Dan Abnett, Andy Lanning, Doug Braithwaite i inni – "Punisher: Epic Collection – tom 5: Najwyższy wymiar kary"Ostatni – przynajmniej jak na razie, choć od ostatniej premiery w oryginale minęło już kilka lat, więc cudów się nie spodziewam – tom Epic Collection z Punisherem przynosi następną całkiem pokaźną dawkę klasycznych przygód Franka Castle’a. Ze względu nie niechronologiczny tryb publikacji w USA, finalnie zostajemy z pewną luką pomiędzy "Jigsaw Puzzle", a aktualnym "Capital Punishment", prowadzącą do tego, że m.in. pominęliśmy pożegnanie z główną serią Mike’a Barona, który do tej pory był jej najważniejszym autorem. Wraz z tym wydaniem stery przejmują Dan Abnett i Andy Lanning, a poza zeszytami spod ich ręki dostajemy także dwa one-shoty i kolejną powieść graficzną.
Natomiast zanim przejdziemy do nowych twórców, rozpoczynające zbiór "The Punisher: G-Force" to jeszcze dzieło Barona. Przyznam, że podchodziłem z obawami, bo choć autor pióro ma solidne, to część jego pomysłów bywała karkołomna, a tutejszy motyw wyjściowy (Punisher w kosmosie) zdawał się właśnie do takich należeć. Na szczęście jednak historia się broni. Przede wszystkim jest to właśnie fajnie napisane, a fabuła mimo odjechanego założenia, paradoksalnie ma całkiem przyziemny klimat i wbrew pozorom zalicza się do tych bardziej sensacyjnych niż superbohaterskich odcinków. Frank prowadzi tu śledztwo w nieco szpiegowskim stylu, który kilkakrotnie przewijał się u Barona, a przebieg sprawy umilają rysunki Hugh Haynesa.
Dalej przechodzimy już do zeszytów głównej serii "Punisher". W tym tomie dostajemy ich 13 (#63-75), z czego wszystkie oprócz pierwszego napisali Abnett i Lanning, a zilustrował Doug Braithwaite. Swój staż panowie rozpoczęli od okazałego, bo złożonego z aż 7 części "Eurohitu", w którym Frank ponownie staje na drodze Kingpinowi, chcącemu tym razem opanować europejskie mafie. Pod wieloma względami to zupełne przeciwieństwo rozczarowującego "Jigsaw Puzzle" z poprzedniego Epika, powiedziałbym nawet, że może to być najlepszy z tych dłuższych story-arców zebranych jak dotąd w tej serii. To fajna historia, sprawnie napisana, dobrze poprowadzona i spójna – tak po kątem scenariuszowym, jak i graficznym. Co mniej mi się podobało, to że sięga jednak po tę mniej interesującą mnie w kontekście Punishera tematykę, a więc kilka postaci założy tu kolorowy kostium, ktoś okaże się cyborgiem, itp. O ile nie przeszkadzają mi gościnne występy Franka w innych tytułach Marvela, tak jego solowe przygody preferuję raczej przyziemne i odcięte od superbohaterskiego świata, ale mimo wszystko jest to zrobione dobrze i bez większych głupot. Dodatkowym atutem jest kreska Braithwaite’a, który sprawdza się rewelacyjnie, a jego rysunki są bardzo atrakcyjne.
Pozostałe zeszyty tworzą w zasadzie kolejną dłuższą historię, jednak według mnie już nie tak interesującą, jak poprzednia. O ile początek, gdzie Frank powraca na ulicę i robi porządek z gangsterami, jest fajny, ciekawie prezentują się też późniejsze motywy (przy okazji ładnie korespondują z niedawnymi wydarzeniami w serialowym "Daredevil: Born Again"), tak całość traci na niezbyt udanych antagonistach, z których jeden jest totalnie sztampowy i nieciekawy, drugi zaś irytujący swoim kreskówkowym przerysowaniem. Nadal te odcinki są solidne i zahaczające o interesujące wątki, choć uważam, że potencjał był większy i można było ten pomysł rozegrać lepiej. Słabiej wypada również warstwa graficzna. Co prawda dalej odpowiada za nią Braithwaite, ale jego kreska wyglądała dużo lepiej tuszowana przez Ala Williamsona w "Eurohicie" niż przez pojawiający się tutaj zespół inkerów.
