Forum KOMIKSpec.pl
Komiksy => Dział ogólny => Wątek zaczęty przez: Martin Eden w Pt, 28 Luty 2020, 15:58:47
-
Dyskusja w innym wątku skłoniła mnie do zastanowienia się nad skutecznością naszego wpływu na czytanie komiksów przez innych.
Jestem ciekaw, czy komuś z Was udało się kiedyś skutecznie przekonać inną osobę do wejścia w regularne czytanie komiksów - a jeśli tak, to jaką metodą i czy na stałe.
Kto może oddolnie poszerzać grupę czytających komiksy, jeśli nie czytający i nie wydawcy?
Ja jestem raczej słabym ambasadorem: mam na tym polu same porażki. Kumpel był kiedyś pod wrażeniem Wiecznej Wojny, o której mu nagadałem. Był pod wrażeniem, a i tak nie wszedł w komiksy. Inny kolega usłyszał ostatnio jakiś podcast o śmierci Polcha i jego twórczości: kupił sobie integral Funky Kovala. Dopytuję regularnie - komiks leży i czeka na przeczytanie...
Mam za to masę przykładów osób, które przestały czytać i teraz na moją pasję patrzą z litościwym kiwaniem głową.
Ludzie tu na forum często piszą: "Żona mnie zabije, ale kupię". Jeśli nie potrafimy przekonać do pasji tych, z którymi jeteśmy na codzień, to jaka jest jej przyszłość? Czy Wasze dzieci czytają regularnie?
Jako kontrprzykład podam książki Mroza czy ogólnie krzyminałów: przekonanie jednej koleżanki z pracy przez drugą to kwestia jednej rozmowy...
Udało Wam się kiedyś kogoś zwerbować do grona czytających? Do takiego stopnia, że co miesiąc wydaje na to jakąś kwotę?
-
Osobiście nikogo. Może mój blog kogoś przekonał, ale dowodów nie mam.
-
W szkole dwóch czytało Semiki, ale nie wiem czy za moją sprawą, czy sami na to wpadli. W piątej klasie przenieśli się do innej szkoły i kontakt się urwał. Koło 8-klasy komiksy były w moim środowisku postrzegane jako głupoty dla dzieci, a jak ktoś nawet czytał to na zasadzie że miał na półce jakieś Tytusy, Kokosze czy Thorgale, które mu zostały z dziecięcych lat. Sam wtedy przestałem czytać i znalazłem sobie inne zainteresowania, a potem pozbyłem się sporej części kolekcji.
Na studiach ktoś tam czytał, ale nie miałem z tym wspólnego nic poza tym, że opchnąłem mu część semików i Thorgale, a obecnie nie znam nikogo, o kim bym wiedział, że czyta komiksy.
Podsuwam coś czasem córce (lat 9) ale na razie się nie wciągnęła (chyba niczego nie doczytała do końca, z książkami nie ma takich problemów). Żonie kiedyś podsunąłem Thorgala, przebrnęła w wielkich bólach i nigdy więcej nie chciała tknąc żadnego komiksu.
-
Dwoje znajomych grzebało parę lat temu u mnie na regale i weszli we frankofony ;) Poza tym dwóch kolegów z pracy wróciło do staroci - sentymentalne zgredy. W rodzinie zdarza się kuzyn czy ciotka, co pożyczą a nawet coś kupią (ale u mnie dalsza i bliższa rodzina od zawsze czyta komiksy). Co jakiś czas mam różne prelekcje i konkursy (biorę od koleżanek kupki komiksów i pokazuję) i akurat dzieciaki w wieku 9-13,14 lat czytują komiksy. Ciekawe, że to działa w dwie strony. Dzieciak inspiruje rodzica i rodzic inspiruje dziecko. Wśród licealistów to rzadkie hobby i praktycznie same trykoty... No i ciągle molestuję żeby kupować nowe komiksy w bibliotekach (nie tylko swojej). Co z tego ostatecznie wyjdzie okaże się wkrótce albo za parę lat. Mam chyba szczęście, że moja przyjaciółka neutralnie podchodzi do komiksów - nie wyśmiewa, nie każe przestać i nie wrzuca umoralniających gadek o wydorośleniu (i tak bym jej nie posłuchał). Nawet czasem podkrada kaczki 8)
Pamiętam, że w podstawówce (jestem rocznik '81) ze trzy osoby czytywały komiksy (semiki). W liceum nikt. A na studiach ze ćwierć roku - historia. Komiksy wśród polonistów NADAL są postrzegane jako infantylizm albo źródło całego zła. Jest to zabawne bo sami prawie w ogóle nie czytają, nie mówiąc o wartościowej literaturze. Wśród młodszej kadry zdarzają się wyjątki. I to jest powód, że od czasu do czasu popełniam jakiś krótki tekst do czasopism branżowych, żeby "oswajać" ich z komiksem. Napisałbym, że głównym powodem niechęci bibliotekarzy do komiksów jest sposób opracowania ale... nie będzie to do końca prawdziwe. Sporo dorosłych nie miało kontaktu z komiksem (50+) i ma problemy z łączeniem narracji - wiem, bo testowałem na paru osobach.
