Forum KOMIKSpec.pl
Komiksy => Dział ogólny => Wątek zaczęty przez: komiksowe_warianty w Pt, 09 Sierpień 2019, 12:52:51
-
oparte na przetworzonych fotografiach, komputerowo obrabianych
to fakt, czy twoje przypuszczenia?
-
Popatrz na budynki, pojazdy, cienie na ubraniach, czy to zboże. Nawet te topograficzne widoki z lotu ptaka na okladkach. Twierdzę, że to nie są rysunki,ale obrobione fotografie.
Zatem nie masz racji.
-
No bo to nie są obrobione zdjęcia, co jeszcze mogę Ci na ten temat powiedzieć? Zwykłe rysunki komputerowe z trochę większą niż zazwyczaj nałożoną ilością efektów.
-
Moim zdaniem może być i jedno i drugie. W niczym nie umniejsza to moim zdaniem klasie efektu końcowego.
-
Mnie to przypomina - szczegolnie ten górny kadr - tła stosowane niekiedy w mangach. A tam to na pewno stosują komputerowe przetwarzanie fotek. Dodatkowo wypełniania/"pokrycie tuszem" wydaje mi się takie nieco sztuczne, jakby te brushstrokes były generowane algorytmiczne w określonych obszarach wypełnienia (jakieś 10 lat temu topic był na tyle popularny w CG, że chodziły papiery na ten temat nawet na Siggraphie). Nie wspominając już nawet o tych krawędziach na głowie i buzi pana przywodzących na myśl efekt zastosowania progowania i filtrów krawędziowych.
-
Komputer to narzędzie, takie samo jak ołówek. Liczy się efekt końcowy, a czy ktoś namalował pole albo las z obrazu wyobrażonego, wywołanego z pamięci, czy też posłużył się obrazem zarejestrowanym na zdjęciu, nie ma większego znaczenia.
-
Komputer to narzędzie, takie samo jak ołówek. Liczy się efekt końcowy, a czy ktoś namalował pole albo las z obrazu wyobrażonego, wywołanego z pamięci, czy też posłużył się obrazem zarejestrowanym na zdjęciu, nie ma większego znaczenia.
Moim zdaniem właśnie ma, bo przetwarzanie fotek kieruje wszystko mniej lub bardziej na obszary hiperrealizmu (nie dosłownie, ale wiecie o co chodzi, perspektywa, światło etc) a to szybko staje się po prostu nie interesujące. Widzę to na przykładzie I Am A Hero. Tam jest to naprawdę fajnie zrobione i na pierwszy rzut oka wygląda jak hiper Otomo. Ale po chiwili zaczynasz czuć co się dzieje i potem jest już "meh".
I nie do końca zgodzę się że takie samo narzędzie jak ołówek. Tablet i piórko? Owszem. Samo przetwarzanie zdjęć już nie.
-
Narzędzie musi być odpowiednio dobrane do zadania. Do jednych rzeczy lepszy jest młotek, do innych młot pneumatyczny. Jak komiks ma być z założenia hiperrealistyczny, pełny szczegółów i detali, to po co męczyć to ręcznie? Dużo pracy, a efekt nie będzie doskonały.
Od zastosowania komputerów nie ma ucieczki, czy to komu podoba czy nie. Vide przemysł filmowy. Wszystkie animowanki to obecnie komputery. Efekty specjalne także są zdominowane przez komputery.
-
Przecież nie mam nic przeciwko komputerom. Mówię o filtrowaniu zdjęć, a nie komputerowych technikach w ogóle.
-
Przecież nie mam nic przeciwko komputerom. Mówię o filtrowaniu zdjęć, a nie komputerowych technikach w ogóle.
A co jest złego w filtrowaniu zdjęć? :O
-
Przecież nie mam nic przeciwko komputerom. Mówię o filtrowaniu zdjęć, a nie komputerowych technikach w ogóle.
No i bardzo dobrze, bo obecnie jakieś 99% tekstów w dymkach jest wprowadzanych czcionką komputerową, a kolorowanie w programie graficznym to pewnie jakieś 90% obecnych produkcji komiksowych. Nie zauważyłem, żeby ktoś na forum protestował. :)
-
A co jest złego w filtrowaniu zdjęć? :O
Przecież napisałem post wyżej. Mówimy o filtrowaniu zdjęć jako jedynej metodzie tworzeniakomiksu. I nie ma nic złego, tylko napisałem moje osobiste odczucia. Nie ma powodów do paniki.
Kolega Torpeda też mam wrażenie że nie czyta tego na co odpowiada.
-
Czyta, czyta, tylko widzę pewną hipokryzję w tym, że jak np komputery robią kolorowanie to jest ok, a jak robią sam rysunek to jest be.
-
Czemu hipokryzję? Osobiście akurat rozumiem takie stanowisko. Kolorowanie może być robione na kompie i nadal nie wyglądać na komputerowe, rysunek często wygląda na ewidentnie komputerowy i mi akurat to nie podchodzi.
