Forum KOMIKSpec.pl
Komiksy => Dział ogólny => Wątek zaczęty przez: Piterrini w So, 22 Marzec 2025, 19:20:22
-
W kontekście nie tylko limitowanych wydań wyprzedawanych przed/w dniu premiery, ale też w ogólności, czyli bycie "na czasie" kiedy o danym tytule się mówi (a więc w okolicy premiery) - Facebook obecnie tak działa, że widzę masę postów "polecanych", wśród tego trafiła się krótka analiza pod kątem wydań książek, uważam że przekłada się to przynajmniej częściowo i na komiksy, szczególnie w niektórych przypadkach:
Wiem, że sama jestem temu trochę winna ale mam taką refleksję, że pogłębia się zjawisko, które nazwałabym "streamingizacją czytelnictwa". Od razu powiem, że słowo "Streamingizacja" nie istnieje ale je wykorzystam, bo kto mi zabroni.
Otóż, jak wiemy zasada streamingu działa plus minus tak. Wchodzi serial, wszyscy powinniśmy o nim intensywnie rozmawiać z okazji premiery. Jeśli wszystkie odcinki są na raz, czasem ta intensywna dyskusja trwa tydzień a pierwsze opinie i zdania zaczynają się kilka godzin po premierze. A ponieważ wiele osób piszących o popkulturze ma wcześniejszy dostęp to jeszcze wcześniej. Jeśli serial jest nadawany tydzień po tygodniu ma większą szanse na dłuższą dyskusję ale też najwięcej szumu to około tygodnia - dwóch po premierze. Wszystko pojawia się szybko, intensywnie i przede wszystkim - niesłychanie szybko trzeba się załapać, żeby w ogóle ktokolwiek chciał z tobą o tym rozmawiać, wysłuchać twojej opinii itp.
No i jak wiemy, od lat ten mechanizm przenosi się na czytelnictwo. Premiery pojawiają się tydzień po tygodniu, coraz szybciej, książki "żyją" na półkach tak krótko, że po miesiącu można zapomnieć, że w ogóle ktoś je wydał. Jasne są tytuły, które cieszą się dłuższą popularnością, ale większość przelatuje mega szybko.
Co więcej nagle ta data premiery staje się niczym data premiery serialu. Jeśli mówimy o jakiejś serii, to przez chwilę ma się wrażenie, że wszyscy muszą czytać to samo (albo chcą czytać to samo) ale jeśli nie znajdą czasu dosłownie w chwili premiery to nie ustrzegą się przed spoilerami i niekoniecznie znajdą wątek do rozmowy. Przy czym tempo jest zabójcze, miesiąc temu miała premierą polska premiera "Onyx Storm" i mogłam obserwować jak to się przetacza, w ostatnich dniach oburzenie wywołał fakt, że wydawnictwo nie wysłało "Wschodu słońca w dniu dożynek" dosłownie w dniu wydania. Każdy dzień się liczy, bo już zaraz, jakby się tej książki nie przeczytało.
Co więcej zaczyna się to rozlewać na literaturę popularną ale niekoniecznie powieści tylko Tik Tokowe, mam poczucie, że za trzy tygodnie nikt nie będzie rozmawiać o "Orbital" czyli niedawnej premierze książki która dostała Bookera, a "Intermezzo" Sally Rooney to wczorajsza wiadomość. Sama dostaję sporo premier książkowych i czasem nie zdążę nawet przyjrzeć się dokładnie książkom, które do mnie przyszły a już pojawiają się następne. Ma być szybko, intensywnie i coraz więcej.
Często łapię się na tym, że w tym zamieszaniu gubią się książki, które chciałam przeczytać ale coraz to nowe premiery odwracają moją uwagę. I wiem, że jestem dość wyjątkowym przypadkiem ale mam poczucie, że czytelnicy też chcieliby jakiegoś oddechu, jakieś możliwości przystanięcia na dłużej, poczucia, że to nie jest jak kolejny ciąg seriali, które trzeba obejrzeć, choć nikt nie wie kiedy.
Więcej - ponieważ książek jest tak dużo, to oczywiście, wiele osób, które nawet chciałby je poznać czy przeczytać nie jest w stanie się o nich dowiedzieć. Jestem pod wrażeniem jak często okazuje się, że nawet duże premiery po prostu do ludzi nie trafiają, bo jeśli nie siedzą w tym po uszy to zanim się zorientują, że jest ciekawa książka już wszyscy mówią o następnej, w księgarni spadają z półki nowości, a w ogóle znaleźć miejsce gdzie można pogadać to już ze świecą szukać.
Zdaję sobie sprawę, że ta karuzela nie kręci się tak szybko bez przyczyny, ale mam wrażenie, że powoli zaczynamy zbliżać się do granicy, w której książki nie mają szansy w pełni zaistnieć. Ja sama widzę, że czytam książki na tempo, bo gdybym tego nie robiła to bym się kompletnie rozjechała z tym o czym się rozmawia. A ja mam więcej czasu na czytanie niż 99% ludzi w tym kraju. Skoro ja mam poczucie, że jest za szybko to co muszą czuć ludzie, którzy mają na to mniej czasu.