-
Pamiętam, że w podstawówce (jestem rocznik '81) ze trzy osoby czytywały komiksy (semiki). W liceum nikt.
O, brzmi znajomo (ten sam rocznik).
-
Jakieś 10 lat temu sprezentowałem bratu "Berlin 1" Lutesa, "Berlin" Marvano i "Pamiętam, jak..." Flixa z okazji, że na kilka miesięcy wyjeżdżał do Berlina. Podobno wszyscy odwiedzający go znajomi z Polski czytali te komiksy. Nie wiem czy ktoś z tych znajomych dzięki temu sięgnął po inne komiksy, ale to i tak moje największe osiągnięcie jeżeli chodzi o popularyzację komiksów.
-
Zdaje się, że zachęciłem koleżankę blogerkę (nie wiem czy to się liczy, bo nie znamy się z reala).
I przez jakiś czas czytało komiksy ośmioletnie dziecko znajomych. Ale jak byłem ostatnio, na pytanie: "A jakie masz nowe komiksy?", gówniak mi odpowiedział: "Wujek, ale ja już wyrosłem z czytania komiksów" (przy czym spojrzał na mnie jakoś tak z politowaniem).
-
Moja koleżanka z fabryki czyta Sandmana.
Ale już chyba trzeci rok jej schodzi - jest na 8 czy 9 tomie.
Kumpel ostatnio odkurzył jakieś polskie komiksy - Ekspedycje, Domana itd.
Kiepski wynik z mojej strony.
-
No to generalnie kiepa. Ale podobno turucorp ma duże sukcesy.
Wiesz, w moim dziale i na mojej brygadzie słuchamy prawie wszystkiego, od hip hopu, przez grunge, Tool, RATM aż po Sinatrę.
I z komiksami podobnie, jedni kolekcjonują Żbika, inni Thorgala, komiksy SW, trykociarzy, niektórym wchodzi Prosiak, innym Barras. Jeśli mam do czynienia z prawakiem to wrzucam mu IPNy albo Kijuca (zależy kto co lubi), jeśli ktoś lubi odjazdy (są i tacy) to bywa, że polecam Berliaca czy Hanselmanna.
-
Bez szans, w moim otoczeniu pokutuje opinia komiksu jako medium dla dzieci (pokolenie z okolic 90'). Ot taki paradoks Kaczora Donalda który z jednej strony napędził czytelników, a z drugiej utrwalił infantylny wizerunek tego rodzaju sztuki. To oczywiście tylko i wyłącznie moje środowisko, nie przekładam tego na większą skalę, ale jestem ciekaw czy ktoś spotkał się z podobnym zjawiskiem.
Ale żeby nie było - jeden znajomy, zaczytujący się za gówniarza w TM-Semicach łyknął ode mnie parę serii i docenił ;).
-
Nie wiem czy kogoś namówiłem, ale pewnie tak. :) Ale głośno mówię, że czytam komiksy (czasami mówię powieści graficzne, gdy chcę wzbudzić większe zainteresowanie) ;D Zdarza się także, że głośno dziwię się, że ktoś nie czyta komiksów. ;)
Co do propagowania sztuki komiksowej, to ja bym to widział tak:
początek już jest, mianowicie komiks jako lektura obowiązkowa
SP - klasa 4 - "Kajko i Kokosz. Szkoła latania" - to już jest dobrze, dzieci wiedzą, że komiks istnieje i jeszcze muszą go zdobyć i przeczytać. A później o tym rozmawiają, omawiają, piszą zadanie domowe, czyli oswajają się z nim. I to w zupełności wystarczy.
Niech ktoś mądry pociągnie to dalej (nawet raz na dwa lata), czyli w 6 klasie i 8 podstawówki oraz 2 i 4 liceum, technikum, komiks jako lektura obowiązkowa i gra gitara.
To pozwoliłoby na dostępność komiksu pod ręką dla każdego ucznia. Każdy z tych komiksów, byłby pożądany przez biblioteki, uczniów i rodziców uczniów przez dłuższy czas wydawnictwa miałyby stały zysk.
Kultura komiksowa miałaby wtedy szansę zaistnieć w naszym kraju na stałe. Nie byłaby obca i ludzie potrafiliby czytać komiksy.
-
Osobiście nikogo. Może mój blog kogoś przekonał, ale dowodów nie mam.
Twoja nędzna grafomania parobka co najwyżej mnie zniechęciła do polskich klasyków, więc tutaj bym nie szukał inspiracji.
-
Z dorosłych nigdy i nikogo nie zaraziłem pasją do komiksu.
Dziewczyna z ciekawości i uprzejmości pożyczyła kiedyś Weź się w garść - taka kobieca obyczajówka o dorastaniu w latach 90'tych - wydawało się że może zainteresować. Ale gdzie tam, nie doczytała do końca nawet... Odpuściłem.