-
OK, Bender. Ja to rozumiem, że komuś może się nie podobać.
Ale wkrótce rysunki robione ze zdjęć zapewne nie będą się różnić od tych wykonanych ręcznie. Może nawet już takie są, tylko o tym nie wiemy, bo są odpowiednio zrobione???
Zresztą, nie muszą przecież to być zdjęcia. Autor może generować sceny w programie 3D i w dalszej obróbce robić z nich kadry komiksowe.
-
Ale wkrótce rysunki robione ze zdjęć zapewne nie będą się różnić od tych wykonanych ręcznie. Może nawet już takie są, tylko o tym nie wiemy, bo są odpowiednio zrobione???
Zresztą, nie muszą przecież to być zdjęcia. Autor może generować sceny w programie 3D i w dalszej obróbce robić z nich kadry komiksowe.
No i? Przecież nikt nikomu nie zabrania takich robić. Niemniej gwarantuję Ci, że będzie cały czas masa rysowników robiących wszystko ręcznie.
-
No i? Przecież nikt nikomu nie zabrania takich robić. Niemniej gwarantuję Ci, że będzie cały czas masa rysowników robiących wszystko ręcznie.
używam masy przefiltrowanych zdjęć w swoich komiksach, żeby było śmieszniej, im bardziej odrealniony komiks, tym częściej sięgam po zdjęcia, fragmenty budynków, tekstury z przefiltrowanych zdjęć błota, muru, kory na drzewie itp. Fotografia cyfrowa stwarza nowe, dodatkowe możliwości, efekty, które dawniej uzyskiwano różnymi technikami graficznymi, dzisiaj można wygenerować jednym filtrem i nie rozumiem, jak można negować takie możliwości? Nie przeszkadzają ci np. analogowo naklejane rastry, ale już rastry uzyskane cyfrowo, np. poprzez przefiltrowanie fotografii, są be? Nie przeszkadza ci fragment fotografii wklejony na analogową planszę, ale fotografia użyta cyfrowo uwiera? Nie rozumiem takiego podejścia, szczególnie, że mam wrażenie, że w wielu przypadkach nie byłbyś w stanie odróżnić cyfry od ręcznej roboty na papierze :(
-
No ale to co, teraz już musi mi się coś podobać bo Ty to robisz u siebie? :)
Zazwyczaj* nie podoba mi się i napisałem dlaczego. Plus nie pisaliśmy o luźnym wykorzystywaniu zdjęć, detali czy kolaży etc. Tylko używaniu fotek praktycznie w 1:1 po przefiltrowaniu udających rysunek.
A żeby nie było, że się zamykam na eksperymenty.
Tu zadziałało to świetnie (ale to zupełnie inna sytuacja niż wspomniana wyżej):
(https://www.drawnandquarterly.com/sites/default/files/images/wsyiwyg/19/04/richardsvalley.214.jpg)
Przy okazji polecam Leaving Richard's Valley. Zajebisty komiks
-
Na filmiku (od 14 minuty) Inio Asano podczas pracy nad przerabianiem zdjęć i nakładaniem na to ręcznych rysunków. Efekt znakomity, ale trzeba włożyć trochę pracy, żeby to wszystko nie gryzło się ze sobą (w "Gideonie" pewnie użyto podobnej techniki):
-
Na filmiku (od 14 minuty) Inio Asano podczas pracy nad przerabianiem zdjęć i nakładaniem na to ręcznych rysunków. Efekt znakomity, ale trzeba włożyć trochę pracy, żeby to wszystko nie gryzło się ze sobą (w "Gideonie" pewnie użyto podobnej techniki):
Właśnie w I Am A Hero jest identycznie. I na początku byłem zachwycony, potem zmęczony. A teraz jestem zmartwiony, bo mamy nowy problem, te mangi wygladają identycznie. I gdzie tu plusy? :(
-
[...] I mam nadzieję, że jeszcze sporo wody upłynie, zanim ktoś wymyśli program przerabiający fotki na rysunkiw stylu prac Crumba.
No nie wiem, nie wiem. Konwolucyjne sieci neuronowe i tzw. style transfer. Jeszcze nie ten etap, o ktorym piszesz, ale mysle, ze tak duzo tej wody jednak nie upłynie. I nie wymyśli program, ale nauczy, maszynę i to głęboko (deep learning) :)
Niewinny przykładzik:
(https://miro.medium.com/max/788/1*uIlgYKjp-1ZboXK8ff6ztg.jpeg)
-
Stąd moja prośba (ponowna): rzuć okiem na jego prace (jest link na poprzedniej stronie) i powiedz, jak on to zrobił.
Moim zdaniem mógł część kadrów uzyskać stosując przetworzone fotografie, ale równie dobrze mógł wykonać rysunki na podst. fotografii (cyfrowo lub analogowo). Obserwując poczynania np. Tima Bradstreeta, dochodzę do wniosku, że nie da się obecnie jednoznacznie (i bez wglądu bezpośrednio do pracowni twórcy) stwierdzić, że coś zostało jedynie przefiltrowane, a coś narysowane na podst. fotografii.
