mówisz, że nie wiesz czy chcesz czytać historie które były jeszcze później, a sam w recenzji chwaliłeś Under The Red Hood
Właśnie pierwsza dekada XXI wieku u Batmana to świetny okres, run Brubakera, War Games, właśnie Under The Red Hood (czy ogólnie zeszyty które pisał Winick wcześniej czyli As the Crow Flies), czy przede wszystkim run Morrisona.
Tajemnica Czerwonego Kaptura to jednak spory przeskok po
NML (5 lat później) i podszedł mi, bo był znacznie skromniejszym wydarzeniem z Batmanem, który działał praktycznie bez pomocników.
Run Morrisona mnie nie interesuje. Mam oba polskie wydania
Batman i syn i nie były szczególnie zachęcające. Wiem, że Morrison później zrobił coś, co bardzo mi się nie podoba (uznał, że "wszystko się liczy" i wali
Kryzys na Nieskończonych Ziemiach wracając do postaci i wątków sprzed 1985 roku) i że w jego Batmanie i Robinie rolę Batmana pełnił Dick Grayson, a takie komiksy z miejsca mnie nie interesują.
Warto w to iść, bo tym sposobem idealnie będziemy mieć pomost do New 52 przy dobrych wiatrach.
Nie potrzebuję takiej ciągłości, bo The New52 odpuściłem po dwóch tomach, a próby wejścia w DC Rebirth i późniejszych restartów kończyły się dla mnie odbiciem po jednym, max. trzech tomach.
Masz dość No Man's Land i ogólnie Batmana z lat 90, a chcesz się cofnąć jeszcze bardziej w czasie, co tym bardziej może odrzucić cię, i ogólnie czytelników
Że niby ja mam dość Batmana z lat 90.?

Nigdy! NML męczy, bo jest przeciągniętym, niezdecydowanym, przeładowanym w wątki eventem. Z kolei serie
Batman,
Detective Comics i
Batman: Legends of the Dark Knight z lat 1988-1992 to były przeważnie krótkie historie (1-2 zeszyty), w zdecydowanej większości z Batmanem solo. Jakościowo to był peak komiksów z Nietoperzem, a że sporo z tych historii wyszło w czasach TM-Semic, myślę że na nostalgii Egmont zarobiłby krocie.