Forum KOMIKSpec.pl
Komiksy => Dział ogólny => Wątek zaczęty przez: Bender w Cz, 26 Marzec 2020, 19:54:57
-
Zainspirowany mini licytacją w temacie Vertigo postawiłem sobie to pytanie.
Okazuje się, że pytanie proste, odpowiedź już mniej. Więc chwilę muszę pomyśleć.
Ktoś ma gotową odpowiedź?
Najlepszy komiks jaki przeczytałem w życiu to: (i dlaczego)
Jedna odpowiedź, jeden tytuł! Takie wyzwanie ;)
-
Ale w ciągu roku, dziesięciu lat czy w ogóle? Trudna sprawa.
Jeśli przyjąć opcję - komiks, który na mnie wpłynął od początku przygody z czytelnictwem to... Antresolka i ogólnie Baranowski.
W różnych porach są różne odbiory różnych komiksów. Raz człowiekowi lepiej wchodzą humorystyczne, innym razem mroczne. Lubię komiksy i proste i pokręcone, z klimatem grozy czy niepokoju. No dobra, niech będzie Mort Cinder.
-
Najlepszy komiks jaki przeczytałem to: Daredevil Odrodzony. Kapitalne rysunki i jeszcze lepsza historia. Po prostu kanon komiksu.
-
Fajny temat. Aż dziw, że nikt wcześniej na to nie wpadł.
-
Fajny jak się go poważnie potraktuje. Ja mam mocną zagwozdkę....
-
Ja będę musiał wybrać z zestawu Sandman, Maus, Prosto z piekła i Saga o potworze z bagien.
Dobre ćwiczenie, ale trochę czasu mi zajmie wymyślenie który i dlaczego. Może nawet będę musiał wrócić do pierwszych dwóch. Chociaż mówiłem sobie, że nigdy więcej Mausa nie ruszę.
-
Sorry, ale nie mogę podać jednego takiego tytułu :( Może będzie stereotypowo, bo to absolutna klasyka graphic novel: Strażnicy i Maus. Oba czytałem jak wyszły po raz pierwszy w Polsce, te kilkanaście lat temu, i nic przed nimi, ani po nich, nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Może akurat czytałem je w idealnym momencie, gdy byłem głodny komiksów po kilkuletniej przerwie i może czytane dziś po raz pierwszy, nie robiłyby już takiego wrażenia. Nie wiem. Ale wtedy to było coś niesamowitego. I choć nie wracałem do nich często (Mausa powtórzyłem chyba tylko raz, Strażników dwa razy: jak był film w 2009 i jak wyszło nowe wydanie Egmontu w 2013), to nigdy nie byłem rozczarowany na zasadzie "eee, nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś :-\" - mam nadzieję, że przy następnych powtórkach też to się potwierdzi.
-
Sandman
Bo to zbiór dłuższych i krótszych opowieści, z których praktycznie każda sama w sobie jest genialna, a razem stanowią przemyślanną wielowątkową historię dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach i kiedy czytelnik leży na podłodze po finale dziewiątego tomu łączącym te wszystkie pozornie nie związane wcześniej ze sobą opowieści Gaiman dobija go całotomowym epilogiem.
-
Eden: it's an Endless World
-
Enki Bilal - Trylogia Nikopola
Pierwszy kontakt w 2002 lub 2003 roku, bez żadnych specjalnych oczekiwań, po prostu spodobała mi się okładka i rysunki Bilala kiedy przeglądałem komiksy w Empiku. Możliwe, że nazwisko autora nie było mi wtedy zupełnie obce, ale sam tytuł raczej niewiele mi mówił. Takie "odkrycia" chyba zapamiętuje się najbardziej :)
"Targi nieśmiertelnych" spowodowały, że po kilku latach przerwy wróciłem do intensywniejszego kupowania komiksów. Do dzisiaj jest to dla mnie ideał jeżeli chodzi o rysunki, do tego super historia i bohaterowie, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowi, i sporo fajnych pomysłów jakie Bilal wpakował do fabuły.
