No muszę powiedzieć, że srogo się Sabriną zawiodłem, zwłaszcza, że wiele rekomendacji obywatela Bendera wchodziła mi bardzo dobrze (Ogre Gods, Lupus, Marquis of Anaon), aczkolwiek nie przypominam sobie, żebym go za to obwiniał czy groził wjazdem na chatę

- w końcu chcącemu kupić nie dzieje się krzywda. Przy czym nie chodziło mi o rysunki, a totalnie nieangażującą, mało interesującą fabułę. Główny bohater snuje się i niewiele z tego wynika, a mnie kompletnie nie interesują jego losy. Najbardziej zdumiewają mnie peany dla tego komiksu pod kątem jakiegoś niesamowicie odkrywczego diagnozowania społeczeństwa. Choć diagnoza jest zasadniczo trafna - to nie wydaje mi się szczególnie odkrywcza, za to rozwleczona na zupełnie niepotrzebną ilość stron i głównie męcząca bułę. To jest oczywiście tylko MOJA OPINIA i nie jest dla nikogo wiążąca, ale czułem się umęczony pod
Poncjuszem Piłatem Nickiem Drnaso.