-
Właśnie w I Am A Hero jest identycznie. I na początku byłem zachwycony, potem zmęczony. A teraz jestem zmartwiony, bo mamy nowy problem, te mangi wygladają identycznie. I gdzie tu plusy? :(
Tła są podobne, ale to rysowane ręcznie postacie nadają tym mangom charakteru. Hanazawa i Asano mają swój własny rozpoznawalny styl odróżniający ich od większości japońskich autorów.
I jeszcze taka ciekawostka z wywiadu z Inio Asano.
Dla rysownika korzystającego z techniki kopiowania zdjęć, wadą może być świadomość tego, jak dokładnie będzie wyglądał efekt końcowy zanim przystąpi do pracy, co sprawia, że cały proces tworzenia staje się monotonny i męczący:
"I really like working on improving my technique because you can actually visually see it getting better, but the background work for Punpun became routine, because I could already visualize the finished product once I had a photo for tracing. It’s not any fun drawing a picture that you’re already able to visualize, and I started to feel like I was ruining these pictures I’d done in pen by digitally processing them, so I really hated it."
-
Moim zdaniem mógł część kadrów uzyskać stosując przetworzone fotografie, ale równie dobrze mógł wykonać rysunki na podst. fotografii (cyfrowo lub analogowo). Obserwując poczynania np. Tima Bradstreeta, dochodzę do wniosku, że nie da się obecnie jednoznacznie (i bez wglądu bezpośrednio do pracowni twórcy) stwierdzić, że coś zostało jedynie przefiltrowane, a coś narysowane na podst. fotografii.
Przeczytałem ten wywiad z Bradstreetem, w którym opowiada jak wykorzystuje fotki w swoich pracach, po czym oddałem się krótkotrwałym, acz głebokim rozmyślanom w kontekscie toczonej tutaj dyskusji. Doszedłem do nastepujących "złotych myśli":
1. Istotną częscią, jeśli nie istotą rysunku i malarstwa i sztuki w ogóle jest wyrażanie indywidualnego "Ja" artysty w swoim dziele, przy czym im to "Ja" bardziej osobiste, bardziej szczere, i bardziej odmienne od innych "Ja", tym lepej. W tym ujeciu postrzegam sztukę, w tym malarstwo i rysunek, jako sposób ekspresji indywidualności artysty (potrzebę tej ekspresji można motywować psychologicznie). To właśnie tę indywidualność, jeśli wyrażona w sposob odpowiedni, w szczególności ze względu na wypracowany warsztat i umiejetności (czytaj: jednym z głównych celow rozwoju artystycznego jest nauka wyrażania siebie poprzez utwór), postrzegamy w obrazie jako charakterystyczny styl, po którym możemy zidentyfikować twórce.
2. Technicznie rzecz ujmując, koncept stylu w rysunku możemy rozłożyć na trzy składowe:
a) sylwetki (silhouettes) - ogólne zarysy ludzi i rzeczy, które powstają i są przechowywane w umyśle jako wynik procesu generalizacji wizualnych perceptów świata (ludzie rzadko kiedy pamiętają szczegóły, uogólnianie jest mechanizmem kompresji danych dokonywanej przez mózg). Na poziomie sylwetek styl może przejawiać się warsztatowo jako tzw. "kreska", natomiast ekspresyjnie - jako różne formy zniekształceń, przerysowań etc.
b) detale - szczegóły rzeczy i ich cieniowanie. Wydaje mi się, że warsztatowo rzecz ujmując to wlasnie na tym poziomie jest "najwiecej miejsca", aby artysta mógł wyrazić siebie, ze względu na wspomniany wyżej fakt psychologiczny, że ludzie na ogół nie pamiętają szczegółów rzeczy.
c) kompozycja - układ sylwetek na ograniczonym wycinku przestrzeni 2D lub zrzutowanej na 2D przestrzeni 3D, kadrowanie itp. To styl na wyższym poziomie abstrakcji. Koncepcyjnie chyba najtrudniejsza rzecz w twórczości artystycznej i jednocześnie najmniej wdzięczna, bo zwykle to chyba tutaj artysta ma szansę dać najwiecej ze swojego "Ja", ale jednocześnie na ogół najmniej go tu "widać", trudniej go na tym poziomie zindywidualizować, a to ze względu na wspomniany "wyższy poziom abstrakcji" stylu.
3. Wracając do meritum wątku i zarazem podsumowując powyzsze punkty, wydaje mi się, że o ile wykorzystanie fotek w ten, czy inny sposob w rysunku nie jest czymś, co trzeba piętnować, to jednak, w zależności od uzytego sposobu ich wykorzystania, ma mniej lub bardziej negatywny wpływ na wyżej wymienione elementy i, co za tym idzie, na charakterystyczny styl, na podstawie którego można zindywidualizować artystę (artysta zamyka sobie w ten sposob mniej lub bardziej drogę na wyrażanie siebie).