Z wybraniem Top 5 miałbym pewnie większy kłopot, bo kandydatów byłoby na pewno sporo, ale z podaniem jednego najlepszego komiksu od dawna nie mam żadnego problemu.
-
U mnie top 5 ulubionych komiksów jest dosyć latwe. Później zaczyna się robić ciężko. Ale właśnie piątka komiksów niczemu by nie ustąpiła.
1. Sandman
2. Thorgal 1-23
3. Pasażerowie wiatru
4. Życie i czasy Sknerusa McKwacza
5. Habibi :)
-
Fajny jak się go poważnie potraktuje. Ja mam mocną zagwozdkę....
A myślisz, że czemu napisałem taki ogólny post, zamiast od razu podać konkretny tytuł? Ale na mnie największe wrażenie zrobił chyba Kajko i Kokosz. Jakbym miał wybrać jeden album, to byłby to Cudowny lek.
-
Życie i czasy Sknerusa, bez dwóch zdań. :) Uwielbiam, to jak wielką przygodą jest ten komiks i to ile się zawsze dzieje na drugim planie każdego obrazka.
-
Trudne pytanie, ale chyba "Piotruś Pan".
Czytając go przez cały czas czułem zachwyt jak w czasach, kiedy oglądałem bajki wyświetlane na ścianie rzutnikiem Ania. Idealne do tej historii rysunki. Historia nieoczywista, zaskakująca, domknięta, a jednocześnie zostawiająca wiele do interpretacji, doszukiwania się w niej własnych doświadczeń, własnych przeżyć.
-
Fajny temat. Aż dziw, że nikt wcześniej na to nie wpadł.
Bo pytanie jest skądinąd trochę dziecinne: na pewnym etapie życia wyjątkowo ciężko jest wybrać coś takiego jak "najlepszy film", "najlepsza książka", "najlepsza płyta" czy wreszcie "najlepszy komiks". Zbyt dużo zmiennych.
Nie mam pojęcia jak miałbym wybrać pomiędzy np. "Promethea" t.1, "Elektra Assassin", "Łucznicy", "Zabójczy żart", "Spider-Man Blue" czy choćby "Astonishing X-Men" (1-2). Te komiksy są nieporównywalne.
Być może udałoby mi się odpowiedzieć na pytanie w stylu "Jaki komiks wywarł największe wrażenie?".
Być może tutaj odpowiedź brzmiałaby "Promethea" t. 1, ale byłoby to na siłę.
Już zdecydowanie prędzej coś w stylu "Podaj 5 ulubionych komiksów".
Jednego zwyczajnie nie da się wskazać.
-
u mnie Sandman, ale niedaleko leży Rork, Strażnicy, Prosto z Piekła, Eden i prawie wszystko Clowesa :)
-
A u mnie Wieczna wojna, 100 naboi oraz Arrival.
Mocno subiektywne odczucia. A to by znaczyło, że mnóstwo jest "najlepszych komiksów". W końcu coś nas trzyma przy tym medium. :)
-
Takich komiksów mam kilka:
- Habibi - cudowna opowieść, majstersztyk w połączeniu słowa z obrazem
- Fotograf - komiks przy którym się popłakałem
- Pinokio (Winshluss) - to adaptacja godna naszych paskudnych czasów
- Weapon X - Barry Windsor-Smith, teraz już się chyba takich komiksów SH nie robi
- Strefa Bezpieczeństwa Gorażde - Joe Sacco udowadnia, że wystarczy dobrze spisać prawdziwe historie
- Jerozolima - Delisle, do śmiechu i zadumy
- Świat Edeny - dla mnie najlepszy komiks Moebiusa, graficzne cudo
Nie jestem w stanie wytypować tego NAJ (trochę jak z muzyką, gdzie obudzony w nocy wymienię Badmotorfinger, RATM i Lateralus:). Ale to są komiksy, które mnie poruszyły, ale nie koniecznie polecał bym je każdemu, a już raczej nie na początek przygody z komiksem (może poza Jerozolimą).
ps. Gdybym miał wybrać naprawdę jeden, to by był Świat Edeny.
