Lata 70 XX wieku. Specyficzny czas w wielu dziedzinach. W świecie zegarków, napęd kwarcowy wymyślony przez Japończyków, wywrócił do góry nogami zastany porządek i dominujący, zegarkowy przemysł szwajcarski. Zaczynała się brązowa era komiksu amerykańskiego. Kończyła wojna w Wietnamie. Międzynarodowy lewicowy terroryzm miał swoje "złote" lata, Frakcja Czerwonej Armii, Czerwone Brygady, działalność Iljicza Ramireza "Carlosa". Trwająca od dekad wojna wywiadów Rosji Sowieckiej i USA, w latach 70 wydawała się stałym obrazem podzielonego świata. W kinie pojawiały się nowe nurty, prezentujące ostrzejsze spojrzenie, jak "blaxploitation" w USA, a powstałe w latach 60 "giallo" we Włoszech, w 70 osiągnęło szczyt popularności.
Wymieniać można długo, jednak jakkolwiek fascynujące by lata 70 nie były, niestety ciągle żyjemy w "ciekawych czasach". To też specyficzny styl okładek książek, komiksów czy plakatów filmowych.

W popularny styl wpisują się przygody Bruno Brazila jakie dostajemy od wydawnictwa Ongrys. Nie ukrywam, że w mój gust akurat takie opowieści tj. szpiegowsko-sensacyjne, osadzone w tym okresie, się wpisują. Tym niemniej, widzę zarówno wady jak i progres w serii. Przede wszystkim, czytelnik musi wziąć poprawkę na to, że ta seria ukazywała się w magazynie dla młodzieży, "Tintin", zatem nie ma elementów, które od razu kwalifikowałyby ją jako dla dorosłych. Po tomie 2 zbiorczym, czyli kolejnych 4, widać jednak zdecydowane różnice. Pierwsze cztery tomy, wydane w tomie 1 zbiorczym, zawierały spore stężenie rozwiązań fabularnych głupkowatych, jak np. maszyny do kontrolowania umysłów ludzi poprzez odbiorniki telewizyjne.
Nie trzeba bowiem specjalnych maszyn, starczą tysiące klonów "trudnych spraw" i podobnych programów, narracja X w wiadomościach stacji Z, narracja Y w wiadomościach stacji V i ludzie sami się ogłupiają.
Na szczęście, od opowieści "Noc Szakali" robi się zdecydowanie lepiej. "Whip" Rafale nie użyła ani razu swojego bicza, użycie jojo przez Lafayette'a też jest mocno ograniczone, bohaterowie dostają większy wycisk i nie mają nimbu niezniszczalności. Co więcej, jedna postać ginie w jednej z historii ze zbiorczego tomu 2, a potem zostaje zastąpiona inną. Pierwsze dwie opowieści to mierzenie się z bardziej przyziemnymi problemami niż ratowanie świata, podobnie jak czwarta. Dobrze oddana stylistyka lat 70 dodaje wartości. Samochody są samochodami, jak Ford Mustang, Porsche 911 czy Mercedes 280SL, ubiór kobiecy, męski, stylowo top.
William Vance ma naprawdę fajną kreskę i rzeczywiście uwielbia sceny morskie, więc pole do popisu ma w opowieści czwartej. Daje jednak radę w całej serii, a jego rysunki z jednej strony są odpowiednie do czasu powstania, a z drugiej, nie zestarzały się wcale.
Czy polecam Bruno Brazila? Tom drugi, zdecydowanie tak, pierwszy nieco mniej gdyż oprócz wspomnianych naiwnych rozwiązań fabularnych, najlepszą historią była pierwsza gdy Bruno Brazil jeszcze działał solo, a'la James Bond. Pierwszy tom zbiorczy średni, drugi, jak na konwencję i ograniczenia wiekowe, jest naprawdę dobrze. Nie mogę się doczekać tomu trzeciego, widać bowiem ewolucję postaci i zadań jakie stoją przed komandem "Kajman".