Komiksowy początek roku nie był dla mnie szczególnie udany.
Nie puszczaj mojej dłoni, Michel Bussi, Fred Duval - 5/10
Nie wiem dlaczego, ale spodziewałem się czegoś zbliżonego poziomem do Czarnych nenufarów lub Dni, których nie znamy. Niestety w przeciwieństwie do ww. tytułów, Nie puszczaj mojej dłoni chociaż sprawnie narysowane prezentuje intrygę tak miałką, że przy rozwiązaniu tej zagadki kryminalnej odliczałem strony do końca. Postacie są zbyt płaskie, przerysowane, typowe. Jedyny plus to dynamiczna narracja graficzna oraz przybliżenie realiów życia na Reunion. Nie znam książkowego oryginału i nie chcę poznać.
Kapitan Żbik - wydanie zbiorcze. Tom 1 - 5/10
Relikt epoki. Komiks dla fanów, ludzi ciekawych jak kiedyś się pisało i rysowało, oraz dla tych, którzy chcą przenieść się do czasów swojego dzieciństwa. Super, że Ongrys wydał to wydanie zbiorcze. Do przeczytania jako ciekawostka.
Zbłąkane kule, t.3 - David Lapham -6/10
Mocno odstaje od poprzednich tomów. Czyta się jak wulgarną, brutalną wersję komiksu Kick Ass, w którym licealistka niczym superbohater rozprawia się z wrogami. Brak błyskotliwości z poprzednich historii, brak brutalnych zależności między fatalnymi decyzjami bohaterów, a problemami, które nieodłączanie tworzą. Są dobre momenty, ale to już nie to. Niestety zawód.