Forum KOMIKSpec.pl
Komiksy => Dział ogólny => Wątek zaczęty przez: Tymon Nadany w Pt, 01 Marzec 2024, 16:21:30
-
Których komiksów nie daliście rady przeczytać do końca i z jakiego powodu? U mnie będzie to
Funky Koval Integral- z trudem przeczytałem pierwszy rozdział reszty nigdy nie skończyłem.
Wiele numerów X-Men tm semica- nigdy nie lubiłem drużynówek a tutaj w dodatku często było duży natłok postaci i jeszcze więcej bełkotu.
Avengers Ex post facto Mega Marvel- jak wyżej.
World of Warcraft tom 1 Egmontu z 2012- wygrałem wtedy w jakimś konkursie ale przeczytać tego żadną silą nie mogłem, kreska i niezrozumiałe bełkotliwe dialogi odstraszyły mnie.
Star Wars Opowieści Jedi- Egmont z 2000 roku strasznie nudne i słabo narysowane.
Harley Quinn z kolekcji Eaglemoss- kreska i denny humor sprawiły że chyba nawet pierwszego zeszytu nie zakończyłem.
-
Żaden mnie nie pokonał, nie mam zwyczaju nie kończyć, ale w przypadku Przedwiecznych Kirbyego było blisko.
-
Czwarta Sila. Rysunki piękne, ale fabuła do kosza.
-
Czwarty tom Wolverine Aarona. Niewiarygodnie męczący komiks, w połowie dałem sobie spokój. Od tego komiksu zacząłem bardziej krytyczną selekcję komiksów SH
-
Jerz Jerzy integral. Pamiętam, że myślałem wtedy że czytanie etykiety szamponu byłoby lepszą rozrywką.
-
Komiks żaden mnie nie pokonał. Drugi tom Weathermana sprzedałem bez czytania.
Książki też czytam do końca. Inne pieśni Dukaja mnie zmęczyły kiedyś na tyle, że przerwałem po jakiś 80%. Ale po paru latach przeczytałem całość od początku do końca.
Książki i tak się czyta na raty, sporo komiksów też. Więc mówię sobie, że nie odpalę niczego nowego, póki nie skończę i tak to działa.
Za to zdarza mi się wyłączyć film w trakcie. A jak tak zrobię, to już do niego nie wracam. Ostatnio chyba pierwsza część Diuny mnie zanudziła.
Jako kibic nie wyłączam transmisji, która mnie interesuje. Nawet, jak wygląda, że już rozstrzygnięte. Nauczył mnie tego mecz Newcastle z Arsenalem sprzed iluś lat, gdzie do 60 minuty było 0:4. Podskórnie czułem, że coś się wydarzy. Skończyło się 4:4.
-
O Panie, sporo tego było. Ostatnio X-men i Ghost Rider od Muchy, a także drugie tomy Niewidzialnych Morrissona i Hellblazera Delano.
-
Jak cos nie podchodzi to i tak zazwyczaj zmuszam sie aby doczytac do konca, bo uwazam, ze aby cos ocenic, wypada zapoznac sie z caloscia dziela. Jednakze bylo pare takich tytulow, ktore tak zaszly mi za skore, ze wrecz zmusily do przerwania lektury. Praktycznie wszystkie poszly momentalnie na odstrzal. Chyba najwieksza wtopa byl zbiorczy Funky Koval - tytul mi znany, ale tylko z nazwy, bo za dzieciaka nasze drogi sie nigdy nie zeszly. To byla mordega i nie dalem nawet rady dokonczyc pierwszego rozdzialu. Wiem, ze to komiks dla wielu kultowy, ale ja przy nim odpadlem. Inna podobna wtopa sa dwa zbiory X-Men kupione dawno temu w oryginalach na fali nostalgii - X-Tinction Agenda i Bishop Crossing. Za dzieciaka bardzo je lubilem, ale fatalnie sie zestarzaly. Edgy Lee i Portacio obecnie bardziej smiesza niz zadziwiaja. A moze to ja uroslem i zabilem wewnetrznego 13 latka? (death_bird - pozdrawiam!) Kto wie? Anyway - zdecydowanie nie dla mnie. Zostawilem na polce tylko i wylacznie dla rysunkow. Oczywiscie takich przypadkow bylo tego wiecej, ale te przytoczone pamietam jako najwieksze czytelnicze tortury.