Bo, biorąc wskazany przez Ciebie przykład Tima Bradstreeta, jeśli "nie sposób stwierdzić, że coś zostało jedynie przefiltrowane, a coś narysowane na podst. fotografii", to powstaje pytanie, ile w takim razie w tej twórczości jest samego Tima Bradstreeta i czy w tym przypadku możemy w ogóle mówić o jakimś stylu, przynajmniej rozumianym w przedstawiony przeze mnie wyżej sposób?
-
O ile składowe stylu to imo bardziej złożona materia (zwłaszcza mając na uwadze całą gałaź sztuki nie figuratywnej - ale to osobna dyskusja) i składników jest chyba jednak węcej (choćby kolor) to generalnie się zgadzam.
-
Bo, biorąc wskazany przez Ciebie przykład Tima Bradstreeta, jeśli "nie sposób stwierdzić, że coś zostało jedynie przefiltrowane, a coś narysowane na podst. fotografii", to powstaje pytanie, ile w takim razie w tej twórczości jest samego Tima Bradstreeta i czy w tym przypadku możemy w ogóle mówić o jakimś stylu, przynajmniej rozumianym w przedstawiony przeze mnie wyżej sposób?
Te wszystkie rozważania miałby sens jedynie w sytuacji, w której fotografia byłaby jakąś zunifikowaną, niezmienną stałą. A to przecież taki sam element procesu twórczego, "skażony" wpływem autora. W przypadku Bradstreeta jest to rozbudowany proces kompozycji, ustawiania oświetlenia, ujęcia w kadrze etc.
Dochodzimy do punktu, w którym trzeba by zadać sobie pytanie, czy autor, który kontroluje w ten sposób każdy krok procesu twórczego, jest mniej czy bardziej autorem efektu końcowego, od autora, który np. rysuje z natury? Czy autorska fotografia jest mniej czy bardziej autorska od trójwymiarowych gotowców z komputera, albo ręcznie wykonanych figurek postaci? Czy wystarczy drobna deformacja przerysowywanego zdjęcia, żeby można było mówić o "stylu autorskim"?
-
Ciekawi mnie jednak, jak wyglądałoby spotkanie fana komiksu z takim twórcą. Wyobrażam sobie, że fan podchodzi do twórcy z czystą kartką, prosi, żeby ten mu coś narysował.
Twórca zapewne by wyjaśnił, że nie umie rysować odręcznie. Za jakiś czas nikogo to nie będzie dziwić. :)
-
Te wszystkie rozważania miałby sens jedynie w sytuacji, w której fotografia byłaby jakąś zunifikowaną, niezmienną stałą. A to przecież taki sam element procesu twórczego, "skażony" wpływem autora. W przypadku Bradstreeta jest to rozbudowany proces kompozycji, ustawiania oświetlenia, ujęcia w kadrze etc.
Dochodzimy do punktu, w którym trzeba by zadać sobie pytanie, czy autor, który kontroluje w ten sposób każdy krok procesu twórczego, jest mniej czy bardziej autorem efektu końcowego, od autora, który np. rysuje z natury? Czy autorska fotografia jest mniej czy bardziej autorska od trójwymiarowych gotowców z komputera, albo ręcznie wykonanych figurek postaci? Czy wystarczy drobna deformacja przerysowywanego zdjęcia, żeby można było mówić o "stylu autorskim"?
Tak, to jest trafny argument i go rozwazalem. Takie wykorzystanie fotografii jak najbardziej mozna uznac za jeden ze sposobow prototypowania kompozycji rysunku (układ w przestrzeni, kadrowanie etc) i jest tak autorski i może być tak artystyczny, jak autorska i artystyczna moze być fotografia (a wiemy, że może); kompozycja utrwalona na fotografii przekładana jest następnie na kompozycję rysunku.
Jednak w kontekście definiowania stylu charakteryzującego rysownika takie "kompozycyjne" wykorzystanie fotografii jest tak samo problematyczne, jak określanie tego stylu na podstawie samej tylko kompozycji rysunku. Innymi slowy, choć na styl z pewnością składa się kompozycja i jest jego ważną częścią, to jednak prawdopodobnie trudno zidentyfikować autora-rysownika jedynie na podstawie samej kompozycji (por. moje wywody w pkt 2.c), szczególnie w przypadku kompozycji nie dowolnych, ale ograniczonych ramami narzucanymi przez narrację komiksową.
Zatem jeśli rysunek "skażony" jest wpływem autora jedynie w zakresie kompozycji (stworzonej przy wykorzystaniu nieważne jakich narzędzi), to imo zwykle trudno mówić o autorskim stylu charakteryzującym rysownika, w szczególności dlatego, że na plaszczyznie samej tylko kompozycji fotografia i wykonany na jej podstawie rysunek są nierozróżnialne (o ile rzecz jasna kompozycja na rysunku nie została zmodyfikowana względem tej utrwalonej na fotografii).