-
Hellboy - pierwszy komiks, który zrobił na mnie aż takie wrażenie, który dosłownie rozbił mój jeszcze wtedy mały świat. W tym jeden z pierwszych zbiorów opowiadań (zwłaszcza niesamowity "Wisielec"), przez który do dziś darzę tę formę wyjątkową estymą.
-
Rork 1 - Fragmenty
Dla tego komiksu ukułem kiedyś kategorię oceny doskonałości dzieła - "komiks, który podoba mi się tak bardzo, że mógłbym podmienić na okładce nazwisko autora na własne".
Jest w nim to, za co ceni się Andreasa - świetne rysunki, genialnie kreatywne kadrowanie i kompozycja plansz - a do tego intrygująca i niepokojąca fabuła, niejasna i pełna niedopowiedzeń narracja, z komentarzami wpisanymi w rysunki, które wówczas już zarzucono w komiksie, a tu sprawdzają się świetnie, budując atmosferę ("Niepokój narasta wśród mieszkańców. Rork odchodzi"). Do tego widowiskowy cliffhanger, który tym większe wrażenie robił w latach 90., kiedy nie kupiło się, ani nie miało od kogo pożyczyć drugiego tomu.
Komiks posiadam w każdej polskiej edycji i choć całą serię, której zakończenie poznałem dopiero przy trzecim wydawniczym podejściu, oceniam niezwykle wysoko, to tom pierwszy pozostaje niedoścignionym wzorem zawiązania intrygi, będąc jednocześnie brawurowym przykładem wzorowo napisanego pojedynczego komiksowego albumu.
-
Hellboy
U mnie leży na szali.
Przy okazji, panowie, nie ma się co napinać, że się nie da etc , to tylko zabawa. ;)
Widomo, że się nie da, ale tym fajniej jest pomyśleć i z bólem serca odrzucić inne. Ja wybiorę jeden! :P
-
Nie da się wybrać, ale tak na szybko:
1. Achtung Zelig
2. Thorgal (od Kraina Qa do Między ziemią a światłem)
3. Rork (Fragmenty i Przejścia)
4. Pionokio
5. Antresolka Profesorka Nerwosolka
-
Finalny pojedynek rozegrał się między trzema tytułami: Incal, Jimmy Corrigan, ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw wygrał:
Jason i jego "Hey, Wait..."
Perfekcyjna synergia minimalistycznej formy i maksymalnej siły rażenia przekazu. Czytałem go wiele razy i zawsze tak samo na mnie działa.
-
Finalny pojedynek rozegrał się między trzema tytułami: Incal, Jimmy Corrigan, ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw wygrał:
Jason i jego "Hey, Wait..."
Perfekcyjna synergia minimalistycznej formy i maksymalnej siły rażenia przekazu. Czytałem go wiele razy i zawsze tak samo na mnie działa.
czytałem to wiele lat temu, ale do dziś uważam, że ma jedno z najwzruszających zakończeń. cały czas siedzi mi gdzieś tam z tyłu głowy...
-
Jest kilka komiksów, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
By nie być powtarzalnym wybiorę coś nieoczywistego i raczej dość często krytykowanego.
Kryzys Tożsamości
Dlaczego:
Bo małżeństwo Sue i Ralfa Dibny było bardzo wiarygodne.
Bo było mi bardzo smutno na koniec komiksu jak Ralf "udawał", że nic się nie zmieniło
Bo motywacja "sprawcy całego zamieszania" była wiarygodna i wstępny "sukces" tylko zachęcił tą osobę do dalszych działań i praktycznie ta tragedia nie miała mieć miejsca.
