Czwarty tom "Coś zabija dzieciaki" to niezwykle potrzebny moment oddechu w całej historii. Scenarzysta, Tynion IV, postanowił dać nam origin story protagonistki: Eriki.
Odkrywamy kolejne tajemnice domu Slaughterów oraz poznajemy zasady w nim panujące Zostaje nam nakreślony podział kolejnych gałęzi rodu Slaughterów. Dowiadujemy się o możliwych kolorkach i czemu tiara przydziału przypisuje kogoś do danej grupy zabójców potworów. Jest też wielka inicjacja naszej bohaterki, która nie wzbudza w nas żadnych większych uczuć z dwóch powodów:
- znamy już przecież jej finał
- jest ona absurdalnie schematyczna
Niestety wciąż cała historia cierpi na brak jakiejkolwiek oryginalności. Jest to miks pomysłów, które znamy z setek innych opowieści. Jednak przyznam, że ten miks jest lekkostrawny i przyjemny w spożyciu.
Chyba już przywykłem do kreski naszego rysownika. Sprawia mi ona więcej radości, momentami przywołując na myśl Seana Murphy'ego. Bardzo podobał mi się zeszyt, którego akcja rozgrywa się w ciemnościach. Świetną robotę wykonał tam kolorysta, budując atmosferę niepewności.
Podsumowując uważam, że dostaliśmy schematyczny origin story, nie zaskakujący nas oryginalnością. Czuć, że nasz autor to sprawdzony w boju pisarz, który potrafi tak połączyć klisze, że wyjdzie z tego sprawne dzieło. Jednak patrząc na nominacje do wielkich nagród oraz zachwyt, jaki wzbudzila ta seria za oceanem, oczekiwałem więcej. Dostaliśmy średniaka, który za dużo czerpie ze znanych schematów, a zbyt mało sili sie na oryginalność. Jednak dla nastoletnich czytelników, jest to wciąż swietna seria do wejścia w świat horroru oraz makabry.
MOJA OCENA TOMU CZWARTEGO 5️⃣/🔟