Próbuję podsuwać siostrzeńcom komiksy dla dzieci, czytywaliśmy nowe wydanie Hugo (aż kartki się rwały a mnie łzy cisnęły się do oczu), ale wiem że z telefonem i bajkami w TV "sekwencyjne obrazki" nie mają szans..
-
Twoja nędzna grafomania parobka co najwyżej mnie zniechęciła do polskich klasyków, więc tutaj bym nie szukał inspiracji.
Oj, Johnny. Trochę to infantylne, że aż tak długo nosisz urazę. Bądź ponad to :)
-
Moje osobiste starania to również pasmo porażek, największym sukcesem jest moja matka która przeczytała dwa komiksy bechdel, ale jak dałem jej sandmana i cryminal to się odbiła i dalej nie próbowała. Z kręgu znajomych sukcesem jest jak ktoś przeczyta co mu pożyczyłem, zazwyczaj komiks leży u nich na półce przez rok aż sobie przypomnę żeby poprosić o jego zwrot. Z drugiej strony trochę to rozumiem, sam jestem bardzo oporny np przed oglądaniem polecanych mi filmów, mam ochotę oglądać zazwyczaj tylko to co sam sobie znajdę.
-
Ja tam nie czuję takiej potrzeby, żeby przekonywać kogoś do swoich zainteresowań.
-
No to generalnie kiepa. Ale podobno turucorp ma duże sukcesy.
Wiesz, właśnie wyszedłem z wernisażu, na którym +/- połowa ludzi pierwszy raz widziała moje komiksy, nie wiem czy to "duży sukces", ale to trzecia impreza tego typu w tym miesiącu, dzięki której mogę powiedzieć, że jakoś powoli się z tym komiksem przebijamy.
Niemniej nadal poważnie rozważam zalanie się w betonowej trumience, zgodnie z sugestią.
-
Jaką i czyją sugestią?
-
W ogóle nie gram w gry komputerowe, nie interesują mnie one, rozumiem więc, że są ludzie, którzy nie czytają komiksów.
Jako fan komiksów oczywiście chciałbym aby rynek kwitł i się rozrastał. Jak tego dokonać? Osobiście nikogo do komiksu nie przekonałem, ale też nie bardzo próbowałem, bo raczej nie widziałem szans.
Zastanawiam się na ile skuteczna byłaby narracja promująca komiks jako przejaw europejskości, nowoczesności, otwartości itp.
Tzn (wg. tej narracji) ludzie, którzy nie czytają komiksów są efektem zapóźnienia cywilizacyjnego Polski w wyniku komunizmu, a zatem aby nie być zapóźnionym trzeba otworzyć się na to wspaniałe medium tak popularne na Zachodzie do którego dążymy.
No ale to chyba przekombinowane, w dodatku za późno, bo są przecież komputery, smartfony i inne rzeczy dzięki którym można poczuć się nowoczesnym.
Za to w rozmowie z przeciwnikiem komiksu może być to argument: "czytanie komiksów jest normalne, a nie czytanie ich to efekt zapóźnienia cywilizacyjnego w wyniku komunizmu."
-
Moje jedyne sukcesy na tym polu to prezenty w postaci komiksów, które się PODOBAŁY. I tu mogę wierzyć obdarowanym, bo w miarę z sensem mówili dlaczego i co było fajne. Przyznawali, że mieli zupełnie inne wyobrażenie o tym medium. Jeden typek kupił sobie na własną rękę komiks czy dwa. Ale żaden nowy fan się z tego nie wykluł.
-
W paru miejscach czytałem, że jeśli ktoś nie nauczył się komiksu w dzieciństwie, to potem już go nie przyswoi, po prostu nie nauczy się tego języka. Ja tak mam z mangą. Pierwszą mangę przeczytałem jako dorosły i nie przebiłem się. Niby to też komiks, więc widzę co jest na obrazkach, rozumiem dymki, ale nie skleja mi się to w całość i lektura nie jest płynna, nie sprawia mi przyjemności.
Być może wciskanie komiksu dorosłym, którzy w podstawówce nie "połknęli bakcyla", jest z góry skazane na niepowodzenie. Może słusznie robi Egmont, skupiając się na dzieciakach, bo z nich jeszcze da się wychować komiksiarzy, a dla 20/30-latków już już za późno.
-
Z przymrużeniem oka😉
Moja piękna połóweczka, po całym dniu skakania wokół domu ogniska i dziecka,
Nie czeka na niebieskie migdały, by nastał ranek biały,
Literaturę poważną chwyta przed snem, poznaje historię, przygody, filozofię, światów dzieje, lecz komiks dla niej nie istnieje...