-
Ja poległem przy Dobrym Azjacie gdzie intryga kryminalana była mniej ważna od problemu rasizmu białych wobec azjatów i 100 nabojach Azarello, podczas lektury miałem wrażenie, że jakieś ważne szczególy mi umykają i na koniec już nie wiedziałem kto z kim i dla czego.
-
w ostatnich 2 latach usiadłem do jakiś 700 pozycji. Nie dałem rady skończyć 100 naboi (odpadłem po 2 tomie), nie skończyłem 1 tomu Na wschód od zachodu i odbiłem się w połowie od Elektry Assassin Sienkiewicza :)
-
No jak w połowie, tam od połowy to dopiero wiadomo o co chodzi jak się pierwszy raz to czyta. :)
-
Staram się zawsze doczytywać. Wyjątkiem było "Jesteś moją matką?". "Fun Home" przeczytałem z dużą satysfakcją. Przy tym drugim tytule się nie udało.
-
Kiedyś czytałem do końca, dziś czasem przerywam, szkoda mi czasu na coś, co mi nie podchodzi. Z tego, co pamiętam, to: Kroniki Francine R., Kosmiczne rupiecie, Liga Niezwykłych Dżentelmenów - Burza, Harley Quinn z Nowego DC (może doczytałem pierwszy tom, ale potem całość poleciała migusiem). Pewnie jest więcej takich komiksów, które doczytałem, a teraz żałuję, że zmarnowałem na to czas.
-
Niestety staram się czytać do końca nawet najgorsze chały. Mimo to kilka komiksów mnie pokonało. Większość już wyrzuciłem z umysłu, ale kilka tych co czytałem ostatnio jeszcze pamiętam.
Essential Ghost Rider - tak głupiej i powtarzalnej fabuły to ze świecą szukać.
Funky Koval - najgorsze sci-fi z jakim obcowałem.
Shade, Człowiek przemiany - zbyt bardzo przypomina komiksy Morrisona.
No i właśnie na koniec praktycznie wszystkie komiksy Morrisona. Łatwiej będzie mi napisać jakie jego komiksy udało mi się doczytać do końca. Będzie to tylko Misterium (bo krótkie) i New X-Men. A próbowałem prawie wszystkiego co ukazało się u nas.
-
Książki też czytam do końca. Inne pieśni Dukaja mnie zmęczyły kiedyś na tyle, że przerwałem po jakiś 80%. Ale po paru latach przeczytałem całość od początku do końca.
To ciekawe, ja w tę książkę wsiąkłem i nie mogłem się oderwać, uwielbiam.
Z zaskoczeniem odnotowuję wskazania na Funkyego Kovala, ja to czytałem razem ze Szninklem i Yansem za młodu i FK mnie fascynował. Powtórki jeszcze nie robiłem, ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie, żeby kogoś tak to znudziło.
Podobnie jak 100 naboi, której nie uważam za serię wybitną, ale jednak dość interesującą. Choć rozumiem argument o umykaniu czegoś, sam wracałem kilka razy w trakcie lektury do wcześniejszych tomów, żeby się upewnić czy dobrze ogarniam kto jest kto i o co chodzi.
Tak samo Elektra Assasin, jak dla mnie to jedna z lepszych SH.
Generalnie jak dla mnie rezygnacja z dalszej lektury ma sens (choć tego nie lubię i nie praktykuję) bardziej w przypadku książek. Komiks można dociągnąć w ciągu kilkunastu minut, a tak jak napisał donT - żeby móc wydać osąd to wypadałoby zapoznać się z całością.
Shade, Człowiek przemiany - zbyt bardzo przypomina komiksy Morrisona.
No i właśnie na koniec praktycznie wszystkie komiksy Morrisona. Łatwiej będzie mi napisać jakie jego komiksy udało mi się doczytać do końca. Będzie to tylko Misterium (bo krótkie) i New X-Men. A próbowałem prawie wszystkiego co ukazało się u nas.
A którego Morrisona przypomina? Bo dla mnie Doom Patrol jest genialne, chyba jedyne SH które sobie zostawiam na półce. Ale JLA Amerykańska Liga Sprawiedliwości to straszna słabizna.
-
"Essential Punisher" - próbowałem dwa razy i dwa razy nie dałem rady przeczytać do końca.
