Przeczytałem ostatnio kilka komiksów
Batman. Łowy (Egmont) 5/10 - spontaniczny zakup, którym sam nie wiem, co kierowało. Historia miałka, nudna, męcząca, naiwna. Jakoś skończyłem, bo chciałem to mieć za sobą. Nie polecam.
Wypadek na polowaniu. Prawdziwa opowieść o zbrodni i poezji. 8/10 - przepięknie i ciekawie narysowana opowieść o kalekim mężczyźnie, jego relacji z synem i wyborach, które podejmujemy za młodu. Tym bardziej interesująca, że opowiada historię prawdziwych ludzi. Być może oceniłbym wyżej, ale wątek literacki nie wzbudzał we mnie entuzjazmu.
XIII. Tom 3 - 7/10. Delikatny zjazd formy w porównaniu do poprzednich tomów. To nadal udany komiks akcji, ale brakuje przebłysków takich, jak odcinek "Wszystkie łzy piekła". Ciekawe, co będzie dalej? Obawiam się, że może być gorzej.
CE 1 & 2. Jose Roosevelt - 8,5/10. Nie dziwię się, że ten tytuł zdobył laur najlepszego komiksu 2024 tu na forum. Jest pięknie narysowany, pomysłowy, wielowątkowy, fabuła jest gęsta i wielowymiarowa, a czytanie sprawia prawdziwą frajdę. Nie jest to tytuł doskonały, dla mnie posiada on pewne ułomności w zakresie rozwiązań fabularnych (vide: nazbyt utopijna wizja wpływu Królowej na społeczeństwo, było to co najmniej naiwne w zestawieniu z brutalnością innych fragmentów świata przedstawionego; przerysowana główna postać kobieca; zbyt łopatologicznie i nachalnie miejscami podawana filozofia i światopogląd), natomiast to, co warto wyróżnić: innowacyjne koncepcje scifi (przynajmniej takie, których ja nigdzie nie widziałem, ale nie jestem jakimś koneserem gatunku), wielowarstwowa, pieczołowicie budowana fabuła, która zaskakuje niejeden raz, aż do samego końca; pełne detali piękne rysunki. Jeśli ktoś ma możliwość przeczytać CE, to zdecydowanie polecam.
Garfield. Koci Trójpak t.4 - 5/10. Nie wiem, spodziewałem się dobrej zabawy, a raczej się wynudziłem, poza kilkoma przebłyskami. Być może paski Davisa straciły na świeżości, a może ich recepcja powinna być osadzona w amerykańskim kontekście kulturowym, którego jestem pozbawiony? Dla mnie zawód.
Thorgal 37: Pustelnik ze Skellingaru - 4/10. Od dawna nie czytam Thorgala, ale akurat ten one shot został mi sprezentowany i cóż... jest słaby, jak chyba wszystko, co wychodzi obecnie pod szyldem tej serii. Fabuła kiepska, rysunki takie sobie, nie polecam.