Próbowałem wieloma razy, na dobre na cięgi i na delikatne razy🤗,
Na słów bez liku, na migiem, na długie, mądre frazy,
Po wodzie, w powietrzu, gdzie występują gazy,
W mocy swojej czułem, że wygram i dowiodę swych racji,
Że obraz jest pełen wrażeń i gracji,
Że opowieść o Thorgalu, co gwiazd los jego sięga, to życie i przypomina nam by się sprężać,
Ma kolor i żywot prawdziwy jednoczesny,
Że Giroud Moebiusem być może,
Jak i nie nim być w innym kolorze,
Że Gaiman bóstwami operuje,
Że Willingham baśniami nam opowieść snuje,
Jodorowski zawsze czymś zaczaruje,
A manga z Tezukim zaszokuje....
Jedyne co się nie zmienia: wciąż u niej to wszystko PROMUJĘ.....
I nie pojmuję, ja też literaturę szanuję, CZYTUJĘ.
PS
Tak sobie myślę, że moja przygoda z komiksem zaczęła się w pierwszej połowie lat 80, kiedy stał się on totalną odskocznuą od rzeczywistości, swego rodzaju bajką, kolorem dla dnia, marzeniem odległych światów... To ta subtelna. różnica. Dlaczego w obecnych CZASACH, ktoś kto ma cyber niemalże świat, miałby zainteresować się nieruchomym, płaskim (sic, nie napisałem tego), przekazem.
Walczymy dalej✌️
-
Pierwszą mangę przeczytałem jako dorosły i nie przebiłem się.
A ja owszem i uwielbiam mangę. Tyle w temacie tej teorii.
-
Podałeś mangę i siebie jako poniekąd poparcie tej teorii. Dałem Ci twardy dowód przeciwko. A kilka wpisów na forum to żadna wymierna próba badawcza.
PLUS, Umówmy się Kapral, inwestowanie czasu w jakąkolwiek dyskusje z Tobą jest niestety jego stratą, bo służy wyłącznie zaspokajaniu Twojej potrzeby atencji i poczucia, że masz rację. Silly and pointless.
-
Podałeś mangę i siebie jako poniekąd poparcie tej teorii. Dałem Ci twardy dowód przeciwko. A kilka wpisów na forum to żadna wymierna próba badawcza
Nie. Moje doświadczenie z mangą podałem jako ilustrację podobnego mechanizmu. Ale może masz rację, że opinie wszystkich innych użytkowników forum bledną w zderzeniu z twoimi deklaracjami :)
PLUS, Umówmy się Kapral, inwestowanie czasu w jakąkolwiek dyskusje z Tobą jest niestety jego stratą, bo służy wyłącznie zaspokajaniu Twojej potrzeby atencji i poczucia, że masz rację. Silly and pointless.
Jak wytrzeźwiejesz, pewnie będziesz chciał to skasować, więc pozwolę sobie zacytować :)
-
Mam dwie osoby, którym pożyczam regularnie komiksy. Lubią je, pytają co nowego w komiksowie, ale sami nie kupują wiedząc dobrze że misiokles i tak kupi.
-
W moim otoczeniu jedyna osoba która czyta komiksy to moja rodzicielka, ale to ona mi zaszczepiła bakcyla, z tym że teraz to ja kupuję, a ona czyta. A tak to nie ma opcji żeby kogoś zainteresować komiksami czasem ktoś pożyczy Thorgala, ale to jest w zasadzie wyjątek i na całkiem innych zasadach działający w naszym kraju.
-
teraz to ja kupuję, a ona czyta.
dobrze się ustawiła ( ͡° ͜ʖ ͡°)
-
Mam dwójkę dzieci w domu. 7 i 5 lat. Od dłuższego czasu czytam im komiksy. Wszyscy są zadowoleni. Do tego mam zawsze usprawiedliwienie jak kupuje cos typowo z kategorii dla dzieci. Do tego na wszystkie kinderbale na które jesteśmy proszeni obowiązkowy i jedyny prezent to komiks !!! Myśle ze kupiłem już ponad 20 egzemplarzy Ryjówki przeznaczenia i z 10szt Bajki Marcina Podolca i Malutkiego Liska. Gdyby tylko Hugo moznabylo kupić na części .... ale tutaj tez mam rozwiązanie. Zaopatruje się często w archiwalne wydania z Orbity i obdarowuje nimi dzieciaki które nas odwiedzają i maja ochotę poczytać komiksy.
Czym skorupka za młodu nasiąknie ....
-
Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, które działania przyniosą jakieś efekty. Często ludzi inspirują drobiazgi ;)
-
A ja owszem i uwielbiam mangę. Tyle w temacie tej teorii.
Akurat Kapral - wyjątkowo :D - ma rację. Kiedyś w Komiks Fantastyka był artykuł o roli półkul mózgowych w odbiorze komiksu. Podobno lewa odpowiada za czytanie, a prawa za oglądanie obrazków. Tylko u dzieci dochodzi do takiego „skorelowania”, że przy lekturze „ogarniają” jedno i drugie jednocześnie. Dorosły, który nie zapoznał się z tym gatunkiem sztuki w dzieciństwie, ma problem: najpierw tekst czy obrazki? Człowiek, który czytał komiksy w dzieciństwie tego problemu nie ma.