I nie mówię tu o czytaniu szybko wyczekiwanej premiery książkowej bo to wydarzenie starsze niż czas ale raczej o tym, że po prostu dziś by załapać się na dyskusję, na to by funkcjonować bez spoilrów, by być w trendzie, to trzeba czytać właściwie książkę w tygodniu premiery. Trochę jak z serialami, których nie można odkryć trzy miesiące po premierze.
Takie moje uwagi. Jak macie własne refleksje to zapraszam. Odkryłam, że to FB promuje najbardziej więc dyskutujcie dowoli!
I komentarz z jakim, może nie w tym akurat momencie, ale identyfikuję/identyfikowałem się:
Na mnie ostatnio spłynęło to objawienie i zatrzymałam się. Kupowałam książki że szczerą nadzieję na ich przeczytanie. Wszystkie wydawały się interesujące, miały pozytywne opinie, więc je kupowałam. Aż przyszło otrzeźwienie... Odkryłam, że mam w domu ponad 500 kupionych i nieprzeczytanych książek. A w moim przypadku jest to zjawisko dziwne, z kilku powodów: 1. Ostatnio oglądam bardzo dużo filmów i seriali. Dużo nadrabiam i w ogóle strasznie mnie to kręci. 2. Pracuje w bibliotece, więc dużo muszę czytać służbowo, a jeszcze więcej łapie książek, które są polecane przez czytelników i oni mają nadzieję, że też je przeczytam, żeby móc ze mną o tym porozmawiać.
3. Pracuję w filii na osiedlu, gdzie ludzie 50+ czytają określone gatunki książek, dlatego to co mnie interesuje muszę kupić... Nie ma właściwie ani jednej książki, którą można określić jako "cosy-fantasy". I to właśnie ten gatunek mnie obudził. Kupiłam już którąś z kolei książkę, a nie przeczytałam ani jednej... A w recenzji ktoś ją porównał do innych z tego gatunku - okazało, że że miałam kupione 4 tytuły, które recenzent przywoływał. Oczywiście, żadna nie tknięta. I to jakoś dało mi do myślenia... Skoro mam w domu coś co powoli staje się punktem odniesienia, nie ruszyłam tego, a wciąż kupuje powieści, których opis brzmi podobnie to może przestanę? I przestałam... Od początku roku, kupiłam 5 książek - 3, bo były naprawdę dla mnie (m.in "Dumbledore") i 2 jako małe potknięcie w postanowieniu niekupowania. Ze 30 książek oddałam do biblioteki, że świadomością, że one są ostatnie w ogonku i pewnie przed śmiercią i tak do nich nie dotrę.
A co będzie dalej to się zobaczy...
W kilku tematach na forum przewija się to FOMO (z angielskiego fear of missing out, czyli strach przed wypadnięciem z obiegu, że jakieś informacje czy media nas ominą i ich nie poznamy, a w zasadzie że nie będziemy mogli ich poznawać "wspólnie" z innymi i, w idealnej sytuacji, wymieniać się opiniami kiedy "wszyscy" o danej rzeczy rozmawiają), na pewno więc zasługuje na osobny temat.
Ja szczególnie ten drugi cytowany fragment rozumiem, tylko to wszystko, jak osoby zauważyły, mija się z celem gdy spieszymy się np. z czytaniem (już pomijając kupowanie) czy robimy to na siłę bo tylko "teraz" można o danej, tu książce, porozmawiać. Fakt szybkiego nabycia/przeczytania staje się ważniejszy niż obcowanie z daną książką, daje większą przyjemność...
Nie ma konkretnego wniosku do jakiego zmierzam, jeśli temat nie nabierze trakcji to trudno, ale uznałem że niby wypowiedzi z innego rynku, a jednak i do nas się odnosi (lub raczej do Was, bo ja mało już nowości śledzę, a że nie przeczytam nawet tego co dotychczas zebrałem to właściwie pewność). Tutaj na forum zresztą FOMO pewnie nie jest powszechne (poza wydaniami limitowanymi - bo albo kupi się od razu albo w ogóle), nie widzę czytania "na bieżąco" co akurat wychodzi, ale może macie doświadczenia z innych miejsc, np. Facebook i dyskusje tam, czy np. post o dowolnym nowo-wydanym komiksie jest znacznie popularniejszy od kolejnego posta o starszym, ale ponadczasowym wydaniu typu przykładowego Watchmen?
-
Ja mam FOMO, ale inną postać niż wspomniane. Guzik mnie interesuje kwestia możliwości rozmawiania w ramach aktualnych dyskusji, bycia na czasie itp.