"Doom Patrol" - połowicznie, bo mam za sobą dwa tomy (i dwa razy odczucia bardzo mieszane - momentami się wkręcałem, momentami bardzo męczyłem), ale na razie nie mam siły brać się za trzeci. Prędzej za jakiś czas spróbuję od nowa, może lepiej podejdzie, bo i tak już bywało.
-
To, że Funky Koval nie podszedł -zaskoczenie!? Pierwsze dwie części są całkiem fajne i to niekoniecznie w odniesieniu tylko i wyłącznie do polskiego podwórka, ale generalnie europejskiej fantastyki komiksowej.
-
"Essential Punisher" - próbowałem dwa razy i dwa razy nie dałem rady przeczytać do końca.
"Doom Patrol" - połowicznie, bo mam za sobą dwa tomy (i dwa razy odczucia bardzo mieszane - momentami się wkręcałem, momentami bardzo męczyłem), ale na razie nie mam siły brać się za trzeci. Prędzej za jakiś czas spróbuję od nowa, może lepiej podejdzie, bo i tak już bywało.
Miałem podobnie. Za pierwszym razem odpadłem w połowie drugiego tomu. Zrobiłem sobie przerwę i dałem historii jeszcze jedną szansę. Od tego czasu cały run przeczytałem trzy razy i za każdym razem podoba mi się bardziej.
-
Wstyd mi przyznać, ale pokonał mnie Wiedźmin z rysunkami Polcha. Może pod kątem scenariusza mam czego żałować, a kocham opowiadania, ale warstwa graficzna była zdecydowanie nie na moje oczy.
-
Odpadłem na jednym jedynym komiksie (ale jestem "usprawiedliwiony" - nie czytam w takich ilościach jak większość forumowiczów i generalnie staram się nie kupować w ciemno toteż ciężko jest mi trafić na absolutny chłam), któremu nigdy nie będę nawet próbował dać drugiej szansy: "Niezwyciężona Squirrel Girl" z WKKM. No nie dałem rady.
Harley Quinn z Nowego DC (może doczytałem pierwszy tom, ale potem całość poleciała migusiem).
Prawie w pełni Cię rozumiem. Za pierwszym razem byłem cokolwiek rozczarowany tym tomem (to była moja pierwsza styczność z postacią) i pomyślałem sobie, że to nie dla mnie. Po czym gdy pojawił się kolejny usiadłem ponownie do pierwszego i przy tym podejściu doszedłem do wniosku, że jednak dam szansę serii. Reszta dla mnie jest historią. ;D
-
* Wiedźmin Polcha
* Chłopaki
* Punisher(Ennis/Dillon)
* Klatki
doczytałem, ale nigdy więcej.
-
To, że Funky Koval nie podszedł -zaskoczenie!? Pierwsze dwie części są całkiem fajne i to niekoniecznie w odniesieniu tylko i wyłącznie do polskiego podwórka, ale generalnie europejskiej fantastyki komiksowej.
Może chodzi o to, że na początku Funky miał być komiksem składającym się z niepowiązanych odcinków i dwa pierwsze rozdziały wyraźnie odstają od reszty. Po debiucie w Fantastyce też w listach od czytelników było sporo głosów że szkoda marnować tyle stron na komiks a zamiast tego lepiej byłoby zamieścić dodatkowe opowiadanie.
-
Zazwyczaj każdy zaczęty komiks czytam do końca. Czasem po prostu trwa to nieco dłużej, zależnie od codziennych spraw. Mam jednak jeden komiks, którego lekturę od dłuższego czasu nie kontynuuje - "Kot Krejzol". Dość opornie i powoli mi się go czytało, głównie przez warstwę językową. Podejrzewam, że minęło pół roku lub rok, jak leży "w zasięgu ręki". Pewnie kiedyś go skończę ale jeszcze nie teraz. 8)
-
Raczej kończę wszystko, ale czasem robię sobie małe przerwy. Wspominany już wcześniej Wiedźmin czeka już kilka ładnych lat, aż do niego wrócę...
-
„Dni, których nie znamy” - wynudziłem się tak, źe przerwałem po ⅔.