Oczywiście to nie znaczy, że dorosły nie nauczy się czytać komiksów, ale zawsze będzie je czytał inaczej, niż ten oswojony od dzieciaka.
Z mangą nie ma tego problemu, to też komiks. A że Kapralowi nie idzie... Nie podejmuję się analizy procesów zachodzących w kapralowej czaszce :D
-
Mam dwójkę dzieci w domu. 7 i 5 lat. Od dłuższego czasu czytam im komiksy. Wszyscy są zadowoleni. Do tego mam zawsze usprawiedliwienie jak kupuje cos typowo z kategorii dla dzieci. Do tego na wszystkie kinderbale na które jesteśmy proszeni obowiązkowy i jedyny prezent to komiks !!! Myśle ze kupiłem już ponad 20 egzemplarzy Ryjówki przeznaczenia i z 10szt Bajki Marcina Podolca i Malutkiego Liska....
Mam podobnie.
Wszystkie dzieciaki wokół dostają komiksy. Ryjówka, bajka, kaczki, itp. No i Miś Zbys. A Samojlik sprawdza się rewelacyjnie zawsze.
-
Z mangą nie ma tego problemu, to też komiks. A że Kapralowi nie idzie... Nie podejmuję się analizy procesów zachodzących w kapralowej czaszce :D
Kompletnie niepotrzebna złośliwość. Nadepnąłem ci kiedyś na odcisk? Pytam, bo nie pamiętam.
A co do mangi, to po pierwsze posługuje się ona obcą nam kulturowo ikonografią, której też trzeba się nauczyć. Jeśli ktoś w dzieciństwie nie oglądał japońskich dobranocek i nie przesiąkł tymi wszystkimi minami, pozami, łezkami, kreskami, tłami itp., to jest to dla niego nienaturalne. Niby wiem co te symbole oznaczają, ale to nie są elementy mojego języka.
Po drugie manga wkurza mnie zwolnionym tempem narracji. To co w komiksie rozgrywa się na jednej planszy, w mandze zajmuje cały tomik. Mimo wielu prób, nie potrafiłem się do tego tempa nagiąć. Za stary byłem. Dlatego uważam, że to jest jednak trochę inny język niż język komiksu zachodniego. Może to tylko dialekt, ale dla mnie zbyt ciężki w odbiorze.
-
Pierwszy japoński komiks nabyłem w wieku 23 lat - Detektyw Jeż. Potem Akira i już ściśle selekcjonowane tytuły.
Detektywa Jeża to do dziś żałuję.
Ale to są tytuły z mniejszym natężeniem tego, o czym mówi Kapral: mniej całotomowych pojedynków, błysków, śmigania, tej słynnej mangowej dynamiki itd. Tytułów tego typu nie czytam w zasadzie do dziś.
-
A co do mangi, to po pierwsze posługuje się ona obcą nam kulturowo ikonografią, której też trzeba się nauczyć. Jeśli ktoś w dzieciństwie nie oglądał japońskich dobranocek i nie przesiąkł tymi wszystkimi minami, pozami, łezkami, kreskami, tłami itp., to jest to dla niego nienaturalne. Niby wiem co te symbole oznaczają, ale to nie są elementy mojego języka.
Hmmm... Może musiałbyś sięgnąć po mangi mniej standardowe - ja z racji wieku nie oglądałem w dzieciństwie anime, a pierwszą mangę przeczytałem mając lat 45. I dziś do moich ulubionych komiksów zaliczam: dzieła Tsutomu Nihei (Blame!, Abara) i Tanabe Gou, Berserka, Sagę winlandzką...
Po drugie manga wkurza mnie zwolnionym tempem narracji. To co w komiksie rozgrywa się na jednej planszy, w mandze zajmuje cały tomik. Mimo wielu prób, nie potrafiłem się do tego tempa nagiąć. Za stary byłem.
To nie wiek, to pewnie przez ADHD :P Mnie bardzo odpowiada mangowe tempo, a przede wszystkim psychologiczne pogłębienie bohaterów. Nie jest to może Rów Mariański, ale fajnie wiedzieć dlaczego Thorfinn (Saga winlandzka) czy Guts (Berserk) są tacy, a nie inni - co ukształtowało ich charakter. Bez tego ich zachowanie byłoby dla nas niezrozumiałe, nielogiczne.
-
Bardzo możliwe, że są mangi zwykłe i niezwykłe, ale mnie już przeszło eksperymentowanie. Próbowałem wielu rzeczy i zawsze rzucałem w kąt na rzecz jakiegoś "normalnego" komiksu zachodniego. Do dziś w piwnicy mam całe pudło tej japońszczyzny: Akirę, X Clampa, Priesta (to koreańskie, ale blisko), Kawaii, jakieś głupoty o kotku itp. itd. Tak że ciekawość była, ale nie podeszło i tyle. A teraz to już i ciekawości nie ma :) Na szczęście jest tylu fanów mangi, że wydawcy doskonale sobie beze mnie poradzą :)
-
Teoria z zapoznaniem w dzieciństwie dla mnie jak najbardziej przekonująca. Czytałem w dzieciństwie i wróciłem po latach. Pożyczałem też wtedy swoje komiksy, więc jeśli kogoś nimi zaraziłem to tylko wtedy.
