Toż ja nie obrażam, ale stwierdzam oczywistą oczywistość - koniec końców zawsze pojawia się argument, że rodzimi twórcy komiksowi nie mogą żyć z rysowania komiksów.
Zaczniesz czytać cudze posty ze zrozumieniem?
Gdzie ja napisałem, że tylko rodzimi twórcy nie mogą żyć z rysowania komiksów?!
Co za bzdury próbujesz tutaj wciskać?
ŻADEN, literalnie ŻADEN autor komiksów na świecie nie byłby w stanie utrzymać się w naszym kraju, gdyby miał zarobkować tylko na swoich komiksach publikowanych w Polsce.
Teraz dotarło?
Podobnie z wydawcami, nie pisz bzdur, że „mniejsi” wydawcy utrzymują się tylko i wyłącznie z komiksów, bo to zwykle kłamstwo.
Z wydawania żyją pracownicy zatrudnieni w dużych międzynarodowych korporacjach, a nie właściciele rodzimych wydawnictw, dla których to tylko (i aż) jedna z wielu działaności, na którą wykładają własne pieniądze (i która najczęściej jest pasją/hobby, bo zarabiają na życie gdzie indziej).
A o szerokiej dystrybucji można mówić, kiedy komiksy są w stanie dotrzeć do szerokich mas przypadkowych czytelników, tego nie załatwisz obecnością w internetowych księgarniach.
Może gdybyś miał do czynienia z szerszą grupą czytelników, niż te kilkanaście osób aktywnych na forum, to w końcu dotarłoby do ciebie, że tutaj jest jedynie bardzo mała banieczka, która nie ma właściwie żadnego przełożenia na całościowy rynek.
Ludzie nie znają pełnej oferty rynkowej, docierają do nich jedynie płatne reklamy na sieci i to co widzą na empikowych półkach, czyli, tak jak już wspomniałem wcześniej, właściwie jeden segment rynku, ten najbardziej „zmakdonaldyzowany”.
Mam z takimi czytelnikami do czynienia praktycznie cały czas, masa ludzi, którzy czytają komiksy, ale cała ich wiedza o krajowym rynku to oferta Egmontu, Hatchette i czasami Muchy. Do nich nie dotrze się oferta internetową.
I nie, nie jesteśmy „malutkim krajem”, 38 milionów to nie jest synonim „malutkości”, a wyniki sprzedażowe książek, do których tak ochoczo porównywałeś przed chwila rynek komiksowy, pozwalają na utrzymanie wielu, bardzo wielu wydawców, sprzedawców i autorów.
Więc nie mów mi o „kwitnącym rynku komiksowym” tylko dlatego, że możesz wejść do internetowej księgarni i się obkupić po sufit.
Nie na tym polega taki rynek.