Bo ten "zły" nie był zły tylko po prostu chciał być szczęśliwy
Bo żal mi Tima Drake'a (mój ulubiony Robin)
Bo ukazanie moralnego kłopotu bohaterów co zrobić ze złoczyńcą, który zrobił coś tak paskudnego, że nie można go po prostu zamknąć w więzieniu. Nie można go zabić bo my jesteśmy " Ci dobrzy"
Bo uznawanie kogoś że na 100% jest winny (mimo braku dowodów), gdyż miał motyw jest dość częste we współczesnym świecie
-
Wybrać najlepszego komiksu się nie da, to oczywiste. Jak z wszystkim, za dużo zmiennych by odpowiednio porównać i ocenić. Niewiele jest filmów, które oceniłem na 9 lub 10 w dziesięciostopniowej skali ale samo wybranie tych w danym gatunku jest trudne. A co dopiero najlepsze z najlepszych. Stawiać "Ojca Chrzestnego" część I i II wyżej niż "Dawno temu na Dzikim Zachodzie" czy "Czas Apokalipsy"? Lub odwrotnie? Nie do pomyślenia.
Trudno mi nawet wybrać kilka ulubionych, przeczytanych czy posiadanych w swojej kolekcji. Różne komiksy na różnych etapach życia spowodowały odczucie obcowania z czymś niesamowitym.
Wspomniany już przez innych forumowiczów Rork, Fragmenty i Przejścia, opublikowany w piśmie Komiks Fantastyka i czytany w bibliotece w latach 90, spowodował opad szczęki.
Blacksad, za rysunki i noir, Opowieści Szeherezady, rysunki, pierwszy kontakt z twórczością Toppiego, Corto Maltese, z oczywistych względów i za przygodę w świecie, który minął na zawsze.
Piotruś Pan lub W poszukiwaniu Ptaka Czasu, znów za rysunki oraz historię.
Bluberry, najlepszy western, całość głównej serii, Życie i Czasy Sknerusa McKwacza za szczytowe osiągnięcie kaczogrodzkiej mitologii... Długo tak można wymieniać.
Jeśli już by mnie ktoś do muru przystawił i kazał odpowiedzieć, to "Strażnicy" Moore'a i Gibbonsa. Czytałem lata temu i to jest arcydzieło. Na tyle, że nie chcę sobie go psuć serialem HBO, prequelami i tym co DC wyprawia aktualnie.
Wybór taki jednak byłby na siłę i bez przekonania, za dużo arcydzieł, za dużo doskonałych komiksów...
-
Kręcą się wokół podium "Watchmen", "Maus" i "Valerian", ale ostatecznie wygrywa ten czwarty "Wieczna Wojna" wspaniałe, bardzo osobiste antywojenne dzieło w duchu najlepszych "Full Metal Jacket" czy "Plutonu". Jeden z niewielu przypadków, gdy adaptacja przerasta oryginał.
-
U mnie finalny pojedynek rozegrała Wieczna wojna z Trzema Cieniami. Gdzieś tam wcześniej odpadła Wilczyca i Władca gór. Rork dotarł do półfinałów. Hellboy bardzo długo się utrzymywał.
Finał jednak dla Wiecznej wojny , świetny komiks którego pierwszą część darzę ogromnym sentymentem.
-
Niesamowicie ciężko wybrać taki jeden jedyny w trwającym już lata zalewie dobrych pozycji, jednakże gdybym musiał takiego wyboru dokonać byłby to Transmetropolitan.
-
Hmmm... Bez patrzenia na półki, bo jakbym to zrobił to na pewno nie byłbym w stanie odpowiedzieć na to pytanie: Umowa z Bogiem.
-
Trochę nagnę zasady ale podam 2 serie:
Sandman - bo to dla mnie szczytowy przykład tego, co można osiągnąć w medium komiksowym
Kajko i Kokosz - bo jest perfekcyjny i od niego wszystko się dla mnie zaczęło.
-
Wieczna wojna.
Szukałem czegoś innego, co mógłbym jej przeciwstawić, ale wytrzymała tę próbę. Najbliżej był Corto Maltese - Ballada o słonych wodach i Burgeon.
