Wypożyczyłem z biblioteki pierwsze wydanie Biblii w komiksie (Sergio Cariello, Wydawnictwo M, 2014). Komiks na tyle mnie zainteresował, że postanowiłem sprawić sobie jakąś wersję biblii w komiksie...
To zależy czego szukasz: czy przełożenia 1:1 tekstów biblijnych (oczywiście w formie skrótowej i dzisiejszym językiem), czy bardziej płynącej opowieści albo wręcz interpretacji.Najbliższej oryginałowi (z uwzględnieniem skrótów) komiksowej wersji biblii, jednocześnie żeby zaciekawiła na tyle, żeby zapoznać się z wersją tekstową.
Kolejna wersja:Dzięki, ciekawa propozycja. Tekst wprost z biblii, polski rysownik i scenarzysta. Te angielskie biblie w komiksie chyba w większość pisali protestanci (tak mi przynajmniej mignęło w necie).
Graficznie najbardziej mi odpowiadała.
Dobry temat - sezon komunijny coraz bliżej, a ja chętnie kupiłabym tegorocznym "komunistom" w rodzinie właśnie jakiś komiks na prezent, żeby krzewić hobby.
Zobaczyłam poniższy tytuł u kogoś na top liście i mam pytanie, czy ktoś wie czy to jest wycinek z tej grubaśnej komiksowej Biblii (1sza pozycja w temacie), czy odrębny twór? Bo jeden z autorów jest chyba ten sam:
Dobry temat - sezon komunijny coraz bliżej, a ja chętnie kupiłabym tegorocznym "komunistom" w rodzinie właśnie jakiś komiks na prezent, żeby krzewić hobby.
Paradise Lost - Pablo Auladelljak rozumiem tylko druga i trzecja pozycja byly wydane po polsku?
Simon Bisley - Biblia
Jeff Loveness , Jakub Rebelka - Judasz
Toppi - Scenes from the Bible
Mam to w domu i polecam. Może nie do końca to, czego szukasz, ale warto chociaż sprawdzić.
Dobry temat - sezon komunijny coraz bliżej, a ja chętnie kupiłabym tegorocznym "komunistom" w rodzinie właśnie jakiś komiks na prezent, żeby krzewić hobby.
Daj spokój. Jeszcze nie to hobby im się przez to uruchomi i zamiast czytać komiksy zaczną wierzyć w te bzdety :)Jako dzieciak zaprzeczę. W dzieciństwie prócz w/w Biblii miałem kilka podobnych dewocjonaliów i nie wyrosłem na dewota i wiele rzeczy jestem na bakier z kościołem (a ministrantów nie trawię, bo większość na jakich trafiłem to były oportunistyczne złamasy). Dla mnie zresztą Biblia miała vibe takich baśni, a w dzieciństwie uwielbiałem baśnie - gdyby nie fakt, że biblijne historie są związane z naszymi obecnymi wierzeniami, to byłyby traktowane jak mitologia grecka czy nordycka (też oryginalnie religie).
Daj spokój. Jeszcze nie to hobby im się przez to uruchomi i zamiast czytać komiksy zaczną wierzyć w te bzdety :)
Poza tym - atrakcyjność tych komiksów jest mniej więcej taka jak propagandówek z IPN. A nawet znacznie mniejsza. Raczej przewidywałbym odwrotny efekt.
"Kaznodzieję" kup. Tam jest więcej prawdy o czarach :)
(https://vocatio.com.pl/userdata/public/gfx/9ac3ab1f205b6089116a4da7efcf6b99.jpg)
https://vocatio.com.pl/pl/p/Biblia-w-komiksie/545 (https://vocatio.com.pl/pl/p/Biblia-w-komiksie/545)
(https://wydawnictwom.pl/12198-large_default/biblia-komiks.jpg)
https://wydawnictwom.pl/ksiazki-dla-dzieci-i-mlodziezy/8875-biblia-komiks-9788380437685.html (https://wydawnictwom.pl/ksiazki-dla-dzieci-i-mlodziezy/8875-biblia-komiks-9788380437685.html)
(https://i.imgur.com/jBiOXee.jpeg)
zaczną wierzyć w te bzdety :)
(...)