U mnie to kwestia zdążenia z nabyciem rzeczy, które mnie interesują, zanim zostaną wyprzedane. Mogę kupić i odłożyć na półkę na 5 lat, ale ważne, że będę miał możliwość skorzystania.
Na szczęście w dużej mierze to opanowałem, część zbieractwa porzuciłem. Książki poprzez przejście w całości na e-booki, gry planszowe poprzez utratę zainteresowania i ograniczeniem do kilku tytułów, komiksy, dzięki przeczytaniu dużej ilości, poprzez ograniczenie obszarów zainteresowań oraz wywalanie na Allegro/OLX wszystkiego, co nie uznam za wybitne (lub prawie). W pozostałym zakresie FOMO jest mi nawet pomocne, więc jest ok.
-
Ja mam FOMO, ale inną postać niż wspomniane. Guzik mnie interesuje kwestia możliwości rozmawiania w ramach aktualnych dyskusji, bycia na czasie itp.
Ale mówisz tak bo nasze hobby komiksowe jest niszowe w społeczeństwie więc mała szansa, że ktokolwiek będzie chciał z nami dyskutować w pracy o kolejnym tomie jakiejś superbohaterskiej kolekcji. Gdyby ktoś się cofnął w czas mojego dzieciństwa czyli lata 80 i miał wywalone na to co leciało w pobliskim kinie albo wczoraj w telewizji to skończyłby jako społeczny wyrzutek. To samo dotyczyło innych mediów: prasy, książek a także komiksów. Był znacznie mniejszy wybór ale cholernie duże nakłady - taka Fantastyka w najlepszym okresie miała 200 tysięcy egzemplarzy nakładu, kina były w każdej mieścinie i dzielnicy większych miast a we wszystkich leciało mniej więcej to samo (oczywiście nie równocześnie, kopie krążyły). Prowadziło to do sytuacji gdzie faktycznie spora część społeczeństwa mogła wymieniać się poglądami na temat szeroko pojętej popkultury bo nie była pozamykana w bańkach tak jak teraz. Nawet w dziedzinie literatury było zjawisko "modnych książek" z którymi ludzie lansowali się nosząc tak żeby było widać okładkę.
Mam takiego kolegę nieco starszej daty, któremu zdarza się zagaić rozmowę w pracy zaczynając: "a widzieliście wczoraj w telewizji?" na co ja parskam pod nosem i przypominam mu że po pierwsze nikt już nie ogląda telewizji a nawet jakby to na którym kanale. Ale ten śmiech mi trochę zamiera bo przypominam sobie czasy gdzie takie pytanie było w pełni uprawnione i trochę mi żal tego minionego aspektu rzeczywistości gdzie konsumowane treści zazębiały się u ludzi z różnych środowisk. Teraz co najwyżej można o pogodzie porozmawiać...
-
Gdyby ktoś się cofnął w czas mojego dzieciństwa czyli lata 80 i miał wywalone na to co leciało w pobliskim kinie albo wczoraj w telewizji to skończyłby jako społeczny wyrzutek.
Gdzie wady?
-
Ja zgodzę się z Sędzią tj mam takie samo podejście że guzik mnie obchodzą dyskusje nad tym co ostatnio wyszło chociaż wróć może trochę inaczej - nie odczuwam potrzeby żeby w nich zabierać głos co równa się z tym że nie odczuwam potrzeby czytania/oglądania na akord żeby móc w takiej dyskusji uczestniczyć. (może małym wyjątkiem jest głosowanie na topkę roku, ale ostatecznie tutaj jest dużo czasu żeby się zapoznać z tytułem :) ) Dyskusje na temat jakichś tytułów które pojawiły się u mnie na radarze czasem prześledzę i czasem utwierdzą mnie w przeczytaniu, a czasem wręcz odwrotnie skreślam z listy.
A to czy obejrzę bądź przeczytam jakąś treść rok dwa czy pięć od premiery nie wpłynie na moją ocenę bo czytam dla swojej rozrywki, a nie dla uczestniczenia w zbiorowej ekscytacji.
Również FOMO mogę odczuwać tylko w przypadku komiksów które chcę kupić bo zaraz mogą zniknąć z rynku i drugiego druku w 95% przypadków nie będzie przez najbliższe 10 lat o ile w ogóle. Co ciekawe to występuje tylko w przypadku komiksów bo seriale, filmy i książki zawsze można skonsumować w przyszłości w wersji cyfrowej, a dla mnie komiksy to albo fizyczna kopia albo mogą nie istnieć (przynajmniej na tym poziomie technologicznym)
-
Gdzie wady?
Bycie outsiderem zwiększało prawdopodobieństwo dręczenia w szkole przez "kolegów".
Gwoli uzupełnienia - to nie było tak, że trzeba się było do tego zmuszać z zagryzionymi zębami - czytanie, oglądanie, dyskusja i komentowanie tych treści sprawiało przyjemność.
