Sceny zbrodni
Sceny zbrodni to pierwszy komiks, w którym Ed Brubaker i Sean Phillips nawiązali wsółpracę. W późniejszych latach ten duet dostarczył nam wiele kapitalnych pozycji (np. Zaćmienie czy Criminal). Co ciekawe Phillips tym razem był odpowiedzialny nie za rysunki, a za nakładaniu tuszu, zaś za warstwę graficzną odpowiadał Michael Lark.
Komiks to klasyczny kryminał noir. Główny bohater, prywatny detektyw, otrzymuje zlecenie odnalezienia siostry swojej klientki. Zadanie wydaje się proste i dość szybko odnajduje kobietę. Następnie prosi ją, by skontaktowała się z siostrą i zostawia ją w pozornie bezpiecznym hotelowym pokoju. Jednak już następnego dnia okazuje się, że kobieta została zamordowana. Detektyw, emocjonalnie zaangażowany w tę sprawę, postanawia rozwikłać zagadkę – kto zabił i dlaczego? W trakcie śledztwa odkrywa coraz więcej tajemnic z przeszłości zamordowanej kobiety oraz jej siostry i rodziny.
Historia wciąga od pierwszych stron – jak to zwykle bywa w dziełach Brubakera. Intryga jest zawiła i niegłupia, a zakończenie zaskakuje i nie sprawia wrażenia wymuszonego. Bohaterowie są pełnokrwiści, a ich przeszłość – pełna błędów i sekretów – sprawia, że wydają się bardziej ludzcy i wiarygodni. Nad całą historią unosi się widmo przeszłości, które nie pozwala nikomu uciec od swoich przewinień.
Pod względem graficznym Sceny zbrodni prezentują się solidnie. Przyznam, że tak przyzwyczaiłem się do rysunków Seana Phillipsa, że początkowo miałem pewien problem z pracami Larka. Po chwili się przyzwyczaiłem i doceniłem jego kreskę, która świetnie oddaje klimat noir. Michael Lark to przecież uznany artysta, którego prace np. w Daredevilu bardzo sobie cieniłem.
Podsumowując, Sceny zbrodni to dobry komiks, choć nie najlepszy w dorobku Brubakera. Umieściłbym go gdzieś w środku mojej listy ulubionych dzieł tego twórcy. Niemniej jednak lektura była satysfakcjonująca i zdecydowanie warta uwagi. Jeśli jesteście fanami Brubakera, ten tytuł na pewno przypadnie wam do gustu.
7,5/10
Pulp
„Pulp” autorstwa Eda Brubakera i Seana Phillipsa to opowieść o Maxie Winterze, człowieku, który swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą. Max utrzymuje się z pisania opowiadań o kowbojach dla magazynu, ale jego życie nie jest usłane różami. Kiedy oddaje swoją ostatnią historię, szef wręcza mu wynagrodzenie, jednocześnie informując o obniżeniu stawki. Wracając do domu, Max staje w obronie osoby napadniętej przez bandę rzezimieszków. Niestety, kończy się to dla niego fatalnie – zostaje dotkliwie pobity, traci ciężko zarobione pieniądze, a na domiar złego dostaje zawału serca. To wydarzenie staje się punktem zwrotnym w jego życiu. Poczucie przemijania, świadomość, że nie zostawi po sobie nic swojej żonie, a także nostalgia za dawnymi latami popychają go do desperackiej decyzji – planuje napad. Jednak w ostatniej chwili powstrzymuje go tajemniczy człowiek, który proponuje mu udział w napadzie, mogącym przynieść znacznie większe zyski.
„Pulp” to krótki, ale niezwykle intensywny komiks. Brubaker i Phillips zgrabnie łączą elementy westernu z refleksją nad starzeniem się, przemijaniem i próbą odnalezienia sensu w życiu. Szczególnie interesujący jest twist związany z przeszłością głównego bohatera, który dodaje historii głębi. Jedynym minusem jest długość – komiks pozostawia niedosyt, a ja z chęcią przeczytałbym prequel, który opowiedziałby o młodości Maxa. Brubaker i Phillips w klasycznym westernie? To mogłoby by się udać.
7/10
Dwanaście prac Asteriksa
„Dwanaście prac Asteriksa” to pozycja, która stanowi adaptację filmu o tym samym tytule. Zamiast tradycyjnej formy komiksowej, otrzymujemy opowiadanie wzbogacone o piękne, starannie wykonane ilustracje. Taka forma sprawia, że komiks doskonale nadaje się jako lektura na dobranoc dla dzieci.
Niemniej jednak, w mojej opinii, film „Dwanaście prac Asteriksa” wypada znacznie lepiej pod względem akcji i humoru. Dlatego, choć komiks może być interesującym uzupełnieniem dla fanów serii, zdecydowanie bardziej polecam obejrzenie filmu, który w pełni oddaje ducha przygód Asteriksa i Obeliksa.
6,5/10