-
Prawie w pełni Cię rozumiem. Za pierwszym razem byłem cokolwiek rozczarowany tym tomem (to była moja pierwsza styczność z postacią) i pomyślałem sobie, że to nie dla mnie. Po czym gdy pojawił się kolejny usiadłem ponownie do pierwszego i przy tym podejściu doszedłem do wniosku, że jednak dam szansę serii. Reszta dla mnie jest historią. ;D
Tam z jeden zeszyt mi się podobał, było to chyba żartowanie z branży komiksowej czy tworzenia komiksów. Ale w reszcie nie zagrało i w zasadzie już nie pamiętam, co to było (chyba po prostu nieśmieszność serii, która powinna być zabawna). Jak pierwszy tom mi nie podszedł, to podziękowałem (bo on powinien być tak dobry, żeby zachęcić do reszty).
Co do Funky'ego, to też mi nie podszedł. Mam wrażenie, że podoba się on głównie tym, którzy poznali go w młodości. Dla mnie oprócz rysunków nie ma tam wiele ciekawego.
-
Z superbohaterkich próbowałem Ms Marvel z Marvel Now i miałem zakupione 4 tomy, ale serię porzuciłem już po 2 i poleciało na sprzedaż. Za młodzieżowe i głupie i nudne. :D
Ultimate Spider-Man - przeczytałem 2 tomy grubasy od Egmontu i było ok, trochę nie podobały mi się rysunki (tzn przede wszystkim facjaty), ale fabułka nawet fajna, lecz nie na tyle bym kupował dalej. To chyba jeden z najbardziej polecanych runów do "wejścia" w czytanie komiksów z pająkiem więc stwierdzam, że skoro to mnie nie chwyciło to chyba po prostu ten bohater nie dla mnie. A za dzieciaka uwielbiałem serial animowany, filmy itd. Chyba "wyrosłem". ¯\_(ツ)_/¯
A z poza peleryn na razie pokonały mnie:
Saga, przeczytałem 7 tomów od Muchy (kolejne 3 nadal stoją na półce), ale tak jak już tu pisałem, prócz rysunków nic mi się tam nie podoba i nie ma co się zmuszać "bo opinie dobre" więc porzuciłem i poleciał komplet 1-10 na Allegro,
i Skalp, miałem całość kupioną ale nie podobało mi się KOMPLETNIE NIC więc rozpakowałem i przeczytałem tylko pierwszy tom.
Więcej w tej chwili nie pamiętam, może coś pominąłem.
-
Moonshadow - mimo kilku podejść dobrnąłem jedynie do połowy. Nieangażujący bohaterowie, dynamika akcji bliska zeru, ściany tekstu, które praktycznie nic nie wnoszą. To chyba ogólnie moje największe rozczarowanie komiksowe w kategorii oczekiwania vs rzeczywistość.
-
Z tych "znanych i uznanych" - odpadłem przy "Incalu", jeszcze w 2006, kompletnie nieangażująca i na siłę przekombinowana opowieść. A potem niestety "From Hell" - wiem, że arcydzieło, ale ilość wątków, przypisów, odniesień była tak męcząca, że nie miałem żadnej przyjemności z lektury, a jedynym wrażeniem było "no tak, ten Moore to erudyta, wiele wie, wiele potrafi" przy jednoczesnym kompletnym braku emocjonalnego zaangażowania.
Zresztą chyba wszystkie dzieła Moore'a to rozrywka intelektualna, ale wyprana z emocji, zimna i sprawiająca wrażenie wykalkulowanej. Nie mówię, że to źle, bo podziwiam i lubię, ale "Z piekła" akurat nie zniosłem.
Pewnie wrócę kiedyś. Ale do "Incala" i pobocznych serii - nigdy. Takie tam pretensjonalne pitolenie.
„Dni, których nie znamy” - wynudziłem się tak, źe przerwałem po ⅔.
Kurczę, ciekawa opinia. Mnie wciągnęło po kilkunastu stronach i nie puściło do końca, taki trochę "Dzień świstaka" a'rebours. Dużo, dużo satysfakcji i refleksji.
-
Habibi Craiga Thompsona - robiłem do tego komiksu chyba 2 podejścia i za każdym razem odpuszczałem , bo jakoś zupełnie nie mogłem się wciągnąć w snutą przez autora opowieść (czemu w sumie sam się dziwię, bo jestem np. wielkim fanem Blankets Craiga).
Dużo superbohaterszczyzny, kupowanej na fali hype’u lub nostalgii, porzucałem w trakcie lektury, bo IMO w wielu przypadkach nie dawało się tego czytać.