-
Tak się trochę nad tym zastanawiam i w sumie w tytule wątku zawarte są dwie trochę różne kwestie. Do impulsywnych zakupów jak najbardziej mam tendencję, ale raczej nie wynika to ze strachu, że coś mi ucieknie, tylko z tego, że jak już się czymś zajaram, od razu zaczynam wyszukiwać w necie informacji na temat tej rzeczy, rozkminiam, co przeczytać/obejrzeć w następnej kolejności, przeglądam różne wydania i najchętniej wziąłbym wszystko od razu w najbardziej wypasionym wydaniu sprowadzonym z każdego zakątka świata ;D Na szczęście tendencje to tylko tendencje, więc potrafię się ogarnąć i oprzeć kompulsywnemu kupowaniu. Dawno przestałem brać na zapas kolejne tomy rozpoczętych serii/inne tytuły danego autora, itd. Najlepiej funkcjonuje u mnie formuła kupić i przeczytać niedługo po zakupie, bo i podjarka danym tytułem nieraz pozytywnie wpływa na lekturę. Dawniej zdarzało mi się, że coś wziąłem impulsywnie, po czym to leżało nietknięte przez rok-dwa, aż stwierdzałem, że w sumie już mnie nie interesuje i czytałem tylko z obowiązku, albo od razu szło na sprzedaż. Nie mam też parcia, że muszę coś poznać od razu (z wyjątkami oczywiście), bo jest to akurat na tapecie, spokojnie przyswajam sobie treści i nieraz najlepsze tytuły, z którymi mam okazję się zaznajomić w danym roku, to pozycje dawno obecne na rynku, które "każdy" już zna.
-
Również FOMO mogę odczuwać tylko w przypadku komiksów które chcę kupić bo zaraz mogą zniknąć z rynku i drugiego druku w 95% przypadków nie będzie przez najbliższe 10 lat o ile w ogóle. Co ciekawe to występuje tylko w przypadku komiksów bo seriale, filmy i książki zawsze można skonsumować w przyszłości w wersji cyfrowej, a dla mnie komiksy to albo fizyczna kopia albo mogą nie istnieć (przynajmniej na tym poziomie technologicznym)
Mnie by w większości przypadków cyfrowa kopia spokojnie wystarczyła, może poza jakimiś arcydziełami, ale prawie nie wydaje się w PL komiksów w cyfrze. Oczywiście namiętnie kupuję paczki na Humble Bundle czy Fanatical, ale sporo rzeczy brakuje.
Bycie outsiderem zwiększało prawdopodobieństwo dręczenia w szkole przez "kolegów".
Gwoli uzupełnienia - to nie było tak, że trzeba się było do tego zmuszać z zagryzionymi zębami - czytanie, oglądanie, dyskusja i komentowanie tych treści sprawiało przyjemność.
Znaczy się, każdy ma jakieś tam swoje doświadczenia, ja się z takimi historiami nie spotkałem, ale muszę powiedzieć, że idea by czytanie/oglądanie miałoby chronić przed dręczeniem przez "kolegów" stoi w kontrze do wszystkich amerykańskich filmów, z których ten wątek się pojawiał.
"Co się gapisz, chcesz w pysk?" "A bo się zastanawiałem jaka jest Wasza interpretacja tego, co się działo w xxx", "a to spoko ziomek, uważamy że autor totalnie przegiął i przerysował tę sytuację, bohaterowie wydają się działać całkowicie nieracjonalnie, przez co całe działo traci swoją harmonię".
-
Znaczy się, każdy ma jakieś tam swoje doświadczenia, ja się z takimi historiami nie spotkałem, ale muszę powiedzieć, że idea by czytanie/oglądanie miałoby chronić przed dręczeniem przez "kolegów" stoi w kontrze do wszystkich amerykańskich filmów, z których ten wątek się pojawiał.
Chłopie, ale ile masz lat? Ja mówię o doświadczeniach z peerelu lat 80 a nie o amerykańskich filmach o nerdach.
Myśmy wspólnie czekali aż w kinach będą grać "Imperium kontratakuje" i chodzili na giełdy wymieniać się pirackimi kopiami VHS filmów typu "Rambo III" które z wiadomych względów nie mogły wejść w obieg oficjalny. Popkultura była podstawówkowym mainstreamem a nie domeną przegrywów. Przegrywem zostawałeś gdy z różnych przyczyn (bieda, surowi rodzice) nie miałeś wspólnych tematów z resztą rówieśników.
-
Ale to kompletnie nie na temat chyba dzieciaki wtedy nie miały syndromu FOMO bo nie było tyle treści że nie wiedziały za co się zabrać pierwsze żeby mieć o czym pogadać z rówieśnikami.
