Forum KOMIKSpec.pl
Komiksy => Dział ogólny => Wątek zaczęty przez: wujekmaciej w Śr, 26 Sierpień 2020, 10:13:22
-
No właśnie. Który z ramotkowych frankofonów (tak do połowy lat 80.) reprezentuje najwyższy poziom wg Was ? Mi np bardzo dobrze wchodzi Corto, ale od takiego Blueberry'ego sie odbiłem...
-
Mi z tego okresu najlepiej wchodziły właśnie Blueberry i Corto :) A poza nimi, na pewno Comanche, Jeremiah...
A czytałeś tylko pierwsze przygody Blueberry'ego? Bo początek to jednak początek, autorzy na dobre rozkręcają się następnych tomach, to co Egmont wydał jako pierwszy integral, a już szczególnie to co wydał jako drugi, ta dluga historia wojny z Indianami - miodzio!
-
Czytałem tylko początek. Nie chodzi mi o to, że Blueberry jest nieciekawy, ale że sposób prowadzenia narracji jest strasznie archaiczny i łopatologiczny. Reasumując, chodzi mi bardziej o płynność narracji niż o gatunek.
-
No właśnie. Który z ramotkowych frankofonów (tak do połowy lat 80.) reprezentuje najwyższy poziom wg Was ? Mi np bardzo dobrze wchodzi Corto, ale od takiego Blueberry'ego sie odbiłem...
Mi z tego okresu najlepiej wchodziły właśnie Blueberry i Corto :) A poza nimi, na pewno Comanche, Jeremiah...
A czytałeś tylko pierwsze przygody Blueberry'ego? Bo początek to jednak początek, autorzy na dobre rozkręcają się następnych tomach, to co Egmont wydał jako pierwszy integral, a już szczególnie to co wydał jako drugi, ta dluga historia wojny z Indianami - miodzio!
pierwsze albumy Blueberry (u nas Podsiedlik lub Egmont tom 0) to połowa lat '60 - to jest właśnie ramotowość (ale fajna, da się łyknąć ze smakiem bez popity), pierwsi Indianie - to początek lat '70, klasyka!. WujoMaciek pisał o połowie '80. to będzie drugi cykl indiański. też oczywiście pierwsza klasa. później mamy przerwę (wchodzi Marshall) i na koniec Mister z lat '90. (jest jeszcze pomiędzy tym wyjątkowo słaby album Arizona Love, ale wyjątek potwierdza regułę przeca)
Jeśli wchodzi Ci Corto, a Blueberry nie, to panie jesteś bez wątpienia wyjątkiem i opinia ogółu niewiele tu pomoże. Corto to trochę inna "przygoda", nie polecał bym go w ciemno komuś, kto po omacku szuka francuskiej przygodówki z lat '80. ale jak widać, bym się mylił.....
-
Czytałem tylko początek. Nie chodzi mi o to, że Blueberry jest nieciekawy, ale że sposób prowadzenia narracji jest strasznie archaiczny i łopatologiczny. Reasumując, chodzi mi bardziej o płynność narracji niż o gatunek.
początek tzn. co? Fort Navajo czy początek od Egmontu? bo jeśli Fort Navajo to po części masz rację, daruj sobie na razie i weź którykolwiek inny tom niż egmontowy tom 0 (najlepiej 1, 2 lub 3)
-
Serio, powinieneś dać szansę dalszym tomom. Ja przy pierwszym kontakcie z serią, jeszcze jak Podsiedlik ją wydawał, też odbiłem się od Blueberry'ego, dziwiłem się, że budzi takie zachwyty. Wsiąkłem dopiero po latach, jak Egmont wydawał późniejsze historie.
WujoMaciek pisał o połowie '80.
Do ;)
(tak do połowy lat 80.)