Nie czytywałem w dzieciństwie mangi i kaczorów i nie czytam do tej pory. Dział komiksów japońskich i wątek o kaczkach (w ogóle komiksu jako gatunku nie kojarzę z kaczkami) jako jedyne na forum zlewam całkowicie. Nie to, że nie miałem styczności - około 20-estki sięgnąłem po Akirę i GitS a kaczki walają się po kątach niemal u każdego. Natomiast nie wciągnąłem się w dzieciństwie i nie ciągnie mnie dzisiaj.
-
Nie znam się, ale się wypowiem ;D (jak to zwykle u nas w Polandii).
Sam jestem tym "zgredem" (i tutaj foch) jak padło tutaj - miałem w dzieciństwie/młodości kupkę (małą) komiksów. Niestety nigdy nie udało mi się przeczytać wszystkich części czegokolwiek ;).
I właśnie dlatego kilka lat temu padł pomysł, żeby odświeżyć i przeczytać wreszcie wszystkie Tytusy, Kokosze i resztę (zgred ;)) i tak już rozrosło się do 4 regałów ;-).
I przyznaję się każdemu, że czytam/zbieram komiksy, wywołuje to lekkie zdziwienie (teoria: komiksy są dla dzieci ;-)) ale bez złośliwych uwag (choć jestem święcie przekonany, że mam po prostu kulturalnych znajomych ;-). Ale też nikt nie stwierdzał, że może on/ona też może....
Myślę, że będzie dobrze jak chociaż nasze dzieci zarazimy naszymi pasjami (nie tylko komiksami ;-)) narażając się na nazwanie znowu "zgredem" ;-)... Mój starszy już czyta Tintiny, Asterixy, Lucki i Kaczogród, dokładając Antka i polskie historyczne :-), ale nie nazwałbym tego pasją choć cieszę się, że czyta...
I na koniec mała dygresja, patrząc na nakłady komiksów i ile czasu po premierze można je kupić(czasami jest nawet kilka lat po premierze) , to śpieszmy się "tworzyć" nowych komiksiarzy bo nas tak mało....
-
Wygląda więc na to, że teoria "Komiksy są dla dzieci" jest kompatybilna z teorią "Czytanie komiksu jest jak język obcy, którego trzeba się nauczyć", bo dzieci - jak powszechnie wiadomo - uczą się języka najlepiej, podświadomie i bardzo szybko. Widzę to po swojej pięciolatce, która zasób słownictwa ma niesamowity i po przyjacielu z Włoch, który po 6 latach w Polsce klei zdania na poziomie "Ja nie lubi dopełniacz"
-
Bo ogólnie to jesteśmy przyzwyczajeni do trwania przy własnych gustach i trudno przychodzi nam "bycie zarażanym" cudzymi zajwkami :)
Jak patrzę po sobie to np. czy to w gustach muzycznych - kumple w szkole słuchali cięższej muzy która mi nigdy nie podeszła; Czy to sportowych - w rodzinie sami fani sportu, a ja niezbyt; Czy politycznych - stada lemingów i ich medialne wycie jakoś nigdy nie przekonało mnie do ich racji, itd it; Podobnie gusta czytelnicze - każdy dobiera samodzielnie, możliwość wpływania jast tutaj mocno ograniczona o ile ktoś sam nie wykaże zainteresowania. A takie ambasadorowanie na siłę może przynieśc skutek odrotny do zamierzonego.
Bynajmniej nie neguję zasadności samego pomysłu, ale najpierw zastanowiłbym się czy społeczność komiksowa jest w stanie wewnętrznie robić takie akcje - np. zachęcić do sięgnięcia po dany gatunek, czy typ komiksu. Np. polski komiks, jak skłonić do niego kogoś kto tylko amerykańskie czytuje? Czyli najpierw spróbować nauczyć się ewangelizować we własnym gronie, zanim wyjdzie się z taką misją na zewnatrz.. ?
-
Czyli najpierw spróbować nauczyć się ewangelizować we własnym gronie, zanim wyjdzie się z taką misją na zewnatrz.. ?
Ewangelizować! Cudowne. Tego słowa mi brakowało.
Załóżmy jakieś fikuśne wdzianka i idźmy ewangelizować niewiernych. Może nawrócimy ich na komiks!
(https://www.nacjonalista.pl/wp-content/uploads/2012/05/306271_309414265801088_100001975500377_724871_1273855396_n.jpg)
-
Bynajmniej nie neguję zasadności samego pomysłu, ale najpierw zastanowiłbym się czy społeczność komiksowa jest w stanie wewnętrznie robić takie akcje - np. zachęcić do sięgnięcia po dany gatunek, czy typ komiksu. Np. polski komiks, jak skłonić do niego kogoś kto tylko amerykańskie czytuje? Czyli najpierw spróbować nauczyć się ewangelizować we własnym gronie, zanim wyjdzie się z taką misją na zewnatrz.. ?
