnie zrobić.
#stopmowietrawie
#szybkieosądy
#pitupitu

"Liberalna demokracja to reżim, w którym demokracja poniża wolność, zanim ją zdławi" Nicolas Gomez Davila

Offline rzodkiew

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #36 dnia: Wt, 19 Maj 2020, 14:01:07 »
Za mało jeszcze rzeczy poznałem, żeby kupować sobie duble, gdy mozna poznać nową historię. Jest jedna rzecz, której przydałaby się wymiana - to otrzymany od mojego ś.p. dziadka w 1988 roku  1. tom Thorgala. Jest już nieziemsko sfatygowany i jego wartość rynkowa to pewnie -20 zł, ale ze względu na wpis od dziadka dla mnie to egzemplarz bezcenny.

Offline Piterrini

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #37 dnia: Śr, 26 Sierpień 2020, 22:43:28 »
Spytałbym w wątku "Kaznodziei", ale osobnego tematu dla tej serii nie ma, a pytanie jest zbyt "specyficzne" żeby od tego zaczynać dyskusję...

Pytanie do tych osób, które świadomie wybrały "Kaznodzieję" w wydaniu pierwszym lub drugim - dlaczego konkretnie w tym wydaniu? Dlaczego wydanie pierwsze, a nie drugie, i analogicznie - dlaczego wydanie drugie, a nie pierwsze. Aha, z pominięciem względów dostępności i ceny ;)

Co do niniejszego tematu - czasem zmieniam posiadane wydanie na lepsze, czasem nie, zależy od tytułu. Docelowo staram się nie dublować, "bezproblemowe" duble to dla mnie te, gdzie są np. inne kolory ("Ostatnie łowy Kravena" czy "Zabójczy żart", komiks = scenariusz + rysunki, w usa przeważnie rysunki = szkic + tusz + kolor, jeśli wydanie zawiera prace innego kolorysty, to i sam komiks jest w pewnym stopniu inny :) ).

Offline amsterdream

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #38 dnia: Śr, 26 Sierpień 2020, 23:30:01 »
Miałem oba wydania. Za pierwszym wydaniem przemawia papier. Za drugim druk. Zostawiłem nowe bo stare jest wydrukowane tragicznie - wyblakłe strony, rozjeżdżające się kolory no i standard z tamtych lat w komiksach drukowanych w BZG czyli rozklejanie.

Offline Piterrini

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #39 dnia: Nd, 30 Sierpień 2020, 15:02:11 »
Dzięki @amsterdream za szybką odpowiedź.
Papier to ewidentnie kwestia gustu, niejednokrotnie na forum o tym było, ja preferuję kredę, ogromnym plusem jest faktyczna czerń, której na offsecie Egmont nie uzyskiwał, a dużym minusem "cukierkowatość" w przypadku komiksów, do których taka cecha po prostu nie pasuje. Jakość druku - ciężko się nie zgodzić z powyższym. A najgorsze jest wspomniane rozklejanie się komiksów - aczkolwiek nie wiem co jest głównym czynnikiem dlaczego niektóre egzemplarze są "mocniejsze", a inne nie dają rady. W większości starych Egmontów jeśli coś się u mnie odkleja, to okładka od bloku kartek, ale w zakupionym z drugiej ręki wczesnym tomie Lucyfera doszło do najgorszego - cały klej trzymający komiks w całości wysechł, stwardniał, zaczął się kruszyć i po prostu się rozleciał. Jest to statystycznie jeden komiks w takim stanie, reszta ładnie się trzyma, nie znam też wcześniejszych warunków przechowywania, bo jednak na to zrzucałbym winę za obecny stan...

Jeszcze w ramach tematu rozwinę swoją nieco pokrętną logikę odnośnie wyboru wydania :)

Dosyć istotnym przypadkiem są cztery serie wydane przez Egmont najpierw w miękkiej okładce, a później, po latach, ponownie w okładce twardej: Sin City, Hellboy, Sandman i Kaznodzieja. Przypadek ciekawy, niby reprezentatywny, a jednak przy wyborze wydania każdą serię rozpatrywałem osobno (jeśli to ma znaczenie, to tylko część Sin City zakupiłem na początku wieku, reszta w ostatnich kilku latach).

