Prawda jest taka, że i tak już trochę sztucznie utrzymujemy jako czytelnicy ten rynek, bo kupujemy często więcej lub dużo więcej niż jesteśmy w stanie przerobić. Gdyby każdy kupował z głową (czyli nie ja), to nie byłoby tylu tytułów. Nagle się zrobiło tych wydawnictw i komiksów kosmicznie dużo. Ja na przykład prawie w ogóle nie kupuję superhero i mangi, a to pewnie dwa największe zbiory, a i tak nie potrafię przerobić tych, które bym chciał przeczytać. A jak ktoś sobie lubi zarzucić superbohaterami, a i tak kupuje KG, Timofa czy Mandiokę i jeszcze poprawić frankofonem od Kurca, czy od Lostów, to sobie nie wyobrażam.