Poza zeszytami Abnetta i Lanninga jednorazowo pojawia się jeszcze Chuck Dixon (#63), który zaproponował fajną, samodzielną historię podszytą sporą ilością czarnego humoru. Małym uzupełnieniem są także krótkie opowieści z #75 – ten z racji jubileuszu był podwójny i oprócz głównej fabuły zawierał też gościnne występy innych scenarzystów.
Zbliżając się do końca, przechodzimy do napisanego przez Johna Wagnera one-shota "The Punisher: Die Hard in the Big Easy". Twórca "Button Mana" rzuca Castle’a do Nowego Orleanu, stawiając na jego drodze kapłanów voodoo i lokalnych gangsterów. Wagner serwuje sensowną sensacyjną opowieść, która po dosyć jednak rozdmuchanych komiksach Abnetta i Lanninga wydała mi się odświeżająca swoim przyziemnym charakterem i stonowaną skalą wydarzeń. Tak samo solidnie wypada grafika Phila Gascoine'a, prezentującego przyjemny klasyczny rysunek. Według mnie to fajne urozmaicenie i osobiście cieszę się, że Epiki nie pomijają wszelakich "wydań specjalnych", bo chociaż opinie o nich są podzielone, ja zazwyczaj odnajduję w nich warte uwagi historie.
Aczkolwiek nie zawsze, bo najsłabszy punkt – być może w całej serii Epic Collection – stanowi zamykająca zbiór powieść graficzna "Spinning Doomsday’s Web" D. G. Chichestera, będąca team-upem z Czarną Wdową. Sama fabuła byłaby nawet przyzwoita, niestety pogrążają ją karykaturalni antagoniści, naiwne prowadzenie akcji łamane przez kretyńskie zachowania postaci (rozwalił mnie kamuflaż super-szpiega Natashy przebranej za marynarza z doklejonym sztucznym wąsem), miejscami niesmaczne fragmenty (pobita i zapluta Wdowa leżąca z rozłożonymi nogami w obcisłym kostiumie) czy grafomańskie zacięcie w silących się chyba na jakąś głębię opisach. Podobnie niestrawna jest oprawa graficzna spod ręki Larry’ego Stromana. Rzucają się w oczy fatalne projekty postaci (pomocnik głównego złego to jakieś kuriozum), ich nienaturalna postura, paskudne twarze, powyginana w seksualnych pozach Wdowa i kiepsko rozmieszczone dymki, przez które czasami ciężko dojść, kto wypowiada daną kwestię. Całość jest mocno daremna i choć czyta się to na szczęście szybko, tom nadal kończy się dużym rozczarowaniem.
Ogółem dostrzegam tendencję zwyżkową w porównaniu do poprzedniego Epika, ale wciąż mam trochę zastrzeżeń i jednak lepiej bawiłem się przy "Kingpin Rules" bądź "Return to Big Nothing". W dalszym ciągu można stąd wyłowić kilka fajnych historii, sporo tu po prostu solidnej roboty, niemniej powtarzają się również motywy, które w Punisherze mi przeszkadzają, bądź komiksy po prostu średnie (i jeden wypadek przy pracy). Mimo wszystko fajnie byłoby dostać komplet tej serii – patrząc na to, że jesteśmy już na 75 zeszycie ze 104, to nie jest to jakieś nierealne, nawet biorąc pod uwagę brak jednego tomu i to, że późniejsze fabuły zaliczały crossovery z innymi tytułami o Franku. Chociaż poziom byłby zapewne dalej nierówny, miło byłoby zebrać zapis całej działalności Punishera.
Oczko wyżej niż poprzedni tom, czyli 6/10.