Sin City – z powyższych ta seria najlepiej do mnie przemawia, pod względem graficznym pozostawia inne ww. w tyle. To miało największy wpływ na wybór wydania w twardej oprawie i na kredowym papierze. Seria operującą dwoma kolorami po prostu znacznie lepsze wrażenie robi, kiedy jest czarno-biała, a nie szaro-biała, bo niestety na użytym w miękko okładkowym wydaniu papierze offsetowym czerni nie ma.

Hellboy – zacząłem czytać wydanie w twardej okładce, gdzieś po pierwszym tomie kontynuowałem w miękkiej, nie odczułem dyskomfortu związanego z tą zmianą, wręcz bardziej pasowało mi czytanie w cieńszych, skromniejszych tomikach. Sama stylizacja serii ma pewnie wpływ na takie odczucia, w dużym stopniu minimalistycznie, epicko tylko tam, gdzie jest to „wymagane”. Brak głębokiej czerni tutaj nie był dla mnie kluczowy, mimo wszechobecnego mroku paleta barw jest szersza niż w Sin City, plus do tego dochodzi fakt, że fanem serii nie jestem. Koncept pojmuję, jednak brnąc głębiej w serię w pewnym momencie zauważyłem, że to „już”, tj. dotychczas mnie nie porwało, a ostatnio przeczytane zeszyty trzymają zbliżony poziom, stąd już seria mnie ponadprzeciętnie nie zachwyci. Podsumowując – fanem nie jestem, w kierunku B.B.P.O. nie odbijam, więc wydanie w miękkiej okładce mnie satysfakcjonuje (co oczywiście nie znaczy, że jest lepsze).

Sandman – wartość serii zawiera się przede wszystkim w opowiadanych historiach, a więc w warstwie fabularnej/scenariuszowej/literackiej (wybrać najbardziej pasujące ;) ). Graficznie jest poprawnie, w zależności od rysownika jednak mniej lub bardziej uproszczone plansze, stąd rodzaj papieru nie stanowi dla mnie istotnego czynnika przy wyborze wydania. Obecnie posiadam wydanie miękko okładkowe, ale ostatecznie skłaniam się ku zmianie na twarde okładki, przemawiają za tym dwa czynniki – większość tomów pobocznych Egmont wydał na twardo, plus w tomie ostatnim są przyzwoite graficznie historie, które dużo by zyskały na pełnej palecie barw i separacji kolorów, stąd jeśli będzie okazja, to zmienię na twardo okładkowe wydanie.

Kaznodzieja – to mój obecny dylemat, stad pytanie wcześniej zadane w tym temacie. Graficznie jest to najmniej ciekawa seria wśród czterech tutaj charakteryzowanych, a fabularnie spodziewałem się czegoś nieco innego, żebym nie został źle zrozumiany – pod kątem niewymagającej rozrywki jest dobrze, powiedziałbym „fajnie”, ale czytając na każdym kroku zachwyty nad serią nie rozumiem dlaczego wiele osób uważa ją za „arcydzieło” czy „najlepszą serię komiksową”… Przechodząc do meritum – jest to jedyna seria z ww., którą posiadam/posiadałem jedynie w wydaniu twardo okładkowym. Już jakiś czas temu miałem przemyślenie w związku z powyższym, mianowicie nie uważam że Kaznodzieja „zasługuje” na takie ładne wydanie (tutaj też wyjaśnienie – kredowy papier i twarda okładka to wydanie ogólnie ładne). Oczywiście mam sporo słabszych komiksów w wydaniu podobnym albo i lepszym, z tym że w większości przypadków na naszym rynku nie ma wyboru co do standardu wydania. Z Kaznodzieją wybór jest, skorzystałem z dobrej oferty stan/cena i obecnie czekam na przesyłkę z wydaniem miękko okładkowym. Raczej nie będę porównywał wydań strona po stronie, stąd interesują mnie najistotniejsze czynniki dlaczego ktoś został przy starym wydaniu, dlaczego zmienił na nowe, a może ktoś faktycznie świadomie zmienił na stare (wg. jakiejś pokręconej logiki ::) )?
Obawiam się, że pomimo względnej pewności co do chęci zachowania wydania miękko okładkowego zostawię jednak wydanie w twardej oprawie (bo najpewniej jest ogólnie lepsze, plus wyższe ceny na rynku wtórnym osiąga stare wydanie…) i będę w punkcie wyjścia, gdzie serię moim zdaniem nie umywającą się do np. Sandmana będę miał w wydaniu lepszej jakości… Ehh – problemy pierwszego świata.
PS. tak sobie myślę przed kliknięciem "Wyślij wiadomość" - łatwiej zmienić wydanie na nowe, niż na stare, więc może zostanę przy pierwotnym planie  :P