Dlatego jeśli w rysunku autor nie zamanifestuje swojego "Ja" w inny sposób, np. w warstwie sylwetek lub detali (albo koloru - jak chce Bender lub może jeszcze jakoś inaczej), to trudno mówić o charakterystycznym dla tego rysownika stylu (rysunkowym). Tak mi się wydaje.
Czy wystarczy drobna deformacja przerysowywanego zdjęcia, żeby można było mówić o "stylu autorskim"?
Pewnie można, ale deformacja taka musi być charakterystyczna i, przede wszystkim, widoczna. A trudno mówić o czymś takim w przypadku, gdy "nie sposób stwierdzić, że coś zostało jedynie przefiltrowane, a coś narysowane na podst. fotografii".
[...] Twórcę, który umie posługiwać się fotografiami w taki sposób, jaki opisał Turucorp, też szanuję: umiem docenić efekt jego pracy, potrafię się nim zachwycić itp. Jednak tego twórcę szanuję za coś innego niż tego poprzedniego.
Jasne, ale, stając na chwilę na stanowisku Turucorpa, powiem, że taki tworca tez ma techne, tylko że zakresie opanowania nieco nowszych narzedzi niz analogowe piórka i pędzle.
[...] Ciekawi mnie jednak, jak wyglądałoby spotkanie fana komiksu z takim twórcą. Wyobrażam sobie, że fan podchodzi do twórcy z czystą kartką, prosi, żeby ten mu coś narysował. A artysta wyciąga aparat, robi zdjęcie, wrzuca je do komputera, obrabia, obrabia, obrabia, coś tam dorysowuje lub nie. Na końcu bierze od fana ową kartkę i drukuje na niej to, co stworzył.
Hehehe, świetny przykład. To naprawdę byłoby zabawne. Zabawne dziś. Ale za kilka, kilkanaście lat to może być normalne albo nawet normą. Ale nawet jesli tak sie stanie, artysci wykorzystujący ten klasyczny, analogowy sprzet nadal będa w cenie, a nawet ich cena pójdzie w góre. Tak mysle.
-
Heh, na razie większość twórców korzystających z takich technologii wciąż posiada jakiś tam zakres umiejętności analogowych. Ale, patrząc na rozwój algorytmów, programów i raczkującej SI, niektóre formy komiksu staną się tym, czym dzisiaj coraz bardziej jest fotografia czy muzyka. Szczególnie mainstream będzie miał problem, bo skoro każdy będzie mógł wygenerować sobie komiks, to jedynym polem do popisu pozostanie wyobraźnia i fabuła (w sumie już tak się dzieje). Bardziej niszowe formy mogą na tym zyskać, tak jak zyskuje ostatnio muzyka grana na żywo, czy fotografia otworkowa (camera obscura) albo bazująca na odbitkach typu polaroid.
BTW patrząc na to co robi np. Samplerman, można zobaczyć drugi biegun tego zjawiska, już nie przefiltrowane fotografie, ale poprostu zmodyfikowane grafiki z cudzych komiksów, które jednak w efekcie dają unikatowy, mocno spersonalizowany i jednoznacznie rozpoznawalny komiks autorski.
-
Cena artystów wykorzystujących analogowy sprzęt już poszła w górę. Odnoszę też wrażenie, że część artystów (nie tylko komiksowych) za punkt honoru uważa wykazanie się umiejetnością zrobienia czegoś bez uzycia komputera. Na przykład wśrod studentów animacji wzrosło zamilowanie do staroświeckich i pracochłonnych technik...
Pytanie jak długo przetrwają w konfrontacji z prozą życia. Bez mecenatu, dłubiąc mozolnie swoje perełki, które znikają w zalewie błyskawicznie generowanych, zunifikowanych form? Patrząc na problemy studia Laika, zapotrzebowanie na kunsztowne, tradycyjne rzemiosło, nadal jest niszą w niszy, i balansuje na granicy rentowności.
Może się zdarzyć, że za kilkanaście lat twórcy traskający swoje komiksy ze zdjęć obrabianych komputerowo będą brać specjalne lekcje rysunku, żeby na spotkaniach z fanami pokazać, że potrafią. Bo brak tej umiejętności będzie uważany za hańbiący dla twórcy komiksowego.
Ceny takich rysografów zapewne wzrosną, i to znacząco, bo skoro coś będzie wymagało jeszcze bardziej unikatowych umiejętności, to trzeba będzie za to odpowiednio zapłacić. Krawiec, szewc, rysownik komiksów ;)
-
W najstarszym znaczeniu tego słowa, sztuka (greckie: techne) oznaczała umiejętność. I w moim przekonaniu owa umiejętność ciągle jest ważna. Szanuję twórcę za to, że umie coś narysować, wyrzeźbić, namalować, wydziergać szydełkiem itd., itp. Rozumiem, że to, że on umie to zrobić wcale nie czyni z niego artysty, ale jednak szanuję go za to, że umie.
Przepraszam, że się wtącę, ale czy ja dobrze zrozumiałem, że jesteś wyznawcą pleców konia?