"Kaznodzieję" kup. Tam jest więcej prawdy o czarach :)
(https://wydawnictwom.pl/12198-large_default/biblia-komiks.jpg)Przejrzałem swoje wydanie - nie zauważyłem czarnych dymków. A zdaje się, że mam to z 2014...
https://wydawnictwom.pl/ksiazki-dla-dzieci-i-mlodziezy/8875-biblia-komiks-9788380437685.html (https://wydawnictwom.pl/ksiazki-dla-dzieci-i-mlodziezy/8875-biblia-komiks-9788380437685.html)
Byłoby miło, gdybyś nie określał spraw ważnych dla innych takimi terminami. W kraju pełnym tolerancji to chyba zdecydowanie uncool. ::)
jak rozumiem tylko druga i trzecja pozycja byly wydane po polsku?Zgadza się, ale Toppi ma być wydany i u nas
Przejrzałem swoje wydanie - nie zauważyłem czarnych dymków. A zdaje się, że mam to z 2014...To nie chodzi o czarne dymki, tylko brak dymków. Zobacz od strony 387 do 416 - tam gdzie jest ciemne tło, czarne litery są nieczytelne.
I tak jak pisze Koalar: ma imprimatur (chyba jako jedyna)
Chodzi ci o kwestie narratora? Fakt nie mają ramek na tych stronach, ale też nie są na jakimś bardzo ciemnym tle. Możesz wrzucić zdjęcie?Jak na forum wrzucić własne zdjęcia? Trzeba skorzystać z hostingu? co teraz działa bez rejestracji?
Chodzi ci o kwestie narratora? Fakt nie mają ramek na tych stronach, ale też nie są na jakimś bardzo ciemnym tle. Możesz wrzucić zdjęcie?
Hm. Rozmawiamy o komiksach, prawda? Dla niektórych epic Spidera to arcydzieło, dla innych to bzdety. Tak samo oceniam omawiane pozycje - zwłaszcza pod kątem archaicznego, niespójnego i nudnego scenariusza 8)
Można odnieść wrażenie, że Ty mówiłeś w swoim poście także o treści przedstawionej w komiksach i o kwestii wierzenia w nią, nie tylko o samej wartości warsztatowej... Nazwanie "bzdetami" jednej z podstaw naszej kultury (i wierzących, i niewierzących) i rzeczy niezmiernie ważnej dla milionów ludzi na całym świecie wydaje mi się dość nietaktowne. W każdym razie ja w te "bzdety" wierzę.
Cóż, powiedziałbym, że w naszej kulturze jest jednak więcej dzieł inspirowanych Biblią niż Anubisem ;)
Kosidowskiego czytałem, nie przypadł mi do gustu - wydał mi się trochę skrzywiony sceptycyzmem. Bardziej podobały mi się opracowania prof. Anny Świderkówny z cyklu "Rozmowy o Biblii".
No i oczywiście to też kwestia osobistej opinii, ale ja z kolei nie znalazłem piękniejszej opowieści od Ewangelii. Są rozkminy moralne, są dylematy i są przygody :)
A chyba mitom greckim nie można odmówić wpływu na kulturę zachodnioeuropejską.Przypomnę tylko, że jesteśmy w temacie "Biblia w formie komiksu".
Jeśli nie zauważyłeś, to wciąż mowa o biblii, tyle że w komparatystycznym zestawieniu z mitami innych kultur, które nie miały takiego militarnego wsparcia, by przebić się do szerszej świadomości.
A jakież to militarne wsparcie spowodowało, że dla pospólstwa i sporej części elit Imperium Romanum te atrakcyjne fabularnie mity jednak przestały być atrakcyjne?
Teodozjusz I Wielki. Taki pan, który powiedział, że no dobra, od dzisiaj wszyscy wierzymy w to i w to i nie ma bata.
Już już, cicho z tym offtopem xD
Tyle że "życie" Herkulesa nie ma przełożenia na życie przeciętnego Maximusa. A życie Jezusa (postaci historycznej) ma wpływ nie tylko na Icka tamtych czasów. Bogowie greccy, rzymscy, egipscy raczej mało się przejmowali losem ludzkim. Bóg chrześcijan nie jest zegarmistrzem, on interweniuje w rzeczywistość w celu zbawienia ludzkości.
Chrześcijaństwo przejęło struktury siłowe cesarstwa właśnie wskutek swojej atrakcyjności w porównaniu do istniejących wcześniej wierzeń.Przepraszam za dokładanie się do offtopu, ale ciekawe rzeczy tutaj wypisujesz, szczególnie w kontekście "struktur siłowych" i chociażby kultu Mitry :o
Herakles był synem Zeusa, więc jednak narodził się na skutek boskiej interwencji. Ale - według przytaczanych mitów - Zeusowi nie zdarzyło się zrobić aż takiego fikołka jak Sodoma i Gomora czy potop.
