Dla mnie problemem nie jest jakość pracy jutuberów/recenzentów itp., tylko kwestia tego, że WSZYSCY bez względu na warsztat, umiejętności, wkład pracy są wynagradzani tak samo = darmowym egzemplarzem komiksu. Nie mam nic przeciwko temu, że wydawca wyśle taki egzemplarz komuś, kto ma pierdyliard osiągów/dotarć/wyświetleń (jak zwał, tak zwał), a jednocześnie ten ludź tylko kartkuje komiks na wizji bez znaczącego zaangażowania się w to, co o nim mówi. Ale jeśli wydawca liczy, że za ten sam egzemplarz uzyska profesjonalną recenzję pisemną czy wideo, gdzie recenzent się przyłoży i to będzie można z przyjemnością obejrzeć/przeczytać, to imho jest to założenie systemowo błędne (to, że tak się dzieje, to niestety błąd tego matriksa

). Tak, ni mniej, ni więcej: tworzenie recenzji jest pracą, która powinna być wynagradzana

To jest praca twórcza. Tak samo jak za napisanie blurba do komiksu wezmę pieniądze, tak samo wzięłabym je, gdyby ktoś mnie poprosił o napisanie moich przemyśleń o komiksie (w wideo recenzje nie umiem, nie podjęłabym się). To jest mój czas, moje przygotowanie się, moja wiedza, wielokrotne zmienianie słów, aby to brzmiało; to jest PRACA. Jeśli podchodzimy do tego tak, jakie są wnioski z tej dyskusji podczas panelu (że dla tych najlepszych to "hobby" i "szkoda czasu"), to przykro mi, ale nigdzie z tym nie pójdziemy dalej, kręcimy się w kółko, nie dostrzegając prawdziwej istoty problemu...
A to, że wydawcy nie chcą płacić? Nie dziwię się, nie ma żadnych danych, że recenzje dobrze napisane wpływają na ich sprzedaż

Kółko się zamyka. Hobby nie praca; jak wszędzie w komiksach. Ale z pasji się człowiek nie wyżywi.
Jeszcze tylko nadmienię, że współpraca recenzencka z tzw. influencerami (piękne określenie), jest płatna i zaczyna się niekiedy od liczb trzycyfrowych

Ale nie widziałam, żeby influencerami mieniły się osoby, które mają tylko zasięgi...