-
Czytałem pierwsze 8 części Blueberry'ego, żeby rozwiać wątpliwości :)
-
Czytałem pierwsze 8 części Blueberry'ego, żeby rozwiać wątpliwości :)
czyli po egmontowemu tomy 0 i 1. Możesz jeszcze spróbować np. integral 3 (główna postać zdecydowanie zmienia się na korzyść "dzisiejszych standardów").
jednak wydaje mi się, że Tobie rzeczywiście nie tyle idzie o protagonistę, a bardziej o narrację. wobec tego możesz jeszcze zaryzykować z albumami, do których scenariusz pisał Giraud (int. 7-8 oraz Marshall). Cóż począć, Charlier to nie Pratt, ale przy Pratcie nijak nie można powiedzieć, że "ramota", więc przysłowiowa prawda, jak zwykle, zakopana gdzieś pośrodku (pewnie w nieoznakowanym grobie, tuż obok grobu Stantona)
-
No właśnie. Który z ramotkowych frankofonów (tak do połowy lat 80.) reprezentuje najwyższy poziom wg Was ? Mi np bardzo dobrze wchodzi Corto, ale od takiego Blueberry'ego sie odbiłem...
Za pierwszym razem tez się odbiłem. Ale później... jak dla mnie jeden z najlepszych komiksów ever.
-
Moim zdaniem najmniej zestarzały się komiksy humorystyczne: Asteriksy, Sprycjany, Iznogudy, Smerfy czy Lucky Luke'i. Natomiast wśród realistycznych łatwiej jest wskazać te, które nie zestarzały się graficznie.
-
"Arzak" Moeba, "Vuzz" Druilleta, "Księga Omów" Cazy, "Ici meme" Tardiego.
Włochów nie podaję, bo pytanie było o frankofony :(
-
Jeśli liczymy do połowy lat 80-tych to najmniej zestarzało się dziewięć pierwszych tomów Thorgala (Łucznicy - 1985) :).
A poważnie to chyba Blueberry, jest oprócz niego parę tytułów, które trzymają formę (np. Bernard Prince, Bruce J. Hawker) jednak Blueberry chyba na czele.
-
"Ludzkie lucki" sporo się zestarzały, fakt ;) Ale Asteriksy nadal łykam. Tintiny też. Clifton ma fajne momenty i nudne. A Corto jest nierówny i niespecjalnie mi wchodzi po latach. Nie mówiąc o Titeufie czy Cedricu z Pelissą na czele... które po kilku fajnych akcjach szybko mnie nudzą.
-
Pierwszy 5-tomowy cykl Pasażerów wiatru. 1980 - 1984.
Jeśli chodzi o jeszcze starsze komiksy, które mocno zestarzały się w kategorii narracja (długie książkowe opisy itd.) to najlepszych jest Blueberry. Bo niby się zestarzał, ale jest w tym co robi tak kosmicznie dobry, że to nawet jego zaleta, bo wyróżnia się wśród innych arcydzieł rynku frankofońskiego. Niektóre komiksy są naiwne i przynudzają w tych długich opisach, a Blueberry jest napisany jak cholernie dobra książka. Drugim przykładem jest Valerian. Niby się zestarzał, ale poziom opowiadania jest tak wysoki, że to nie ma żadnego znaczenia. Po prostu w Blueberrym i Valerianie te opisy w ramkach są 10 na 10.
Jeszcze jest Corto Maltese czyli inny poziom doświadczenia. Nie ma żadnego znaczenia kiedy powstał. Nie ma drugiego komiksu z tym klimatem. On się nie zestarzeje, bo nie ma naśladowców, którzy mogliby ten sposób opowiadania unowocześnić. Corto po prostu jest wyjątkowy.
-
"Wieże Bois-Maury" Hermanna (1984-94), "W poszukiwaniu Piotrusia Pana" Coseya (1983-84), "Trylogia Nikopola" Bilala (1980-92), "Adele Blanc-Sec" Tardiego (1976-2007).
Nawet zdziwiłem się sprawdzając, że pierwsze tomy "Adele Blanc-Sec" i "Trylogii Nikopola" powstały tak dawno.