Nie wypada cytować siebie, ale dopowiadając wcześniejszą myśl - influencerzy, to mógłby byc sposób na dotarcie i szersze wypromowanie medium . Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić/znaleźć...
@kapral
wybacz, zapomniałem że nie wyszycy musza kojarzyć określenie scrum /agile evangelist, całkiem nautralne i absolutnie niereligijne :) popularne ale raczej w wybranych branżach, wiec twoje proste, szczere skojarzenie jak najbardziej usprawiedliwione, mimo że chybione.
-
Co ty teraz wymyślasz? Fakt, że w twojej branży ktoś używa słowa "ewangelizacja" w celach merkantylnych, wcale nie oznacza, że nagle straciło ono swój właściwy, religijny kontekst.
-
Nadal się dziwisz, że Twoje posty lądują w koszu?
-
Jedyne sukcesy - jeśli można to nazwać sukcesem - to podrzucanie jakichś rzeczy synowi (T. Baranowski, Lucky Luke, Kajko i Kokosz). Jedne mu się podobały, inne nie. Nie miałem nigdy jakiegoś parcia, żeby być popularyzatorem komiksu. Jeżeli pojawia się jakaś dyskusja, to się odezwę i ewentualnie coś polecę.
-
Nadal się dziwisz, że Twoje posty lądują w koszu?
Widząc twoje posty, to trochę się dziwię.
-
Żonie kiedyś podsunąłem Thorgala, przebrnęła w wielkich bólach i nigdy więcej nie chciała tknąc żadnego komiksu.
Trzeba było jej podsunąć Persepolis albo Parentezę.
Dzieci nie mam więc edukować ich nie będę. W przypadku znajomych to obracam się w dużej mierze wśród braci komiksowo-growej. Tutaj edukacji nie potrzeba. Jeśli zaś chodzi o osoby postronne (np. z pracy) to zauważyłam, że im młodsi i głównie panowie tym bardziej pozytywna reakcja na moje hobby. Sami czasem coś przeczytają, ale to przede wszystkim pod wpływem filmów z uniwersum DC czy Marvela. Nie są to jednostki, które jakoś szczególnie chciałyby poszerzyć komiksową wiedzę. Sama bym im w tym nie pomogła, bo superbohaterszczyzna to zupełnie nie moje klimaty. Praktycznie zawsze spotykam się z negatywną reakcją ze strony kobiet-współpracownic, no bo jak to tak komiksiki czytać zamiast rodzinę zakładać. Bardzo stereotypowe i ograniczone myślenie. Nie walczę z tym, niech sobie myślą co chcą. Od wielu, wielu lat prowadzę stronę internetową i dzięki tej stronie udało mi się odbyć masę fantastycznych spotkań, zachęcić niektóre dziewczyny żeby zaczęły rysować, inne żeby nie chowały prac po szufladach, tylko wysyłały do zinów, kilka zaczęło recenzować. Także zadanie wykonane 8)
-
Kupuję komiksy swoim dzieciakom. Starsza córka uwielbia Smerfy oraz Hotel Dziwny. Młodsza - Misia Zbysia.
Żonie swego czasu podsunąłem Niebieskie Pigułki, Blankets oraz Persepolis. Podobało się jej, ale fanką medium, jako takiego, nie została.
Miałem też okres indoktrynowania kumpli i wszelakich znajomych, ale w którymś momencie przestało mi się chcieć tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem, więc odpuściłem...
-
Propagować może jakoś nadmiernie nie propaguję, ale kilka osób czyta to co ja kupuję.
Trójka znajomych (kobiety żeby nie było) przeczytało prawie całość Baśni. Siostrze podrzucam przeróżne pozycję czy to Wolverine, Batman, ostatnio Lester Cockney a na Sisters z kończywszy. Znajoma w robocie (2 lata do emerytury, więc swoje lata już ma) zaczęła kupować - i wręcz sama się dopytuje kiedy kolejny tom - Garfielda, plus Profesora Filutka całego też jej załatwiałem. Nawet kierowniczka trochę się wciągnęła i Christie komplet zakupiła i 4 dyptyki Holmsa.
Więc coś tam się udaję.
-
Ja na małą skalę ale zawsze coś:
małżonka moja najdroższa- Thorgal oraz Calvin i Hobbes
córeczce podrzuciłem kiedyś Polinę (sama jest baletnicą), Sisters, Studio Tańca. Ale kompletnie odbiła się od mojego pierwszego komiksu Przygody Jonki, Jonka i Kleksa.
Bratu na urodziny kupiłem Strażników Moore'a.
Ale ogólnie jest tak, jak ktoś to już wyżej zauważył: miłość do komiksów powstaje na dosyć wczesnym etapie dzieciństwa.
-
Podoba mi się ten wątek bo pokazuje, że nie tylko ja spotykam się z niezrozumieniem w domu.
