Przygody Tintina 1-24 - właśnie skończyłem ostatni album Tintina. Pewnie wrzucę na forum odbezpieczony granat, ale jeśli ktoś nie jest zainteresowany wykopaliskami archeologicznymi w komiksie powinien odpuścić sobie lekturę Tintina. Nie jestem przekonany, że ktoś dzisiaj wydałby podobny komiks. Sztampowe, schematyczne historie, tworzenie postaci oparte w zasadzie wyłącznie na gagach (Bianca ciągle myli nazwisko kapitana, Lakmus ciągle niedosłyszy, kapitan przez długi czas rzuca mniej lub bardziej skomplikowanymi wyrazami jako przekleństwami + pociąg do whisky, Tajniak i Jawniak ciągle są niezgrabni i dopowiadają zmienione kwestie itp. itd). W początkowych tomach mamy takie nagromadzenie deus ex machina, że można zwymiotować.
Wracając do fabuły, to poza schematyzmem, są to po prostu historie nudne, które na dodatek źle się zestarzały. Przez długi czas miałem w głowie porównanie do cyklu Fundacja Asimova, w którym mamy takie kwiatki jak statki kosmiczne napędzane węglem. Ale ostatecznie znalazłem doskonałe porównanie. Przygody Tintina przypominają mi serię Tomka autorstwa Szklarskiego. Kilkadziesiąt lat temu to była interesująca lektura na czasie, teraz jest to sympatyczna ramotka.
Żeby nie było, że tylko narzekam, to jest kilka niezłych elementów. Po pierwsze, odwrotnie niż w większości przypadków, poziom idzie cały czas do góry. Po drugie, fajnie gra w późniejszych tomach powiązanie postaci z wcześniejszymi historiami. I to chyba tyle, jeśli chodzi o tym co dobrego mogę napisać.
Przy czym jest jeden album inny niż pozostałe, który oceniam wysoko. Klejnoty Bianki Castafiore, w którym większość, jeśli nie wszystkie schematy zostają złamane, a relacje między wszystkimi bohaterami dają dużo radości w trakcie lektury. Ale to rodzynek, który nie zmienia konkluzji - całej serii nie polecam, chyba że ktoś chce móc powiedzieć, że czytał klasykę.