"Władca much" to powieść, która osiągnęła ogromny sukces czytelniczy na całym świecie. Analizowana na tysiące sposobów, stanowi kanon literatury XX wieku.
To fascynujące, że musieliśmy czekać 80 lat, aby otrzymać jej adaptację na kartach komiksu. Aimée de Jongh miała przed sobą trudne zadanie. Z jednej strony dzięki grafice łatwo jest przedstawić rajskość, otaczającej chłopców wyspy. Z drugiej jednak, ciężko w czytelny sposób ukazać upadek człowieczeństwa w ich zachowaniu. Jestem zachwycony tym, jak autorka sprostała temu zadaniu. Otaczający chłopców tropikalny krajobraz, zachwyca feerią barw oraz pięknem. Wyspa została zaprojektowana przez Aimée wzorcowo. Wszystko idealnie pasuje do opisów stworzonych przez Williama Goldinga. Na kolejnych kartach komiku widzimy upadek moralny chłopców, który został tu zobrazowany za pomocą ich strojów. Im mniej w nich dziecięcej niewinności, tym mniej odzienia mają na sobie. Gdy kolejne działania pchają bohaterów coraz bardziej w stronę szaleństwa, ich ciała stają się coraz bardziej brudne i pokryte ranami. Świetny przykład wykorzystania wizualnej warstwy, do ukazania upadku moralnego!
Nie spotkałem się do tej pory z adaptacją tak wybitną. Jestem zachwycony tym, czego dokonała autorka. "Władca much" to niezwykle ważna powieść i cieszy mnie to, że nasze kochane medium potrafi przenosić tak ciężkie powieści na swoje karty. To kolejny dowód na to, że komiks już dawno powinien przestać być traktowany jako dziecinna forma. My, fani tego gatunku, wiemy to od dawna. Takie lektury mogą posłużyć za przykład, dla tych mniej wierzących w ten fakt. Zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł!
MOJA OCENA 9️⃣/🔟