Teraz FOMO doświadczają imo tylko ci którzy dają się zapędzić w kozi róg przez marketingowców. Naprawdę jeśli ktoś nie jest kompletnie zamknięty na jedną formę rozrywki nie ma szans żeby obejrzeć wszystkie filmy/seriale/standupy/dokumenty ograć wszystkie gry, przeczytać wszystkie książki/komiksy które go zainteresowały. Im szybciej ogarnie że te treści mają mu sprawiać przyjemność tym szybciej FOMO będzie dla niego tylko złym wspomnieniem.
-
Chłopie, ale ile masz lat? Ja mówię o doświadczeniach z peerelu lat 80 a nie o amerykańskich filmach o nerdach.
Myśmy wspólnie czekali aż w kinach będą grać "Imperium kontratakuje" i chodzili na giełdy wymieniać się pirackimi kopiami VHS filmów typu "Rambo III" które z wiadomych względów nie mogły wejść w obieg oficjalny. Popkultura była podstawówkowym mainstreamem a nie domeną przegrywów. Przegrywem zostawałeś gdy z różnych przyczyn (bieda, surowi rodzice) nie miałeś wspólnych tematów z resztą rówieśników.
Wygląda na to, że ok. 5-10 lat mniej niż trzeba, żeby mieć w/w doświadczenia. To mimo wszystko ciekawe, że jedną dekadę później można było zupełnie mieć wywalone na "wspólne czekanie", a w Twoich czasach można było być dręczonym przez "kolegów" jak się nie interesowało Rambo.
-
U mnie była lekka dywersyfikacja, tj. wszyscy byli biedni, ale rozrywki dla każdego jakieś były (nawet jeśli czasem było to "tylko" siedzenie w sklepiku szkolnym), trzymaliśmy się grupkami zainteresowań i np. kupowaliśmy różne komiksy, każdy po jednym, i się wymienialiśmy na przerwach, tyle że osób zainteresowanych komiksami było kilka, to samo z kasetami (muzyka), chociaż to paradoksalnie jeszcze mniej popularne było, z modnymi zabawkami było powszechniej i tu faktycznie - jak ktoś nie miał zabawki X to albo patrzył jak reszta się bawi, albo siedział pod salą na przerwach, wykluczenie było, ale z tego akurat powodu mało aktywne, tj. ci co mieli skupiali się na zabawie z innymi co mieli, nie na dokuczaniu tym co nie mają.
I tak jak wskazujecie, jest to trochę nie na temat, ale @NuoLab zaczął od tego, że komiksy są taką niszą, że ciężko czuć FOMO jeśli nikogo w otoczeniu komiksy nie obchodzą tak czy inaczej. I stąd pewnie powrót do dzieciństwa, bo wtedy ostatni raz wielu komiksiarzy miało w otoczeniu osoby komiksami zainteresowane.
@Castiglione fakt, różne kwestie w temacie wątku, "zainspirował" mnie Darkness od SL, ale pomyślałem że ujmę to szerzej i podepnę pod FOMO też impulsywność zakupową (która w tym przypadku, może wyjątkowym, z FOMO się miesza zdecydowanie). O Darkness zapomnimy za jakiś czas, a wątek w razie czego będzie, stąd takie szerokie podejście :)
W każdym razie w kontekście tych cytatów jakie przytoczyłem w pierwszej wiadomości widzę, że może się to odnosić nie tylko do książek, ale też do komiksów, czy np. w środowisku twórców (np. MT może się wypowie jak sytuacja w innym wątku się uspokoi) to FOMO istnieje, w końcu na pewno ludzie podsyłają ciągle coś do przeczytania i ew. zaopiniowania, inni rozmawiają o jakiejś "gorącej" premierze itp....?
-
W każdym razie w kontekście tych cytatów jakie przytoczyłem w pierwszej wiadomości widzę, że może się to odnosić nie tylko do książek, ale też do komiksów, czy np. w środowisku twórców (np. MT może się wypowie jak sytuacja w innym wątku się uspokoi) to FOMO istnieje, w końcu na pewno ludzie podsyłają ciągle coś do przeczytania i ew. zaopiniowania, inni rozmawiają o jakiejś "gorącej" premierze itp....?
W środowisku twórczym koncentrujemy się bardziej na prozie życia :( Ostatnio rozmawiałem z innymi autorami o fizjoterapeutach zajmujących się entezopatią nadkłykcia bocznego kości ramiennej, polecaliśmy sobie trenerów personalnych zajmujących się treningiem oczu i omawialiśmy kwestie przygotowania samodzielnie wyhodowanych lub zebranych nowalijek na przednówku. Jak widać, nic tak ekscytującego jak FOMO czy kupowanie albumów za 600 PLN u Kuby o_O’
-
Ale to kompletnie nie na temat chyba dzieciaki wtedy nie miały syndromu FOMO bo nie było tyle treści że nie wiedziały za co się zabrać pierwsze żeby mieć o czym pogadać z rówieśnikami.
Wydaje mi się, że różnica polega jedynie na zakresie i skali.