-
Yans/Rork/Pelissa/ThorgalVasco/Asterix
Yans - czytałem całość, ale podchodzą jedynie tomy 1-4 z lat 80-tych - stare klimatyczne sf z względnie spójna fabułą;
Rork - interesująca seria, ale najchętniej wracam do dwóch pierwszych tomów serii, które trzymają w niepewności i zaciekawieniu, dalej niestety gorzej i co u Andreasa częste nieciekawe,rozmyte , względnie puste zakończenie;
Pelissa - starszy cykl poszukiwań Ptaka Czasu zdecydowanie ciekawszy niż prequel, chociaż i ten wytrzymuje w porównaniu z takim Lanfeustem, który owszem fajny, ale historie zdają się być wtórne;
Thorgal - Thorgale 3-16 pożeram ze smakiem, a są to tomy oryginalnie wydawane w latach 1981-1990- cóż dodać?
Vasco - miłość od pierwszego spojrzenia i pierwszy tom z Pegassusa kupiony w kiosku niedaleko dworca PKS Mińsk Mazowiecki, biorąc pod uwagę warstwę wizualną i w miarę wiarygodny rys historyczny przedstawionych zdarzeń jest to niedościgniony, jak dotąd, wzór komiksu historycznego wydanego w Polsce (chociaż wiadomo Murena i Alix ;D ;D);
Asterix - z klasycznych serii humorystycznych starsze historie najlepiej trzymają fason(w tym przypadku najchętniej wracam do przygód z lat 60tych )
Są jeszcze Lucky Luke, Jeremiah, Bilale,... - ale do tych tytułów wracam już nie tak często.
Ciekawe jest to, że z rachunku sumienia wynika iż najbardziej lubię frankofony wydawane oryginalnie w latach 80tych.
-
We frankofonach nie ma czegoś takiego, jak ramotki.
-
We frankofonach nie ma czegoś takiego, jak ramotki.
Są, 1 tom Boba Morane :-\
-
Komiksy "eksperymentalne" jak te Moebiusa, Druilleta, Cazy czy Bilala znam od kilkunastu, jeśli nie kilkudzięcięciu lat i sobie chwalę. Bardziej chodziło mi o mainstream, a z tego co piszecie to chyba oprócz Corto jednak Blueberry najlepszy. Pomijam rzeczy nieobecne na polskim rynku, typu Adele i Ici Meme...
-
Z tych najlepszych, to jeszcze Pasażerowie wiatru i Wieże Bois-Maury! O Pasażerach zapomniałem, na szczęście Death przypomniał, a Wieże pomyliło mi się, że wystartowały w drugiej połowie lat 80-ych.
-
I Piotruś Pan.
-
Tak, tylko ta dyskusja zaczęła się od tego posta:
No właśnie. Który z ramotkowych frankofonów (tak do połowy lat 80.) reprezentuje najwyższy poziom wg Was ? Mi np bardzo dobrze wchodzi Corto, ale od takiego Blueberry'ego sie odbiłem...
Pierwotnie chodziło o starsze frankofony do połowy lat 80-ych. Rozmowa została wydzielona do osobnego wątku, a wątkowi nadano tytuł "Najlepsze frankofony".
-
Czytałem Pasażerów, Towarzyszy, Piotrusie oba, Wieże i Rorka też :) Na przyszłość muszę się precyzyjniej wyrażać.
-
Valerian jest ciekawym komiksem, godnym polecenia, choć wyczuwalna jest w pierwszych albumach ta "ramotkowatość", to gładko się to czyta. Fajna rzecz, obserwacja zmiany stylu rysownika.
-
Tak, tytuł wątku jest mylący, bo specjalnie patrzyłem w jakich latach były wydawane Bois-Maury i tylko kilka pierwszych się załapuje do połowy lat 80. Normalnie to właśnie bym wskazał też Wieże Bois-Maury jako totalny top obok Bourgeona, Corto i Blueberry'ego. I jeszcze genialne W Poszukiwaniu Piotrusia Pana. I oczywiście jest też Thorgal. Ale tak jak pisałem najładniej z tych naprawdę starych zestarzał się Blueberry, bo napisany tak jak kiedyś robiło się komiksy, ale jest na takim poziomie, że rządzi.