-
Ultrawojna i ogólnie cały ten cykl GL Morrisona, który wydał u nas Egmont. Dziwactwo. Przeczytałem, ale to jakiś bełkot był dla mnie.
-
Habibi Craiga Thompsona - robiłem do tego komiksu chyba 2 podejścia i za każdym razem odpuszczałem , bo jakoś zupełnie nie mogłem się wciągnąć w snutą przez autora opowieść (czemu w sumie sam się dziwię, bo jestem np. wielkim fanem Blankets Craiga).
Mialem podobnie. Kupilem ten komiks jak tylko wyszedl w oryginale i pomimo ogromnych oczekiwan - nie tryknelo. Blankets lubie bardzo, ale Habibi wymeczylem i sprzedalem bez zalu. Do dzis nie rozumiem zachwytow nad tym tytulem, dla mnie to pretensjonalne flaki z olejem w orientalnym stylu.
-
Pojawił się Incal w tym zestawieniu. Mnie też zmęczył. Spróbowałem parę miesięcy temu ponownie i znowu szło z oporem. Wrzuciłem na olx, poszedł za 200 zł. A teraz widzę kolejne wydanie się szykuje. Trochę mnie kłuje, że zupełnie nie rozumiem fenomenu tego komiksu. Kiedyś jeszcze myślałem, że niektóre komiksy wręcz wypada mieć na półce. Jednak czasami odpuszczam takie podejście.
-
Straszny papiez - straszny komiks - miks jodobełkotu z infantylnoscia scenariusza doprawione nuta obrzydzenia. Dotrwalem jakims cudem do konca bo nie lubie zostawiac rozpoczetych lektur niedokonczonymi ale to bylo naprawde meczace doswiadczenie
-
Zapomniałem Essentiale Spider-Man i Daredevil sprawiły że mam alergię na wypociny Stana Lee i unikam jak ognia tej kolekcji od Hachette.
-
Wiedźmin Polcha- aż oko bolało ale zmęczyłem po kilku latach
Funky Koval- Wrogie przejęcie- jak można było tak sknocić taką fajną serię
Feralny Major- Moebius- wielkie rozczarowanie a taki drogi wtedy był
Świat Edeny- j.w
ogólnie wszystko od tego gościa co mi wpadło w rękę....
-
O dziwo udało mi się (ale młodszy byłem bo to było jakoś 16 lat temu ;-)) bez problemu łyknąć czarno-białą wersję ("Showcase Presents") Supermana z przełomu lat 50/60-tych, dwa pierwsze tomy, jakieś 1100 stron (ostatnio za grosze kupiłem pierwszy tom). Mam dobry "trening" przed nowym "Superman: The Silver Silver Age Omnibus Vol. 1", czyli w sumie to samo ale w kolorze.
Ogólnie nie "odbijam" się od komiksów czy książek ale problem mam taki że jak sięgnę po omnibus czy kompendium i przeczytam (szczególnie w czasie długiego urlopu) z połowę takiego tomiszcza (np. świetny "Irredeemable" Waida czy "Starman" Robinsona), to jakoś trudno mi potem sięgnąć w ciągu roku żeby doczytać. Może to taka pora roku, bo raczej teraz czytam e-booki na telefonie bo "lekkie" (fizycznie) :-) W tym roku mam do "skończenia" ładny stosik zaczętych w roku ubiegłym rzeczy.
"bez obrazków"
-
Girls & Pancern - po raz pierwszy i ostatni pokonała mnie warstwa graficzna. No nie byłem w stanie patrzeć na te mordy. A to tylko 4 tomiki. Zmęczyłem 1 i tak sobie leży w drugim rzędzie na zapomnianej półeczce. Może kiedyś mnie najdzie i przeczytam tą ramotkę.
Zaginione dziewczęta. Tu muszę oddać Moore'owi, że jego dzieło nie jest z kategorii gniot, a po prostu jest za trudne w odbiorze. Nie przebrnąłem przez teksty pisane czcionką stylizowaną na na ręczną. A trzykrotnie podchodziłem do temtu >_<
Prosto z piekła - skończyłem komiks, wymiękłem na Dodatku nr I - przypisach do rozdziałów. Choć i tu trzeba przyznać, że to bardzo frapujące spojrzeć skąd się wzięła dane scena. I jak dokładnie jest to powiązane z faktami.