Jak te około 30 lat temu wchodziła np. jakaś "guma Turbo" to wszyscy kupowali gumę i wymieniali się zdjęciami samochodów. Jak była faza na jakieś "Kukuruku" to wszyscy zbierali i wymieniali się naklejkami. Jeżeli w tym nie uczestniczyłeś to Twój "status towarzyski" ulegał obniżeniu, bo w danym momencie temat był na topie i nikt nie chciał zostać wyrzuconym z obiegu. Teraz możemy mówić nie tyle o kwestiach "społecznych"/"towarzyskich", bo mamy przesyt każdym jednym dobrem i nie ma żadnego pędu całego stada w jednym kierunku tylko bezpośrednio o konkretnych przedmiotach. Chcesz kupić coś co może się wyprzedać? Rzucasz się na to, bo może się wyprzedać. Nie chodzi o to czy ktoś Cię zdegraduje za brak posiadania. Chcesz posiadać konkretny przedmiot, konkretną rzecz.
W ramach jakichś baniek (typu forum komiksowe) być może nadal jeszcze działa kwestia "statusu", ale na pewno zdecydowanie słabiej - ktoś może zrobić wielkie oczy "No jak to tak? Nie masz X??? Nie czytałeś Y???" i równie dobrze ktoś inny może odpowiedzieć "Nie czytałem - nie moje klimaty".
Także wcześniej to było "FOMO" o podłożu społecznym. Dzisiaj jest kwestią zwykłej chęci posiadania. Ale wtedy również występowało.
-
W sumie trochę jeszcze się załapałem na coś takiego, rocznik 2002 jestem, a pamiętam jak w podstawówce 1-5 mega popularne były karty piłkarskie panini, praktycznie każdy chłopak zbierał je, w świetlicy po zajęciach często się wymieniało powtórkami. Wtedy saszetka była po 3,9zł i po szkole się błagało rodziców, żeby wracając kupili ci parę saszetek w kiosku ruchu ;D
Fajnie to wspominam. Teraz jako, że mam w rodzinie nauczyciela to trochę słucham co teraz się dzieje - no i teraz już tak nie jest. Teraz bardziej dzieciaki dążą żeby być jak ich idole w sieci, cały ten Friz i tego typu osoby. Nie wiem, może mam dopiero 23 lata na karku, ale też totalnie nie utożsamiam się z tym pokoleniem. Może też dlatego, że pierwszego smartfona dostałem mając 13 lat? Teraz widzę jadąc na uczelnię czy do pracy dzieciaki w wieku 6 lat z telefonami dotykowymi.
Trochę się to wszystko zmieniło...
-
Dla mnie to nie na temat bo odnoszę się do tych cytowanych postów gdzie się kobieta żali że tak dużo wychodzi książek że ona nie daje rady ich przeczytać żeby móc uczestniczyć w dyskusjach które zawsze się przy premierach odbywają. Występuje przesyt różnych treści, a doba dalej ma tylko 24 godziny więc siłą rzeczy nie da rady wszystkiego ogarnąć, więc tacy ludzie mają poczucie straty że nie uczestniczą w czymś ważnym o czym ogół rozprawia.
To imo inna sprawa niż chęć dopasowania się do grupy (rówieśniczej) i uczestniczenie w tym w czym uczestniczą wszyscy (czy to będą gumy turbo czy też tmsemici).
-
Być może po prostu samo zjawisko również ewoluuje.
-
Ale ta kobieta zdaje się należy do bańki popkulturowych blogerów/vlogerów, którzy żyją z napędzania tego koła sp..lenia i zaczęła sobie w końcu uświadamiać, że nie nadąża. Ten rodzaj FOMO ma małe przełożenie na przeciętnych konsumentów.
-
Patrzę sobie na liczby lajków na Facebooku, dla wpisów różnych wydawnictw komiksowych w Polsce i próbuję znaleźć jakiś wzorzec i nie mogę. Ktoś wie jak to działa? Mam na myśli, od czego zależy, że jakiś wpis zbiera dużo albo mało lajków?
-
Od tego jak dany post potraktują algorytmy FB. Jeśli są łaskawe dla posta, FB wyświetli je u dużej liczy obserwujących, co przełoży się na lajki. Magia zasięgów.
-
Myślałem, że jak ktoś obserwuje to widzi wszystkie publikowane posty, ale chyba masz rację, to FB decyduje co ludzie mają oglądać LOL. Ja nie korzystam z tych algorytmów, więc nie wiedziałem że to tak działa, dzięki za wyjaśnienie.
-
Ktoś pisał (tu albo w innym temacie) że z tymi mechanizmami się raczej nie spotyka i niezbyt rozumie, tu cytat z aktualnego artykułu odnośnie jakichś sukienek H&M:
Ponad 4000 zł za sukienkę, która jeszcze wczoraj kosztowała kilkaset zł. Limitowana kolekcja H&M x Magda Butrym wyprzedała się w kilka minut, a ceny na rynku wtórnym poszybowały w kosmos.
