Namówiony dobrymi opiniami tutaj na forum kupiłem i przeczytałem
Draculę Georgesa Bessa i nie zawiodłem się, super się to czytało, ale i przede wszystkim oglądało. Naprawdę piękne rysunki, niektóre podziwiałem dobre 5 minut zamiast od razu przewrócić stronę, czuć tutaj rękę prawdziwego artysty, a nie rzemieślnika. Lubiłem ten często stosowany tu zabieg, że mamy na stronie małe kadry z fabułą, a "pod nimi" ciągnący się krajobraz z obecnego miejsca akcji albo chmara nietoperzy itp, bardzo klimatyczne. Oryginału nigdy nie czytałem, ale widziałem film z 1931r i ogólny szkielet chyba został zachowany, tutaj też hrabia jest w wersji, że potrafi się zmieniać w inne zwierzęta niż nietoperz, podobnie też wyglądała podróż do jego zamku, niektóre pomieszczenia w posiadłości itd, jednak tutaj to wszystko zrobione jest zwyczajnie lepiej, ładniej, z bohaterami którym z miejsca bardziej kibicuję, chyba wszystkie zmiany tu wprowadzone odbieram jako plus. I to oczywiście nie tylko dlatego, bo porównuję to do tak starego filmu, ~rok temu obejrzałem z podobnych klimatów serial HBO Penny Dreadful i przy nim ten komiks również wypada fajniej. Z fabuły najbardziej podobała mi się drużyna głównych bohaterów walczących z Draculą,
gdy wprowadzili trzech zalotników Lucy byłem pewien, że będzie tu jakiś wątek ich rywalizacji, jeden z nich zrobi coś podstępnego co zaowocuje katastrofą itp, ale nie. Zwyczajnie wampir skrzywdził ich ukochaną i jest ogólnym zagrożeniem dla miasta, więc jako dobrzy i odważni ludzie łączą siły aby go dopaść.
Jedyne czego trochę nie rozumiałem to czemu w pewnym momencie z końcówki
podzielili się na 3 grupy, jedni w pociągu, inni na kutrze, a jeszcze inni konno. Że niby w ten sposób mieli pewność, że przynajmniej jedna z nich dotrze na miejsce na czas? Przecież i tak wszyscy niemal jak w zegarku równo się zjawili, równie dobrze mogli razem wsiąść w pociąg i tam grać w karty.

To chyba było tak tylko dla urozmaicenia zrobione.
Ale to już moje czepialstwo level max (+możliwe, że ja czegoś nie ogarnąłem), komiks mocno polecam i już w kolejce czeka u mnie Frankenstein tego samego autora. Moja ocena
9/10.
Co do polskiego wydania (Scream, chyba moja pierwsza rzecz od nich) to jest porządne, na grubym papierze i duże, ale właśnie nie wiem czy dla mnie nie aż ZA duże. Z jednej strony dzięki temu można było bardziej docenić rysunki, ale z drugiej mniej wygodnie się to czytało i chciałbym zachować ten komiks na półce ale zajmuje TYYYLE miejsca... Jeszcze go nie sprzedaję, ale się zastanowię.
A, i jeszcze jedna pierdoła, trochę dziwna jest dla mnie podwójna numeracja, jedna chyba pochodzi z oryginału, stylizowana przez autora, a druga jest dodana od wydawnictwa, rzeczywista. Wolałbym by zostawili tylko tę autorską, to nic że jest odrobinę przesunięta.
Zacząłem ostatnio grać też w Mass Effect 3 i w ramach przygotowania przed tym przeczytałem większość
Mass Effect: The Complete Comics, na razie wybierałem tylko te komiksy które wyszły PRZED premierą tej gry aby sobie nic nie spojlować. I tu wychodzi pierwsza wada tego wydania, przydałaby się jedna dodatkowa strona tutaj ze spisem treści i w nim z informacją o umiejscowieniu danego komiksu w osi czasu wydarzeń z gier i datą oryginalnego wydania. A tutaj najpierw musiałem sprawdzać na wikipedii jaki komiks wyszedł następny do przeczytania, a potem po omacku szukać go w tym grubasie gdzie się zaczyna. A jest naprawdę okazały, bo to prawie 800 stron komiksów, przez co myślałem, że też nie będzie to zbyt wygodne do trzymania, ale dzięki miękkiej okładce nie jest wcale tak źle. A co do samej treści to wiadomo, że dla fana uniwersum największym plusem jest sama możliwość obcowania z tym światem poza grą. Rysunki dobrze oddają świetne projekty obcych, artystycznie też są ok, choć jak to często bywa naprawdę super są tylko niektóre okładki (chyba część z nich to grafika komputerowa, więc być może "propsy" zmniejszone, nie wiem

). Najbardziej podobały mi się dwie historie, o Liarze
próbującej odzyskać ciało Sheparda
(początek Mass Effect 2 i duże powiązanie z dlc "Lair of the Shadow Broker") i o Arii T'Loak
walczącej o utrzymanie władzy nad Omegą
(pomiędzy ME2, a ME3). W obu wydarzenia kręcą się w okół asari... Przypadek?

Ciekawy był też rozdział o Człowieku Iluzji podczas konfliktu ludzi z turianami, choć tam przemiana ze zwykłego żołnierza w postać którą znamy z gry była dla mnie za szybka (
za to dobry tam był fragment z Sarenem zanim został zindoktrynowany, czyli gdy jeszcze był postacią pozytywną
). A reszta z tego co przeczytałem to już raczej zwykły fanservice typu "hej a pamiętasz tego gościa? Albo jak stało się to i tamto?" który tak jak szybko był przeczytany tak szybko wyleci z głowy. Czy polecam? Nie wiem.

Nie czuję, że straciłem na ten zbiór czas czy pieniądze (szczególnie, że jak na tyle stron cena była dość atrakcyjna), ale też nie sądzę, by moja przyjemność z gry była mniejsza gdybym nie znał komiksów, a same w sobie są po prostu ok. Oceny nie daję bo jeszcze nie czytałem całości.