Offline KukiOktopus

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #40 dnia: Pn, 31 Sierpień 2020, 01:04:18 »
Pewnie to wiesz, ale napiszę na wszelki wypadek (i mam nadzieję, że nic nie pokręcę), że twardookładkowe pierwsze 18 zesztów (chyba) mają nowe kolory, a reszta kolory podkręcone wzgl. oryginału, przy czym twarde Preludia i Nokturny mają 2 wydania: pierwsze ma stare kolory, a drugie kolory nowe. Dlatego byc moze warto miec wszystkie wydania (ja mam).

Natomiast Kaznodzieja, choć moze nie jest arcydzielem, to jednak ma super bohaterow (Cassidy rządzi!), a w latach, w ktorych sie u nas ukazal, gdy ludzie nie mieli jeszcze za bardzo do czynienia z takim nawalem róznych rozmaitości jak teraz, komiks ten wywolywal u wielu pianie z zachwytu - na przyklad u mojej skromnej osoby. Pewnie gdybym dzis czytal go po raz pierwszy nie wywolalby on u mnie takich emocji, niemniej nadal go darzę go nieprzemijającą miłością, wraz z jego wszystkimi zaletami i wadami (jak ckliwe zakonczenie na przyklad), choc zdaje sobie sprawe, że zapewne moja milosc bije ze źródła znajdującego się gdzies tam w przeszlości.
Zegar procesora generującego wszechświat tyka z częstotliwością 5*10^20 YHz (jottaherców), czyli 5*10^32 THz (teraherców). Naprawdę niezły sprzęt...