Kolekcja H&M x Magda Butrym to kolejny przykład tzw. "drop culture", czyli zjawiska, w którym limitowane kolekcje są wypuszczane w określonym czasie i ilości, co celowo buduje napięcie i poczucie ekskluzywności. To strategia dobrze znana z rynku streetwearowego np. Supreme, Yeezy, która dziś przenika także do sieciówek i marek premium. Wypuszczenie kolekcji online o północy miało wywołać tzw. FOMO - i zadziałało.
Kolekcja wyprzedała się błyskawicznie. Niestety, dziś część tych rzeczy trafia na platformy typu Vinted z dużą przebitką cenową, co jest efektem czysto spekulacyjnego podejścia, a nie zawsze realnej potrzeby posiadania ubrań.
Takie akcje są kierowane nie tylko do osób, które kochają modę, ale też dla tych, którzy kochają emocje towarzyszące modzie: ekscytację, poczucie wyjątkowości, a czasem nawet... inwestycję. W praktyce te akcje trafiają do kilku grup: fashionistki i kolekcjonerki (...)
Osoby podatne na FOMO - chcą kupić, bo wszyscy o tym mówią. Z mojego punktu widzenia warto mieć świadomość, jak działa ten mechanizm. Zamiast "polować", lepiej budować szafę w zgodzie z własnym stylem i potrzebami (...)
Analogia do komiksowa, w szczególności głośnych na forum przypadków jest oczywista, następny fragment trochę odbija, ale pierwsze zdanie to wciąż zasadne zestawienie - "trend" chwycił i tego się wydawca/y trzyma, o ile sama działalność wydawnictw to wspólne interesy klientów i wydawców, ale już strategia sprzedażowa taka nie jest...
Mimo że trudno jednoznacznie określić, jak powstają trendy, jest ich tak wiele, że nigdy nie wiadomo, który z nich "chwyci"- samo wypromowanie trendu można analizować, sięgając do koncepcji socjologicznych. Jeśli nowa moda zostaje podchwycona przez osoby grupy wpływowe lub cenione, to - zgodnie z klasycznymi teoriami - mówimy o mechanizmie, w którym klasy wyższe wyznaczają kierunki, a reszta społeczeństwa za nimi podąża.
Bo w komiksach chyba tego co w drugiej połowie cytatu nie ma? Przyznam że w wieku dziecięcym czy nastoletnim faktycznie była taka zazdrość (że ktoś ma) i pożądanie (żeby samemu mieć), jak zbieraliśmy komiksy to między sobą tak czuliśmy (bez żadnej "wyższej" warstwy społecznej), i to mogło napędzać zakupy (w sumie też poza komiksami oczywiście), ale np. w moim przypadku to minęło, nie zazdroszczę że ktoś ma taki Darkness, ani nie pożądam tego komiksu, jak zobaczę u kogoś półki pełne tego i innych limitowanych tytułów to tylko skomplementuję. Czy ktoś np. tutaj czuje że za pośrednictwem swojej kolekcji zawierającej taki czy inny komiks jest "lepszy", lub jego kolekcja jest "lepsza"? Wiadomo że raczej się nie przyzna, ale i tak ciekawe czy takie uczucie jest.
PS.
Teraz bardziej dzieciaki dążą żeby być jak ich idole w sieci, cały ten Friz i tego typu osoby.
Z ciekawości - co to znaczy "być jak"? Chodzi o ubiór? Język (styl wypowiedzi, jakiś slang itp.)? Tak w skrócie, bo z tego co kojarzę ten Friz śpiewa i aktorzy w filmikach, to nie sprawia że wszystkie dzieciaki śpiewają czy aktorzą, więc nie do końca rozumiem określenie: "być jak" - chcą się tak ubierać i zachowywać, ok, ale to nie przeszkadzałoby przecież w zbieraniu np. kart czy komiksów(?).
PS2.
Odnośnie Facebooka i wyświetlania postów to pewnie skomplikowane nie jest, ale bardzo różne u każdego, a nie mając dostępu do konkretnych "zasad" wyświetlania... U mnie przykładowo co drugi post na "głównej" to post "proponowany", Facebook ewidentnie ma problem z zaangażowaniem użytkowników, ludzie sobie poklikali co chcą obserwować i nic nowego nie szukają, więc FB sam wrzuca nowe rzeczy co nie da się ich zablokować (ew. pojedynczo, a to strata czasu). W każdym razie - do tego wieloletnie kliknięcia "polub" czy tam "obserwuj" to setki o ile nie tysiące profili/podmiotów stale postujących - po prostu nie ma takiej możliwości żeby to wszystko się wyświetlało, tym bardziej żeby wszystko zobaczyć, w ogóle nie myśląc o przeczytaniu... Przykład jaki już na forum podawałem - miesiącami zero postów na "głównej" z KKK czy KBG. Albo "stare" posty typu "jutro koncert", a koncert był dwa dni temu... Profil tego co się wyświetla na "głównej" zdaje się zależeć nie tylko od naszej "aktywności", ale też od urządzenia, IP (lokalizacji) czy pory dnia, jw. to mogą być jasno określone zmienne ("pokazuj jeśli warunek jest spełniony"), ale to jest niejawne...