Ale jednak Wieczna wojna, niezmiennie od lat.
Adaptacja rzeczywiście przerasta literacki oryginał. Widac, że autor na przestrzeni dzielącej komiks od książki dojrzał, że kładzie akcent na inne motywy. To pokazuje, że moglibyśmy mieć też zupełnie inną powieść, gdyby była napisana przez niego w innym okresie jego twórczości.
-
Mesmo Delivery
Komiks w którym wszystko jest super, dynamika, kadrowanie, kreska, historia i humor.
Nie ma chyba innego komiksu który czytałem naście razy i za każdym razem świetnie się bawiłem.
-
Raczej Sandman z powodów, które już podano.
-
Nie potrafie sie zdecydowac pomiedzy Sandmanem a Straznikami...
-
Mam podobny problem jak Kielo, z tą różnicą, że nie mogę się zdecydować pomiędzy Sin City a Sin City. Ale po namyśle bezapelacyjnie Sin City.
-
IMO w Sandmanie do pełni szczęścia brakuje tylko lepszych rysunków.
Tzn przez serię przewinęli się naprawdę świetni rysownicy - P. Craig Russell, J.H. Williams III, Bill Sienkiewicz, Bryan Talbot, Charles Vess, Jill Thompson czy Dave McKean przy okładkach albo Yoshitaka Amano przy ilustracjach w tej bardziej powieści niż komiksie, która się serii przydarzyła, ale nie brakowało też koszmarków i jako całości nie mogę tej serii zaliczyć do najlepiej narysowanych ever.
-
IMO w Sandmanie do pełni szczęścia brakuje tylko lepszych rysunków.
Tzn przez serię przewinęli się naprawdę świetni rysownicy - P. Craig Russell, J.H. Williams III, Bill Sienkiewicz, Bryan Talbot, Charles Vess, Jill Thompson czy Dave McKean przy okładkach albo Yoshitaka Amano przy ilustracjach w tej bardziej powieści niż komiksie, która się serii przydarzyła, ale nie brakowało też koszmarków i jako całości nie mogę tej serii zaliczyć do najlepiej narysowanych ever.
e tam, sny często są niewyraźne ;)
-
Mój faworyt - 100 naboi. Bez wątpliwości.
-
„Portugalia” Cyrila Pedrosy.
Minimalnie przed „Będziesz smażyć się w piekle” Prosiaka oraz „DD: The man without fear” Millera.
-
Sandman. Na podium Prosto z piekła i Maus.
-
Rork: Fragmenty, Przejścia
Thorgal: Łucznicy
Za genialne rysunki, które niezmiennie wzbudzają mój podziw w połączeniu z równie wybitnym scenariuszem. Za to, że wpłynęły na mnie tak, iż zostaną ze mną do końca życia.
-
Habibi, za to jakich emocji dostarczyła mi lektura, pamiętam że wręcz pokochałem tą opowieść. Być może formalnie nie sa to Himalaje najlepszości, ale dla mnie jest to pozycja wyjątkowa i szczególnie bliska sercu.
@
IMO w Sandmanie do pełni szczęścia brakuje tylko lepszych rysunków.
Tak, gdyby seria nie zaczynała jako underdog i miała wiodącego rysownika z najwyższej półki (tak jak miała McKeana od okładek), to być moze zostałaby dziełem sztuki w znacznie większym stopniu. Dla mnie takim idealnym rysownikiem od Sandmana (i Gaimana w ogóle) jest Michael Zulli. Gdyby on wykonał szkice do powiedzmy 50 zeszytów gł. serii, a pozostałe gościnni artyści, to byłaby juz naprawdę bliskio pełni szczęścia.
-
Tu się nie zgodzę, w Sandmanie od początku chodziło o to, że każda osobna historia była tworzona przez innego rysownika i między innymi na tym polegała siła tej serii, tylko - jak pisałem wcześniej - czasami ci rysownicy bazgrali i było to na poziomie totalnie przeciętnej serii komiksowej z tamtych czasów, co takiemu komiksowi zdecydowanie nie przystało. Zulliego akurat mogłoby być w serii więcej.