-
Patrząc na problemy studia Laika, zapotrzebowanie na kunsztowne, tradycyjne rzemiosło, nadal jest niszą w niszy, i balansuje na granicy
Przytoczyłeś akurat wyjątkowo skrajny przykład. To jest _skrajnie pracochłonne_. Problemy może i ma ale cały czas ma premiery na całym świecie i wizualnie rozkłada każda produkcję Pixara na łopatki. ;)
Nie rysowałbym przyszłości tradycyjnych technik tak czarno, przerabianie zdjęć w gruncie rzeczy ma sporo ograniczeń i jest milion rzeczy której tą techniką łatwo (jeśli w ogóle) nie da się osiągnąć.
-
Przytoczyłeś akurat wyjątkowo skrajny przykład. To jest _skrajnie pracochłonne_. Problemy może i ma ale cały czas ma premiery na całym świecie i wizualnie rozkłada każda produkcję Pixara na łopatki. ;)
Przytoczyłem przykład Laiki, bo każdy może to bez wysiłku zweryfikować. Mamy efekt końcowy, znamy nakład środków, znamy wyniki finasowe i wiemy kto do tego dopłaca (a właściwie za to płaci, bo o zyskach wciąż nie ma mowy). To są cuda, ale bez mecenatu by nie powstały. masowy odbiorca tego po prostu nie chce, nie jest tym zainteresowany. Czy to się kiedykolwiek zmieni? Nie mam zielonego pojęcia.
Nie rysowałbym przyszłości tradycyjnych technik tak czarno, przerabianie zdjęć w gruncie rzeczy ma sporo ograniczeń i jest milion rzeczy której tą techniką łatwo (jeśli w ogóle) nie da się osiągnąć.
"Przerabianie zdjęć" jest techniką stosowaną od momentu wynalezienie fotografii, rozważam to jedynie jako jeden z wielu elementów, a nie jako główne "zagrożenie" dla ręcznej roboty. A możliwości techniczne są praktycznie nieograniczone. tyle, że wciąż wymagają pewnego zakresu umiejętności i wyobraźni autora. To co teraz wymaga świadomego użycia kilku programów, za chwilę można będzie ogarnąć jedną aplikacją i kilkoma suwakami. Czy to zastąpi ręczna robotę? Na pewno nie. Czy wpłynie na proces twórczy przy masowej produkcji? Oczywiście, przecież już tak się dzieje. Wystarczy spojrzeć na kilka tematów na tym forum, żeby zobaczyć z jakim entuzjazmem czytelnicy rzucają się na "realistyczne okładki" czy "mainstreamowe komiksy", których jedynym znakiem rozpoznawczym jest podpis autora.
-
Mam na myśli to, że są ograniczone tym, co możesz faktycznie sfotografować. A nie wszystko możesz.
Realistyczne okładki, którymi wszyscy się podniecają, to jednak nadal rysowane/ malowane okładki. Nawet jeśli ewidentnie tworzone ze zdjęciem jako referencją.
Edit
Co do laiki, to wyniki chyba nie są tak tragiczne, patrząc zwłaszcza na sprzedaż nośników.
Wygląda na to, że przynajmniej się zwróciły.
https://www.the-numbers.com/movies/production-company/Laika
-
Mam na myśli to, że są ograniczone tym, co możesz faktycznie sfotografować. A nie wszystko możesz.
Realistyczne okładki, którymi wszyscy się podniecają, to jednak nadal rysowane/ malowane okładki. Nawet jeśli ewidentnie tworzone ze zdjęciem jako referencją.
Edit
Co do laiki, to wyniki chyba nie są tak tragiczne, patrząc zwłaszcza na sprzedaż nośników.
Wygląda na to, że przynajmniej się zwróciły.
https://www.the-numbers.com/movies/production-company/Laika
Zestaw to z wynikami i szybkością produkcji np. Pixara ;)
A w kwestii fotografii, możliwości samej fotografii to jedno, ale możliwości "fotomanipulacji" to co innego (a mieści się w tym samym zakresie). Praktycznie wszystko możesz dowolnie zmodyfikować, przekształcić, zdeformować, a następnie tak obrobić narzędziami cyfrowymi, że będzie wyglądało jak narysowane/namalowane. Jasne, na dzień dzisiejszy to ciągle proces, w którym twórca sięga po tablet graficzny i nakłada cyfrową warstwę tuszu/farby na wcześniej przygotowaną "referencję", ale nie widzę problemu żeby w niedalekiej przyszłości ten końcowy sznyt był wykonywany przez algorytm. Pochodne programów typu Prisma cały czas są rozwijane, a łączenie możliwości kilku aplikacji pozwala już teraz na osiąganie efektów dających złudzenie oryginalności, i to jest w zasięgu reki praktycznie każdego, wystarczy smartfon, dwie-trzy aplikacje, sesja zdjęciowa i odrobina wyobraźni.