-
Czy ktoś np. tutaj czuje że za pośrednictwem swojej kolekcji zawierającej taki czy inny komiks jest "lepszy", lub jego kolekcja jest "lepsza"? Wiadomo że raczej się nie przyzna, ale i tak ciekawe czy takie uczucie jest.
A gdzie tam, moi znajomi płci obojga jedyne co robią to wielkie oczy że ktoś wydaje pieniądze na książki, a już komiksy to dla nich koronny przykład zdziecinnienia. Więc od kogo miałbym się czuć lepszy od randomów z internetu :)? (no offence) Poza tym ja raczej uprawiam zbieractwo niż kolekcjonuje, ale może tego dżina nie wypuszczajmy z butelki ;D
PS.Z ciekawości - co to znaczy "być jak"? Chodzi o ubiór? Język (styl wypowiedzi, jakiś slang itp.)? Tak w skrócie, bo z tego co kojarzę ten Friz śpiewa i aktorzy w filmikach, to nie sprawia że wszystkie dzieciaki śpiewają czy aktorzą, więc nie do końca rozumiem określenie: "być jak" - chcą się tak ubierać i zachowywać, ok, ale to nie przeszkadzałoby przecież w zbieraniu np. kart czy komiksów(?).
A to nie jest taka kalka z angielskiego i ich kampanii reklamowych gdzie się reklamuje - be like (tutaj wpisz jakiegoś celebrytę) próbując na bazie jego sukcesu uwypuklić jakieś jego cechy, a później wmawiać konsumentom że ta koszulka, napój, perfumy bądź samochód to pierwszy krok do bycia jak i odniesienia takiego samego sukcesu.
-
Też odnoszę wrażenie, że tych wszystkich limitowanych dropów jest coraz więcej, a jeszcze zanim dojdzie do sprzedaży hype jest dodatkowo podkręcany.
Staram się nie popierać moim portfelem takich zagrywek. Raz na jakiś czas faktycznie obudzi się we mnie dusza zbieracza, ale z reguły stawiam sobie jakąś granicę, której nie przekroczę.
Przy okazji niedawnych akcji promocyjnych Sony Playstation skusiłem się na pada Dualsense w kolorze oryginalnego PSXa. W sumie jego cena wynosiła tyle, ile każdego innego nowego dualsense w klasycznych, cały czas dostępnych kolorach. Ale wyprzedał się w jeden dzień i teraz jest nie do nabycia. Ale nawet nie próbowałem startować do zakupu PS5 w takim wariancie. Nie uważam, żeby to było normalne. Jeszcze kilka lat temu, różne eksluzywne warianty konsoli od Sony były normalnie dostępne w sklepach i z reguły nie odbiegały one od ceny zwykłej konsoli. Teraz trzeba bawić się w jakieś zapisy i stawać do niezdrowej rywalizacji.
Na Darkness od SL też się skusiłem. Głównie dlatego, że przez ostatnie pół roku nie kupowałem żadnych komiksów i mogłem sobie pozwolić na taki zakup i dać szansę. Wizualnie jest to fajna pozycja, ale treść wypada mi z pamięci od razu po lekturze, więc pewnie pozbędę się go jak już uporam się z drugim tomem. Szczerze nie wiem czy w tym formacie ten komiks ma w sobie cokolwiek z eksluzywności poza tym, że wydrukowano go mało. Tak samo ta Broń X od Egmontu. Nie widzę powodów dla których takie komiksy nie mogłyby być w sprzedaży przez rok lub dwa.
Ale to zjawisko nie dotyczy tylko rynku gier, odzieży, komiksów... Sprzedaż płyt winylowych to też niezły sajgon - premiera nowego albumu i 20 różnych wariantów kolorystycznych płyty i każdy taki wariant wyprodukowany w określonym nakładzie. Na co to w sumie komu? :) Ale to działa i znacznie podbija sprzedaż fizyków.
-
Broń x będzie dostępna, albo już jest. Wiadomo że nie każdego to zadowoli, niektórzy przedłużają sobie samochodem, a inni komiksem. Darkness gdyby wydał Egmont w nakładzie 300 sztuk więcej, pewnie z 5lat walałoby się po magazynach.
Ktoś już słusznie zauważył, że tak naprawdę, już nie o komiksy tutaj chodzi.
-
Ostatni raz kiedy mnie zakłuło coś na zasadzie, że "nie mam a chciałbym mieć" to jak zobaczyłem te klubowe wydania Klossów. Ale potem jak się przyjrzałem i zorientowałem, że to po prostu poobrabiane kadry z filmów to mi przeszło.