Żona przymuszona do przeczytania czegokolwiek wybrała "Mausa". Córce studentce architektury podsunąłem "Eileen Gray. Dom pod słońcem" - od kilku miesięcy pytam czy już przeczytała - ponoć nie ma czasu :D .
Jedyny drobny sukces to syn - 7 latek. Uwielbia Calvina i Hobbesa (długo omawiamy niektóre historyjki) - wszystkie tomy są zaczytane i wymięte do bólu, pierwszy tom Gnata, oraz podszedł mu Krasnolud Nap (pewnie dlatego, że zaczął od 3 tomu a tam jest scena z biletami jak z Indiany Jonesa i strasznie mu się spodobało, że to rozpoznał).
Pomimo moich starań nie podoba mu się Yakari, Kajko i Kokosz, Lucky Luke.
Znajomi którym pokazuje, że komiks niekoniecznie musi być historyjką dla dzieci ze zrozumieniem kiwają głową ale jakoś nikt nie wyraża chęci żeby coś sobie wybrać i przeczytać.
-
Nie da się namówić do przeczytania komiksu kogoś kto nie czyta nic, a w tej wąskiej grupie ludzi czytających cokolwiek równie trudno przekonać do komiksu.
-
Ja kilkanaście lat temu przeprowadziłem eksperyment i podałem
pierwszy tom Borgii Jodorowskiego mojej mamie. Książki pożerała hurtem,
więc tliła się nadzieja, że może coś z tego będzie.
Powiedziała, że ledwo przemęczyła. Najpierw oglądała obrazek. Potem czytała dymek.
Potem dopasowywała dymek do postaci. Potem czytała następny. Przechodząc
do następnego kadru, często już nie pamiętała co było na poprzednim. Kojarzyła postacie,
ale co się działo w tle (głównie drobiazgi), jej umysł nie rejestrował. O treści, zero dyskusji,
bo przez brak techniki czytania, po prostu jej nie ogarniała. Klęska na całej linii ;D
Jedyny plus, zdziwiła się (przyjęła do wiadomości), że istnieją komiksy "nie dla dzieci".
-
Borgia zdecydowanie nie jest dla dzieci :)
-
Miałem ostatnio zajęcia z dość specyficzną szóstą klasą bo nawet znali Tytusa, czytują Smerfy, spodobała im się Szkoła latania i sięgnęli po inne Christy, nie mówiąc o podsuwanych im Marvelach. Ale właśnie, klasa była specyficzna bo: nauczycielka-miłośniczka komiksów a i rodzice też ciekawi ;) Trochę już przerobiłem tych nibywarsztatów i prelekcji i widać, że jednak Marvel z DC rządzą. Fajnie, że trafiali się świadomi polskich i w takich przyszłych fanów zawsze warto inwestować.
-
Nigdy nie miałem jakiegoś szczególnego parcia na przekonywanie do swojego hobby. Ot uznawałem, że taka moja fanaberia, na mniej popularną od gier rozrywkę. Nawet pojękiwania w okolicznym gronie na komiks jako taki, albo częściej zjawiska powiązane, wychodzące z komiksów jak seriale i filmy jakoś szczególnie nie aktywowały we mnie żarliwości do obrony. Na początku irytowało, potem uznałem, że typowe "ludzie gadają jak na tysiące innych tematów".
Jedyna osoba, którą rzeczywiście była przekonywana przeze mnie do obrazkowego medium to moja dziewczyna. Okoliczności same mnie zmuszały, bo zanim ona dowiedziała się o moim zamiłowaniu do "książeczek z obrazkami" ja wiedziałem już o jej niechęci.
Prawdę mówiąc od rozmów, że to hobby jak każde inne pomogło bardziej podrzucanie konkretnych pozycji. "Sandman", "Watchmen", "V jak Vendetta", "Zabójczy żart" wykonały za mnie całą robotę. Brzmi cholernie oklepanie, ale tak podrzucałem jej najbardziej klasyczne pozycje.
Wybranka nie stała się jakąś gorliwą czytelniczką komiksów, ale zmieniła dość mocno percepcje na całe medium. Czasem nawet spyta o tą i tamtą pozycję, co musiałby przeczytać, żeby zrozumieć kryzysy DC i Marvela, skomplementuje konkretnego rysownika- szczególnie lubi Alexa Rossa, albo kupi jakiś komiks na urodziny/ święta. Chętnie jej odpowiadam na pytania, ale prawdę mówiąc nie chcę jej w to wciągać jakoś szczególnie głęboko, ważne, jest dla mnie to, że nie będzie już podejrzanie patrzeć na regał z komiksami ;)
Myślę, że miałem o tyle łatwo, że pomimo niechęci do medium obrazkowego nie obce jej były nerdowskie ciągotki, dość mocno lubi star wars czy grę o tron.
Kontakt z komiksem też miała wcześniej przez czytanie star wars komiks, aczkolwiek miała dość dużą alergię na superhero i generalnie uważała komiks za jednak niepełnoprawne medium, a bardziej taką niedorobioną literaturę.