-
Nie mówię o możliwości fotomanipulacji, tylko o tym, że nie nie wszystko możesz sfotografować, żeby to potem to fotomanipulować. Żeby sfotomanipulowac bazę na Marsie, musisz ją najpierw sfotofgrafować i już pojawia się problem. Nawet takie banały, chcesz teraz tu zrobić komiks który dzieje się w Tokyo. Co zrobisz? Skąd weźmiesz zdjęcia? z Google Images? Przypadkowe zdjęcia z netu? Co zrobisz jak będziesz chciał zrobić pościg samochodowy? Zaaranżujesz sesję fotoshoot ? Oczywiście, że wszystko da się jakoś obejść, wesprzeć 3d ale efektywność i opłacalność (nawet czasowa) przestanie być tak atrakcyjna.
@ Pixar Wiesz, nie każdego priorytetem musi bycie na kasowym szczycie, czego działalność Laiki (i wsparcie ich patronów o których mówisz) jest dowodem.
-
street view i kilka resoraków, kilkanaście minut zabawy i masz sesję na wielostronicową sekwencje pościgu ulicami Tokyo.
Bazę marsjańska robisz z kilku misek i kartonowych rurek/gilz po papierze toaletowym. ;)
-
Kochani, skoro już jesteśmy przy biegłości warsztatowej, pracochłonności itp., to ciekaw jestem którego z tych dwóch rysowników bardziej cenicie? I za co?
(https://forum.komikspec.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmedia.krakow.travel%2Fphotos%2F32288%2Fxxl.jpg&hash=5700b6f48f28250dba079cf3ae1ac063) (https://forum.komikspec.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fdemland.info%2Fwp-content%2Fuploads%2F2017%2F11%2Fkatana.png&hash=e45ef50f0da13b7f4bca1910c4a3623c)
Pierwszy jest jednym z najbardziej utytułowanych polskich komiksiarzy, a drugi jednym z najlepiej się sprzedających (nie w "tym" sensie).
-
Kochani, skoro już jesteśmy przy biegłości warsztatowej, pracochłonności itp., to ciekaw jestem którego z tych dwóch rysowników bardziej cenicie? I za co?
Team Świdziński :)
Z sentymentu, bo wyrastał i dojrzewał na oczach wszystkich (nick Głowonuk na forum gildii ;) ).
Z podziwu dla umiejętności syntetyzowania formy do takiego mimimalu.
W dodatku jest cholernie dobrym scenarzystą (własnych komiksów), a jego rysunki są rozpoznawalne na pierwszy rzut oka, co przy takiej stylistyce jest unikatowe.
Dema szanuję, ale to nie moja bajka :( (jakoś się nigdy nie wkręciłem)
-
Team Świdziński :)
Z sentymentu, bo wyrastał i dojrzewał na oczach wszystkich (nick Głowonuk na forum gildii ;) ).
Z podziwu dla umiejętności syntetyzowania formy do takiego mimimalu.
W dodatku jest cholernie dobrym scenarzystą (własnych komiksów), a jego rysunki są rozpoznawalne na pierwszy rzut oka, co przy takiej stylistyce jest unikatowe.
Ale ja pytałem o rysunki, nie o scenariusze, co też specjalnie wyboldowałem. Jest to przecież wątek o rysownikach czy rysowniko-fotografach, więc nie chciałbym się narazić na wywalenie offtopowych wpisów do kosza, jak tu jest często praktykowane :)
-
Team Świdziński :)
Z sentymentu, bo wyrastał i dojrzewał na oczach wszystkich (nick Głowonuk na forum gildii ;) ).
Z podziwu dla umiejętności syntetyzowania formy do takiego mimimalu.
W dodatku jest cholernie dobrym scenarzystą (własnych komiksów), a jego rysunki są rozpoznawalne na pierwszy rzut oka, co przy takiej stylistyce jest unikatowe.
Dema szanuję, ale to nie moja bajka :( (jakoś się nigdy nie wkręciłem)
Jak Turu wyżej. Dodatkowo, i przede wszystkim, za prowadzenie narracji na minimalu w taki sposob, że wyrasta z niej bogactwo treści. Świdziński to dla mnie geniusz komiksowej formy (no i jest przykładem potwierdzajacym moją teorię, że komiks jest sztuką percepcyjnych niedopowiedzeń :) )
-
Ale ja pytałem o rysunki, nie o scenariusze, co też specjalnie wyboldowałem. Jest to przecież wątek o rysownikach czy rysowniko-fotografach, więc nie chciałbym się narazić na wywalenie offtopowych wpisów do kosza, jak tu jest często praktykowane :)
No przecież napisałem o rysunkach (chociaż faktycznie nie wyboldowałem, co rzeczywiście może na pierwszy rzut oka podpadać pod offtop o_O' ).
-
A jednak wciąż mówicie o Świdzińskim bardziej jako o scenarzyście i narratorze, a nie o rysowniku. Tymczasem przez poprzednie 3,5 strony tego wątku wałkowaliście temat rysunków w zupełnym oderwaniu od scenariuszy i umiejętność prowadzenia narracji. Dlatego pytam wyłącznie o rysunki :)
-
W Świdzińskim widzę fajny minimal i charakter, w drugim amatorsko-generyczną kreskę.