Nie przebrnąłem też przez Strażników... Lata temu gdy zaprzestałem czytać książki i przerzuciłem się na komiks. No międzyrozdziałowe ściany tekstu to nie było coś czego szukałem. Teraz pewnie jak dobrze zmrożona wódka bez popity ;)
No i "prawie że" Berserk. Zaczynałem skanlacje dwukrotnie i nie przebrnąłem przez nawet 3 rozdziały (na swoje usprawiedliwienie napiszę, iż są one dużo dłuższe niż standardowe). Jednak coś mnie tknęło i gdy było wydane jakieś 20-25 tomów przez JPF, to kupiłem używki. Po czym pochłonąłem całość w niecały tydzień xD
Także warto się czasem przemóc. Do Moore'a wrócę, na pewno, tylko jeszcze nie wiem kiedy.
-
Odbijałem się od wielu, i klasycznych i tych zwyczajnych. Wracałem po jakimś czasie, kilka razy z niezłym skutkiem. Raczej staram się doczytywać do końca, żeby sensowniej skrytykować ^^ Gdybym miał zrobić ranking to chyba najwięcej było trykotów, które np. miałem ochotę przeczytać, ktoś polecił, zachwalał, a większość okazywała się badziewiami czy wydmuszkami. Do Incala zamierzam jeszcze wrócić 8)
-
Funky Koval- Wrogie przejęcie- jak można było tak sknocić taką fajną serię
+100
Polec nie poległem, ale było naprawdę blisko. Tak wybitnie zepsuć serię to trzeba było mieć naprawdę talent. Co prawda po latach coś tam czytałem w jakimś wywiadzie że to powstało na fali popularności konceptu VR ale wciąż było to tragiczne doświadczenie.
-
Kończę 4 tom Invincible, chyba nie dam rady już kontynuować.
-
Kończę 4 tom Invincible, chyba nie dam rady już kontynuować.
Mi "Invincible" dobrze wchodził, ale poległem na...dodatkach do pierwszego tomu ;-) Lubię, niejako z czytelniczego obowiązku, czytać/przeglądać/zapoznawać się z wszystkimi dodatkami w każdej publikacji po którą sięgam, ale tu już nie mogłem, za wiele tego było (przynajmniej tak to pamiętam) więc przeszedłem do tomu drugiego :-) EDIT: Sorki za dziwaczną formę mojego poprzedniego posta (pusta przestrzeń itd.), nie wiem co się stało, zauważyłem to po kilkunastu godzinach od publikacji, teraz nic z tym nie mogę zrobić.
-
+100
Polec nie poległem, ale było naprawdę blisko. Tak wybitnie zepsuć serię to trzeba było mieć naprawdę talent. Co prawda po latach coś tam czytałem w jakimś wywiadzie że to powstało na fali popularności konceptu VR ale wciąż było to tragiczne doświadczenie.
Czwarty tom Kovala jest spie.dolony koncertowo, gorzej nie można było. Nie mogłem uwierzyć, jak można tak nisko upaść, jeśli chodzi o twórców. Tragiczny scenariusz, tragiczna kreska.... I to tłumaczenie Polcha o eksperymentowaniu z kreską... A to zwykłe dorabianie ideologii do odpie.dlania maniany...
-
Ostatni Kryzys- zrezygnowałem gdzieś w połowie chyba, bo nie rozumiałem co czytam, o czym to jest i w ogóle o co chodzi. Potem już z dużym dystansem sięgałem po Morrisona, aż w końcu przestałem sięgać. Poza tym Incal, ale już nie pamiętam dlaczego i Batman Kinga, gdzies na drugim czy trzecim tomie. Durne to było okropnie.
-
Zielone latarnie Morrisona. Przeczytałem komplet, ale było blisko. Jednak po tej lekturze pożegnałem się z Morrisonem bezpowrotnie.
-
W sumie sporo takich mam.
Z tych co pamiętam na szybko:
Incal - już kilkanaście lat kisi się na półce
X-Men Wielki Projekt - dwa razy podchodziłem ani razu nie doszedłem jeszcze do momentu drugiej genezy
Doom Patrol - gdzieś za połowa drugiego tomu odpadłem. Drugi jeszcze zafoliowany
Generalnie Morrison jest ciężko strawny - jedynie chyba Animalman i New-xmen da się czytać.