Ciężko jest oceniać jakiekolwiek dzieło (dzielo jako czyjś wytwór) które powstało kilka lat, dekad, czy też stuleci temu z perspektywy "typowo tu i teraz". Inne czasy, inna wrażliwość, inne podejście. Albo coś na wskroś wtedy nowoczesnego, dzisiaj wydaje się nam wtórne. Osobiście uważam, że pewne rzeczy należy odbierać mając na względzie czasy, w których powstały. I tutaj niezbędne jest większe obycie w temacie, w historii itd.
Można również niektóre dzieła czytać niezależnie od tego wszystkiego, bronią się nadal, są aktualne pomimo upływu lat itd.
A niektóre będziemy odbierać jako bełkot. Pozostaje otwarte pytanie czy czasem nie dorośliśmy do tej pozycji, czy jednak nie jestem jej adresatem.
Sam niektóre niestrawne dla mnie kiedyś pozycje dzisiaj czytam z wypiekami na twarzy. Musiałem zdobyć większą wiedzę, doświadczenie życiowe, oczytać się, by dostrzec to coś. A czasem z niektórych wyrosłem i stały się infantylne, ale i tak z chęcią do nich wracam. A bełkot zawsze jakiś też znajdę.
W każdym bądź razie mając ponad 40 na karku wiem jedno: jeśli coś jest bardzo chwalone i mi "nie weszło", to czytam dlaczego tak się zachwycają. Może czegoś nie zrozumiałem, przegapiłem, może miałem zły dzień na tą pozycję. Zastanawiam się, ewentualnie daję drugą szansę.
Z przykładów na szybko, to Kasta Metabaronów gdy wychodziła wydawana przez E, to wogóle mnie nie wciągnęła. Gimenez owszem, ale scenariusz to był bełkot. Po czasie jednak znów sięgnąłem i WOW. Jakie to dobre. Epicka epickość.
Lucyfer. Czułem, że jest fajne, ale jakoś ciężko mi szło i chyba około 4 tomu odpuściłem. Teraz to jedna z lepszych moich serii.
A dzieł Ojca Rene to za ch..a nie czaje. Bełkot dla perwerów.