-
Zgadza się. Jedynie polemizowałbym ze stwierdzeniem, że "[bazgranie] takiemu komiksowi zdecydowanie nie przystało". Cóż, niektórzy mają sny ładne, dopracowane, a inni po prostu zabazgrane. Bo Sandman to Morfeusz, wyglądać może dowolnie, a to jak się "formalnie" prezentuje (on i świat snu) uzależnione jest przede wszystkim od podświadomości samego śniącego (tutaj: rysownika), na która przecież nie ma on wpływu. Jeśli już bezwstydnie podglądamy coś tak intymnego, jak czyjś sen, to nie wypada go krytykować.
-
Finalny pojedynek rozegrał się między trzema tytułami: Incal, Jimmy Corrigan, ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw wygrał:
Jason i jego "Hey, Wait..."
Perfekcyjna synergia minimalistycznej formy i maksymalnej siły rażenia przekazu. Czytałem go wiele razy i zawsze tak samo na mnie działa.
My tutaj wymieniamy rzeczy oczywiste typu Sandman, Strażnicy, Maus czy Wieczna Wojna, a to jest bardzo ciekawy wybór.
Kupiłem i przeczytałem ten komiks (w Polsce wydany jako "Stój...") dopiero w marcu 2019 roku czyli dokładnie rok temu i oceniłem 8/10 czyli bardzo dobry. Bardzo lubię używać skali punktowej, bo pod każdą cyfrą mam zakodowany wyraz, np. 8 to już komiks znakomity czyli bardzo dobry, a wyżej są tylko rewelacyjne i arcydzieła. Natomiast czasem (bardzo rzadko) mam zakodowaną w głowie gwiazdkę przy ocenie 8, a na dole wyjaśnienie, że co prawda dla mnie dane dzieło jest bardzo dobre, ale totalnie rozumiem dlaczego dla kogoś jest to 10/10 arcydzieło. Dziewiątki i dziesiątki, to rzeczy bardzo dobre, w których ja osobiście poczułem coś więcej podczas lektury. I tak jest właśnie np. z Goliatem Toma Gaulda i Stój... Jasona. Rozumiem, że to jest coś wybitnego, ale nie mogę uczciwie przyznać, że moje pierwsze spotkanie z dziełem było czymś więcej. Ale widzę i wiem (nie do końca czując), że dany komiks tym czymś więcej JEST. I jak już będę duży, choć trochę zmądrzeję i coś mi przeskoczy w głowie podczas ponownej lektury, to ocena pójdzie w górę. Stój... jest komiksem wydawałoby się prostym, ale mądrym i tak dogłębnie mrożącym serce i zapierającym dech w piersiach, czy co tam się dzieje w środku człowieka, że zasługuje na to aby każdy go przeczytał. Myślę, że sporo osób od razu (lub może później) uzna go za dzieło wybitne. Obok Stój... nie da się przejść obojętnie, a jeśli jakimś cudem da, to zdecydowanie nie powinno.
-
U mnie to akurat bardzo prosty wybór : SZNINKIEL
Rosiński i Van Hamme w życiowej formie. Fantastyczna , epicka wręcz opowieść, którą za każdym razem czytam z tym samym zaciekawieniem. Ten komiks ukształtował moją komiksową pasję. Do dziś kupuje praktycznie tylko europejskie ze wskazaniem na frankońskie tytuły.
Na koniec jedna kwestia : znacznie bardziej cenię sobie wersję kolorową :)
-
Na koniec jedna kwestia : znacznie bardziej cenię sobie wersję kolorową :)
Mogli by wznowić Szninkiel'a wreszcie w kolorze, cały czas na to czekam. Takiego w 1 tomie.
