Dla jakiejś klarowności warto byłoby sprecyzować z czego z grubsza składają się Wasze kolekcje. Przykładowo jestem pewien że zbiory jakie ma na myśli @Karol W. niewiele mają wspólnego ze... stosunkowo wysokonakładowymi przedrukami amerykańskich Marveli itp. (bo m.in. takie "unikatowe" kolekcje na poprzednich stronach wskazano do pośmiertnego utrwalenia).
Z samego założenia - moja kolekcja największą wartość ma dla mnie, a czy będzie miała taką wartość dla kogoś jeszcze - zależy co takie zbiory zawierają (jak wskazane na poprzednich stronach). Z wartością materialną może iść wartość historyczna (jeśli ktoś ma np. 100-letnie zeszyty w świetnym stanie, albo zbiór niskonakładowych komiksów polskich artystów itp.), zachowanie wyjątkowego zbioru może być faktycznie zasadne

Mimo tego mam wątpliwości co do takiej zasadności w przypadku kilkudziesięcioletniej popkultury. Hipotetycznie zbiór może być jednocześnie powszechny i niszowy - tj. w zasadzie wszyscy zainteresowani takim zbiorem będą już go posiadali, bo dokładnie tak jak hipotetyczny @Karol W. zbierali i dbali przez wiele lat, wówczas eksponowanie takiego zbioru nie będzie zasadne, a to tylko hipotetyczny przykład...
Do tablicy mnie nie przywołujcie, po prostu widzę że kilkudziesięcioletnia popkultura nie ma "wartości" powszechnej, kojarzę pojedyncze "objazdowe" wystawy Kubricka czy Lyncha (reżyserzy filmowi), plakaty filmowe, reprodukcje itp., to jest komercja, a wielu innych takich przykładów nie znam. Z kolei muzea czy wystawy takie jak te dotyczące np. Aliena i związane z nim
oryginalne scenografie z filmów itp. organizowane są przez osoby związane bezpośrednio z
tworzeniem tego danego dzieła popkultury. Pośmiertnie można spotkać organizacje w rodzaju Estate of Michael Jackson, to w pewien sposób działa tak jak pisze @Karol W., czyli zapisy/warunki odnośnie dysponowania dorobkiem zmarłego. To jest inna skala finansowa zupełnie, także chodzi o autorskie prawa typu licencjonowanie dzieł itp....
Ale co jeśli te dyspozycje testamentowe nie zostałyby przyjęte i tzw. spadek zostałby odrzucony przez, zakładam, zaufaną osobę? Proste myślenie - na spadkobiercę spadnie konieczność "dbania, chronienia i kupowania kolejnych rzeczy" (przypuśćmy że spadkobierca nigdy nie był tym zainteresowany) i zakładasz że będzie to robił z tzw. dobrego serca? A jeśli nie tylko z dobrego serca, bo zapisałeś "wraz z innymi rzeczami", to czy będzie chciał ryzykować utratę tych rzeczy jeśli jakiś "życzliwy" podważy np. egzekucję testamentu na podstawie tego, że spadkobierca kupił za mało nowych rzeczy w danym roku? Podsumowując - nie jesteś Jacksonem, ciężko mi sobie wyobrazić żeby ktoś podjął się dobrowolnie (bez korzyści majątkowych) działań jakimi nie jest w żaden sposób zainteresowany... Ale to tylko takie rozważania, bo również wydało mi się to nieco absurdalne co piszesz, chociaż jestem przekonany że takie nie jest, nie dokonałbyś takich zapisów bez wcześniejszych ustaleń z zaufanymi osobami itp., także w pewien sposób gratuluję że otaczasz się osobami które podjęłyby się przyjęcia spadku tak warunkowanego (ja bym się nie podjął i też nie dokonał takich zapisów, stąd rozważania).
I jeszcze jedno - odnośnie papieru (masz na myśli oczywiście
degradację) - mnie interesują głównie komiksy sh, amerykańskie itp., większość polskie przedruki, ale trochę też oryginalnych wydań. Jeśli chodzi o USA to papier przeważnie jest całkiem niezły, nie rozsypuje się po kilkudziesięciu latach, żółknięcie nie postępuje w niepokojącym tempie itp.. Ale jeśli chodzi o nasze przedruki, i jak można się domyślić, TM-Semic, to faktycznie stan papieru może być nad wyraz denerwujący po wcale nie tak długim okresie od wydania komiksów (dwa razy starsze komiksy oryginalne przeważnie są w lepszym stanie niż Semici). Kluczowe są warunki przechowywania, ale papier był taki, że niewiele można poradzić na naturalne procesy, powiem w uproszczeniu, jego rozkładu. Każda rzecz ma swój tzw. cykl życia, jeśli chodzi o papier, to ten Semicowy wysokokwasowy ma niemalże najkrótszą trwałość wśród papierów używanych w dokumentach/wydrukach (czytałem o tym jakiś czas temu i dokładnie nie pamiętam, ale "wyszło mi" że jeśli po 70 latach od daty wydruku komiks się nie rozpadnie to można otwierać szampana). Po przyjrzeniu się strukturze papieru można zobaczyć ubytki już teraz, nawet w tych dobrze przechowywanych egzemplarzach...
Z tego miejsca cofnąłbym się do PRL-u i poruszył aspekt papieru stosowanego w ówczesnych komiksach, który, można dyskutować czy tak było, ale moim zdaniem był jeszcze gorszy niż w Semicach. Akurat tu nie poręczę czy faktycznie gorszy był czy nie, bo po prostu nie leżą te starsze wydania np. Thorgali w sferze moich zainteresowań, teoretycznie grubszy papier będzie się dłużej utleniał więc ten argument mógłby przeczyć powyższemu...
Ale to nie temat o papierze, na pewno był temat lepszy, może ten o "przechowywaniu komiksów"?