-
A jednak wciąż mówicie o Świdzińskim bardziej jako o scenarzyście i narratorze, a nie o rysowniku. Tymczasem przez poprzednie 3,5 strony tego wątku wałkowaliście temat rysunków w zupełnym oderwaniu od scenariuszy i umiejętność prowadzenia narracji. Dlatego pytam wyłącznie o rysunki :)
Zaraz, zaraz, ja jedynie staram się tutaj wyjaśnić kwestie techniczne, związane z technologiami cyfrowej obróbki obrazu. Zakładam, że istnienie aplikacji tworzących gotowe kompozycje plansz, do których wystarczy wpisać dialogi, jest na tym forum wiedzą powszechną.
Jeśli nie jest, to proszę bardzo:
http://www.wykop.pl/ramka/4693515/polski-algorytm-zamieni-dowolny-film-w-komiks-jak-to-dziala/
-
A jednak wciąż mówicie o Świdzińskim bardziej jako o scenarzyście i narratorze, a nie o rysowniku. Tymczasem przez poprzednie 3,5 strony tego wątku wałkowaliście temat rysunków w zupełnym oderwaniu od scenariuszy i umiejętność prowadzenia narracji. Dlatego pytam wyłącznie o rysunki :)
Ja mówię o Świdzińskim jako o rysowniku komiksów, a nie rysowniku w ogole. A podstawową funkcją rysunku w komiksie jest opowiadanie obrazem, czyli narracja. Jeśli wziąć pojedynczy kadr Świdzinskiego, to raczej trudno sie takim rysunkiem zachwycac, choc byc moze mozna docenic kunszt kreski glowonogologicznej i pomyslowość w kreacji stworków - byc moze określają one indywidualizm Świdzińskiego jako rysownika w ogole (tego nie jestem w stanie stwierdzic).
Sprawa ma się jednak zgoła inaczej, gdy wezmiemy sekwencję. To wlasnie sekwencje są atomami rysunkowej tworczosci Świdzinskiego, jako rysownik istnieje w sekwencjach i jest w tym fenomenalny, dlatego - jak juz napisalem - cenię go jako rysownika, ale rysownika komiksów.
-
I abarot sekwencja. No dobrze, skoro więc można zostać znakomitym rysownikiem komiksów nie umiejąc rysować (zakładam, może trochę na wyrost, że opanowanie warsztatu przez Świdzińskiego i Dema jest podobne), to dlaczego zamiast rysować głowonogi, nie wykorzystać zdjęć i z nich skomponować rewelacyjny komiks, nawet bez obróbki komputerowej?
Kiedyś Truściński bez żenady sięgał po fotki - pamiętam taki jego komiks, bodajże "Piekło", chyba nawet dostał za niego Grand Prix w Łodzi. Chętnie bym przygarnął jakiś fajny fotokomiks, byle tylko nie udawał czegoś innego.
-
Moebius zrobił fotokomiks kiedyś. Jest w tym albumie:
https://www.humano.com/album/37385
(https://forum.komikspec.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fpoof.pl%2Fx%2F28.jpg&hash=758da2969811d7e80565e20b0b9576c4)
-
"Mr. Punch" Gaimana i McKeana
-
Słusznie, McKean. Chociaż te jego fotki można raczej zobaczyć na okładkach komiksów, a nie w środku. Zresztą podobnie jak Bradstreeta. Mnie się marzy fotokomiks zrobiony przez jakiegoś magika w stylu Sama van Olffena. Te jego kolaże są 100 razy fajniejsze od kiczu, który serwują steampunkowi rysownicy.
http://samvanolffen.com/skill/illustrations/ (http://samvanolffen.com/skill/illustrations/)
-
Słusznie, McKean. Chociaż te jego fotki można raczej zobaczyć na okładkach komiksów, a nie w środku.
Ale "Mr. Punch" jest właśnie w środku zrobiony fotkami.
-
Błagam, nie posądzaj mnie o zaprzeczanie faktom.
Ale ten "Mr Punch" to u niego wyjątek. I nie tylko u niego. Ile jest takich komiksów (nie licząc Bravo)?
-
Ładniutkie
-
A co jest w środku - powieść z obrazkami czy komiks niemy?
Poza krótkim samplem na Amazonie, z którego zresztą nic nie wynika, nie mogę znaleźć przykładowych plansz.
https://www.amazon.co.uk/Frankenstein-moderno-Prometeo-Ilustrados-Spanish-ebook/dp/B012T161W8 (https://www.amazon.co.uk/Frankenstein-moderno-Prometeo-Ilustrados-Spanish-ebook/dp/B012T161W8)
-
Przytoczyłeś akurat wyjątkowo skrajny przykład. To jest _skrajnie pracochłonne_. Problemy może i ma ale cały czas ma premiery na całym świecie i wizualnie rozkłada każda produkcję Pixara na łopatki. ;)
Z tą każdą to trochę przesadziłeś :P ale cóż, gusta są różne czy coś
-
Zgadza się.