-
Szninkiel jest zapowiedziany w tej "nowej" serii od Egmontu. Wyszedł Western, ma być Skarbek, Skarga i na końcu właśnie Szninkiel, ale czy w kolorze to nie wiem. Wychodziłoby na to, że w kolorze. Które to już wydanie?
Orbita cz/b
Egmont 3 t. kolor
E. - Kolekcja GR cz/b
Libertago - cz/b + kolor (2 w 1)
E. - Mistrzowie komiksu -? (zobaczymy)
5 :)
Stop. Jeszcze w Kolekcji Thorgala.
Hachette - 3 t. kolor TW
6 ;D
-
Szninkiel jest zapowiedziany w tej "nowej" serii od Egmontu. Wyszedł Western, ma być Skarbek, Skarga i na końcu właśnie Szninkiel, ale czy w kolorze to nie wiem. Wychodziłoby na to, że w kolorze. Które to już wydanie?
Orbita cz/b
Egmont 3 t. kolor
E. - Kolekcja GR cz/b
Libertago - cz/b + kolor (2 w 1)
E. - Mistrzowie komiksu -? (zobaczymy)
5 :)
A gdzie dokładnie widnieją te zapowiedzi ? Już odkładam na Skarbka ale i Skargę chętnie przytulę. Szninkiel tylko w kolorze ;)
-
Orbita cz/b
Egmont 3 t. kolor
E. - Kolekcja GR cz/b
Libertago - cz/b + kolor (2 w 1)
E. - Mistrzowie komiksu -? (zobaczymy)
5 :)
I jeszcze w kolekcji Hachette.
-
Dokładnie w Westernie, format A4+, wydanym ostatnio przez Egmont. Z adnotacją "w przygotowaniu" na gildii okładka Skarbka już jest w zapowiedziach.
-
I jeszcze w kolekcji Hachette.
@ramirez82 - zobacz na godzinę mojej poprawki i twojego posta.
-
Po chwili zastanowienia Rork:Fragmenty/Przejścia w Komiks fantastyka
-
absolutnie i bezdyskusyjnie Transmetropolitan. czytałem dużo świetnych komiksów, ale ten wyjątkowo do mnie trafił pod praktycznie wszystkimi względami - fabuła, kreska, wykreowany świat, główny bohater, przesłanie i klimat gonzo do potęgi dziesiatej. Regularnie wracam do Pająka i każdorazowo znajduję tam nowe smaczki.
-
Sandman, Rok i Wieczna Wojna.
-
Od dawna na mojej liście najlepszych albumów znajdują się:
Special Exits - komiks, który wyrywa ze strefy komfortu, zwracając uwagę na problemy, które świadomie ignorujemy.
Daddy's Girl, duszna, dosadna historia nieprzepracowanej traumy. I ze sceną, która pozostanie ze mną już na zawsze.
Indigo Blue, za eksplorowanie kobiecej seksualności bez skrępowania, autocenzury i szablonów.
Persepolis, za bycie tragikomiczną biografią kompletną.
W 2019 dołączył do nich Grass - wojenny dokument i herstory w jednym.
-
Pewnie zaskoczę wyborem ale dla mnie najlepszym komiksem jest:
JOSEL- Joe Kubert
Dalej mógłbym wymienić Szninkiel, Thorgal, Cromwell Stone, Kajko i Kokosz
-
Ciężki wybór, a przy okazji kryteria są zbyt szerokie.
Ścisła czołówka jak dla mnie: Strażnicy, 100 Naboi i W poszukiwaniu Ptaka Czasu (wydanie nie gra roli).
Ze względu na dostarczone emocje w młodości (jak: zakup "Muszli Ramora" w skoczowskim sklepie papierniczym tylko i wyłącznie dlatego, że było na nim logo "Komiks"; wejście w świat Akbaru w stanie niemalże całkowitej imersji, stąd też magia i desperacja w kupowanie kolejnych albumów poprzez "Komu komu" w "Nowej Fantastyce", przypadkowe odnalezienie i natychmiastowy zakup "Łowcy" w cieszyńskim antykwariacie czy wreszcie dzień, w którym dotarło do mnie "Jajo Mroków, cz.2").
