Skoro wydawnictwa funkcjonują, to znaczy że jednak są klienci, których stać na ich produkty.
Mylisz czystą kalkulację z normalnym funkcjonowaniem rynku. Ktoś zakłada, że zrobi 1000 sztuk nakładu albo nawet 800. Narzuci taką cenę okładkową (uwzględniającą rabaty), by przy sprzedaży 400, a w niektórych przypadkach nawet 300 sztuk wyjść na zero lub zacząć zarabiać. I tak przy nakładzie 1000 sztuk zapaleńcy kupią wspomniane 300-400 sztuk i jest super, później przez pół roku czy rok, sprzeda się kolejne 100-200 sztuk i wydawca ma z tego jakiś zarobek. Nie mówię tu o molochach wydawniczych czy bestsellerach, które sprzedają się jak świeże bułeczki. Jeśli ktoś drukuje 600-700 sztuk komiksu i to ujawnia, a ten tytuł po roku czy dwóch wciąż jest dostępny w sprzedaży to nie nazwałbym tego normalnym funkcjonowaniem rynku, a raczej formą wegetacji pozwalającą publikować kolejne tytuły w podobnym schemacie. A przy okazji tu się opóźni opłatę za druk, tam się dostanie dotację, a tam się utnie marżę pośrednikowi, weźmie się tłumacza z rodziny i zapłaci w nierogaciźnie, albo takiego, który będzie uradowany, że dostał trochę komiksów na opał, aby tylko cyferki się zgadzały i jakoś się opłacało. Przesyt na rynku powoduje, że nie będzie lepiej, bo nawet zakładając, że przeciętny Kowalski chciałby kupić więcej - bo ma na to ochotę - nie zrobi tego, bo wpierw musi wykarmić rodzinę, zapłacić zobowiązania i media. Patrząc na rabaty dochodzące do 40 i przekraczające 40% i widząc jednocześnie na różnych grupach sprzedażowych rozpaczliwe wołania komiksowych zbieraczy w stylu: "kupię komiks X najtaniej jak się da, a najlepiej za darmo i niech poczta pokryje wysyłkę, dziękuję", to nie ma co liczyć, że ludzie tłumnie rzucą się na komiksową ofertę. Młodzież wychowana na MCU czy DCEU brnie w Marvele i DC, bo tanie, starsi poszukujący ambitniejszej komiksowej literatury sięgają po dojrzalsze - droższe pozycje, a miłośnicy frankofonów ładują dudeski w drogie integrale. Każdy ma coś dla siebie, a jedynie szaleńcy kupują wszystko, bo na to trzeba mieć odpowiednie środki i dom dwustumetrowy, by to wszystko składować.