Moim zdaniem przesadą jest określanie "Zasady..." jako papki bez scenariusza. Tam aż się skrzy od motywów i wątków - odpowiedzialności, ambicji, przyjaźni (uczuć w ogóle). Rozumiem, że do kogoś może to być zbyt silnie zakodowane, albo że przekaz może być rozbieżny z jego fundamentalnymi wartościami, ale historia płynie własnym, naturalnym rytmem, zachowany jest ciąg przyczynowo-skutkowy.
Rysunki i wykreowany świat to tylko (aż!) wartość dodana do bardzo mądrej historii. Nie dominują a współtworzą.
Więc chyba jednak jest to dla bardziej wymagających.