Słowem: W poszukiwaniu Ptaka Czasu.
-
Jest tyle dobrych rzeczy......
Ale niech będzie Szninkiel, podobał mi się gdy miałem 9,19,29 lat i podoba mi się teraz, gdy mam ich 39
-
1.Prosto z piekła
2.AKIRA
3.100 NABOI
-
1. Szninkiel w jedynej słusznej wersji czyli cz/b chociaż tutaj wpływa na wybór sentyment z dzieciństwa.
2. Piotruś Pan m.in. za możliwość wielu interpretacji jak dla mnie kapitalny komiks.
Miał być najlepszy, ale to ciężki orzech do zgryzienia dlatego podałem dwa.
-
Jeśliby wybrać pojedynczy album to czarno-biały „Szninkiel”.
Jeśli całą serię to „Kajko i Kokosz”.
-
Z filmem nie miałbym najmniejszego problemu (od lat niezmiennie i raczej już nie do przebicia - "12 Gniewnych Ludzi"). Odnośnie komiksu myślałem ponad tydzień, rozważałem te wszystkie poważne pozycje, żeby miec czyste sumienie powtórzyłem jeszcze "Patience" Clowesa. Dziś rano stwierdziłem, że dalsze rozważania są bez sensu, bo najlepszy (a i często dojrzalszy niż te dojrzałe tytuły) jest zdecydowanie:
- Calvin i Hobbes
Najbliżej przebicia był "Doom Patrol" Morrisona, próbowały też walczyć "Wieczna Wojna", "SOS dla szczęścia" Van Hamme'a, "Miracleman" Moore'a, "Dredd Ameryka" i wspomniana "Patience".
PS. Na szczęście "Providence" skończyłem czytać dziś już po podjęciu decyzji :)
-
Pytanie w sam raz na pandemiczne czasy, mógłbym cyzelować odpowiedź miesiącami, a i tak pewnie po podaniu jednego tytułu miałbym wątpliwości.
W tym momencie przychodzą mi na myśl "Sandman", "Signal To Noise", "DoomPatrol" i gdzieś poza kategoriami trzecia księga TRiA.
Ten ostatni komiks był moją pierwszą w życiu lekturą przeczytaną samodzielnie i w dużym stopniu odpowiedzialny jest za to, że zachwyciłem się literaturą, nie tylko komiksową.....ale tu mamy raczej do czynienia z triumfatorem w dziedzinie "najważniejsze komiksy w twoim życiu" :D
PS i już po chwili korci mię, żeby ten post edytować ;D
-
Trochę w formie epilogu, follow up:
(a i to było trudno wybrać)
1. Hey, Wait...
2. Incal
3. Jimmy Corrigan
4. Hellboy
5. Akira
6. Peanuts
7. Edena
8. Donjon
9. Gus
10. Maus
11. Sabrina
12. Arsene Schrauwen
13. Love & Rockets
14. The Interview
15. Buddha
16. Tytus, Romek i Atomek
17. Killing Joke
18. Bottomless Belly Button
19. Leaving Richard's Valley
20. Persepolis
-
Najlepszy komiks jaki przeczytałem to zdecydowanie THORGAL - Kraina Qa. Pamiętam do dzisiaj jak po raz pierwszy zobaczyłem go w 1989r. (miałem wtedy 10 lat :) ) przez szybę w kiosku, męczyłem rodziców przez kilka dni żeby mi go kupili a wiadomo jakie to wtedy czasy były ;) Czytałem go wtedy z zapartym tchem a po skończeniu było jedno wielkie wwwoooowww!!!! Później czytałem go z setki razy i za każdym razem miałem niesamowitą frajdę z lektury. Jeśli jeszcze mogę jakiś inny wyróżnić to będzie to na pewno THORGAL - Łucznicy i oczywiście SZNINKIEL :)