Offline Piterrini

Odp: Nowe wydania posiadanych komiksów
« Odpowiedź #41 dnia: Wt, 01 Wrzesień 2020, 18:44:48 »
Informacja co do kolorów w polskich wydaniach Sandmana jest mi znana, ale zawsze warto wspomnieć, nie są to rzeczy oczywiste, bo mało kto chciałby przekopywać się przez stare forum w poszukiwaniu tego typu informacji :)
Przy czynnikach decydujących nie chciałem wspominać specyficznie o kolorach z tego względu, że temat dosyć szeroki. W skrócie (i trochę z pamięci) - jeśli chodzi o Sandmana, to różnice w kolorystyce między wydaniami nie są drastyczne, jeśli chodzi o pierwsze zeszyty (bo tylko te porównywałem), to znacząco różniły się niektóre tylko plansze. Ta praca rekolorowania wydała mi się wręcz niepotrzebna, nowe kolory nie są lepsze (subiektywnie, tzn. bywa, że są, ale gdybym miał udowodnić tezę, to bez trudu znalazłbym plansze/kadry, gdzie stare kolory są względnie lepsze) i nie zmieniają wydźwięku utworu (tj. komiksu). Oczywiście takie było założenie (więcej np. tutaj skomentowane dawniej: http://www.forum.gildia.pl/index.php?topic=550.1125 ).
Wcześniej pisałem o dublowaniu komiksów ze względu na kolory, nieprzypadkowo podałem "Zabójczy żart", gdzie nowe kolory zmieniają komiks (a konkretnie zmieniają odbiór postaci Jokera), i "Ostatnie łowy Kravena", gdzie nowe kolory po prostu mi się podobają (kolory "uwspółcześnione" m.in. przez zastosowanie gradientów, nie ma jednak ich nadużywania, a jednym z autorów nowych kolorów jest Mike Zeck, czyli oryginalny rysownik komiksu). Z Sandmanem trochę "chwyt reklamowy" z tymi kolorami, trochę kwestia naprawienia niedoróbek sprzed lat, a trochę poprawianie dla poprawiania. W żaden sposób nie neguję sensu chęci posiadania kompletnych wydań Sandmana z różną kolorystyką, w moim odczuciu jednak ta seria nie wymagała, a co najważniejsze - nie otrzymała znaczących zmian w kolorach.
Rozpisuję się niepotrzebnie, jeszcze jedno przemyślenie, bardziej od strony estetycznej i konkretnie - rzeczywiście pierwsze zeszyty Sandmana oryginalnie miały sporo błędów w doborze barw, pstrokate plamy niepotrzebnie kontrastujące ze sobą w ramach wybranych kadrów po prostu nie są technicznie poprawne. Z tego co porównywałem i czytałem o nowych kolorach, to w pewien sposób ujednoliciły one serię wizualnie, co jest pożądane oczywiście, ale - tak jak każda inna seria, tak Sandman z początku ewidentnie nie był ukierunkowany na finalną serię jaką się stał. Z tego względu również pozostanie przy oryginalnej kolorystyce (jakkolwiek błędnej) ma dużo sensu, wraz z progresem fabularnym następował postęp w podejściu do warstwy wizualnej (wstępnie niechlujna kreska została zastąpiona nie odwracającą uwagi czystą i poprawną, a jakoś nowy rysownik nie został zaproszony do remasteru pierwszych zeszytów :P ).

Kaznodzieja - mam podobne obserwacje co do niektórych opinii z jakimi się spotykam, chociaż to raczej teoria, bo z pewnością każdy ma inne powody dlaczego tak wysoko stawia tą serię. Z tego co wiem, to seria wydawana oryginalnie również zebrała wiele pozytywnych opinii (heh, logiczne niby), a głosy krytyki dotyczyły obrazoburczości w tamtych czasach w medium jakim jest komiks. Tylko w USA to łatwiej wyjaśnić - przed Vertigo generalnie nie było mainstreamowych (duże wydawnictwa) komiksów w tak bezpośredni sposób podchodzących do tematów poważnych (mimo że akurat Kaznodzieja czysto rozrywkowo). No niby u nas też nie było, plus doszedł hype na serię, więc może i żadna tajemnica, że seria była/jest tak lubiana.

Ostatecznie abstrahując od powyższych - stare wydanie już mam, co do zarzutów wcześniej podanych krótko mogę się odnieść. W moich egzemplarzach nic się nie rozkleja (jeszcze ;) ), komiksy na razie przejrzałem pod kątem przesunięć kolorów, o ile są pewne błędy w druku miejscowo (niska rozdzielczość "galerii" w jednym z tomów czy lekko przebijające białe "wzorki" na czarnym tuszu na kilku stronach w bodajże dwóch tomach), to w kwestii przesuniętych kolorów znalazłem tylko jedną stronę. Jestem pewien, że tak jak w przypadku obecnie wydawanych komiksów, wady tego typu występują miejscowo, nie w całości nakładu. Inna sprawa, że dawniej (też na podstawie innych komiksów Egmontu z tamtych lat, np. jeden z Sandmanów po poprawieniu jednego błędu wyszedł z drukarni z drugim błędem, gorszym od poprzedniego...) te błędy były nagminne. Wracając do głównego dylematu - wydanie miękko okładkowe mi się podoba, o ile nie znajdę jakichś mankamentów znaczących, to zostaję z tym starym wydaniem :)