Kocham tę serię! Musiałem to wykrzyczeć, żeby chociaż ta prawda została usłyszana.
Departament prawdy tom 4, to bezpośrednia kontynuacja tomu 2. Nasz główny bohater Cole, coraz mocniej odczuwa zaciskającą sie na jego gardle linę. Problem w tym, że my coraz mniej się jego losem interesujemy. Jako postać Cole nie zbudował we mnie sympatii. Jest absolutnie nijaki i mimo, że scenarzysta podbija stawkę i dołącza do wielkiej intrygi kolejne elementy (tym razem niezwykle osobistą) to przyjmujemy to beznamiętnie. Jest to spowodowane sposobem prowadzenia fabuły. Tynion IV tak skupił się na kreśleniu kolejnych króliczych nor i prezentowaniu globalnej skali działań Departamentu i jego historii, że zapomniał o zbudowaniu chemii na linii bohater - czytelnik.
Jednak wciąż intryga wciąga jak cholera, poczucie stawki jest satysfakcjonujące, a nowe wątki rozwijane w naturalny sposób. Autor zakakujaco umiejętnie pociąga za sznurki. Mimo odczucia, że te ściany tekstu momentami prowadzą do nikąd, czytamy je z uwagą i analizujemy każde słowo. To największy sukces tej historii. Zbudowanie w nas wiecznej wątpliwości, co do tego, w co i komu mamy wierzyć. Tynion wije swoją sieć niezwykle powolnie. Nie mam pojęcia dokąd nas to zaprowadzi, jedno jest pewne. Albo dostaniemy genialny finał, który na zawsze pozostanie w naszej głowie. Albo będzie to zawód wiekszyz niz w 100 nabojach...
Martin Simmonds nadal tworzy małe dzieło sztuki. Jego rysunki kradną moje oczy i serce. Idealnie potęgują poczucie niepewności oraz szaleństwa, jakie kreuje scenariusz.
MOJA OCENA CZWARTEGO TOMU DEPARTAMENTU PRAWDY 8️⃣/🔟