Więc pozostając w temacie fantastycznych fabuł - jeśli chodzi o armageddon, zagładę, postapo i gore to biblia wygrywa, bo skłania się w stronę posępnego horroru, takie bardziej DC. Ale jako czysta przygodówka to jednak mity greckie i rzymskie przodują. Mają więcej bohaterów, do tego fajniejszych i zabawniejszych, czyli takie raczej MCU. Jerzy Wróblewski narysował zresztą jedno i drugie, można porównać na płaszczyźnie komiksowej.
ale wracając do komiksów: @chch, u mnie na tych stronach są dymki :o A wydanie mam z 2014 (zgadza się okładka, data imprimatur i data copyright) Może mam z dodruku?Możliwe, albo to wydanie z biblioteki bylo z bledem drukarskim. To byl dar czytelnika dla biblioteki.
Przepraszam za dokładanie się do offtopu, ale ciekawe rzeczy tutaj wypisujesz, szczególnie w kontekście "struktur siłowych" i chociażby kultu Mitry :o
To jest w ogóle jakaś niekonsekwencja prezentowana przez niektórych uczestników tego wątku i nie tylko ich. Z jednej strony chrześcijaństwo narzucano siłą, z drugiej chrześcijaństwo nie było atrakcyjne dla żołnierzy. To niby kto je narzucał, cesarz mocą swojego boskiego autorytetu? Wulfila też siłowo narzucił arianizm Germanom? Swoją drogą to jest dla niektórych (nie mówię tu o was) srogi mindfuck jak się dowiadują, że barbarzyńcy, którzy najeżdżali cesarstwo byli gremialnie chrześcijanami (tyle że heretykami).Trochę za dużo tu uproszczeń. Jakaś (trudna do oszacowania) popularność chrześcijaństwa w Cesarstwie nie zmienia faktu zaprowadzania go od pewnego momentu siłą. Najazdów barbarzyńców było sporo i z pewnością nie byli oni wszyscy chrześcijanami. I cała chrystianizacja Europy była o tyle skuteczna o ile miała siłowe wsparcie - misje go pozbawione kończyły się najczęściej fiaskiem bądź mikrymi skutkami.
Co różni mity grecki/rzymskie od Bibli? Nie są spisane i zebrane w spójne, kanoniczne opracowanie (przynajmniej przez ichnich wyznawców).Ależ są. Choćby przez Parandowskiego, Kubiaka czy Gravesa. A kto spisał biblię? Hm.
Biblia to nie tylko historyjki z życia różnych postaci - choćby księgi mądrościowe, listy apostolskie. Jest też dziełem filozoficznym. Abstrakcją jest dla mnie patrzenie na Świętą Księgę jako ciekawą/nieciekawą fabułę. To oczywiste, że część perykop nie jest opisem historycznych wydarzeń (stworzenie świata, potop), jednak nie można ich interpretować tylko li jako opowiastki. Mają one sens alegoryczny, dydaktyczny, teologiczny itd.
Chrystianizacja Franków miała siłowe wsparcie? Od której strony?Od strony Chlodwiga. Wraz z nim chrzest miała przyjąć przynajmniej część armii. Tak właśnie wyglądała chrystianizacja większości Europy - była skuteczna o ile znalazła wsparcie u władcy dysponującego armią.
Ależ są. Choćby przez Parandowskiego, Kubiaka czy Gravesa. A kto spisał biblię? Hm.Nie czytasz uważnie: był jeszcze nawias
(przynajmniej przez ichnich wyznawców)Wymienieni przez ciebie panowie są badaczami mitologi, nie wyznawcami opisywanej religii.
tu mówimy wyłącznie o atrakcyjności fabularnej.No nie mówimy o wartości tylko li fabularnej. Cała dyskusja zaczęła się od obrazoburczych słów
Jeszcze nie to hobby im się przez to uruchomi i zamiast czytać komiksy zaczną wierzyć w te bzdety :)Dla ciebie Biblia nie jest ważna, ok, twoje prawo, ale uszanuj uczucia innych. Nazywanie "bzdetem" podstawy czyjegoś życia świadczy co najmniej o karygodnym braku kultury osobistej.
Wymienieni przez ciebie panowie są badaczami mitologi, nie wyznawcami opisywanej religii.
Nie da się stwierdzić jednego autora Biblii. Jej genezą jest Tanach (w uproszczeniu chrześcijański Stary Testament), przekazywany najpierw jako tradycja ustna, później - po powrocie z niewoli babilońskiej - spisany autorzy tekstów nieznani. Ukrywają się pod wspólną nazwą "autorów nieznanych). Sam proces spisywania trwał stulecia i kończy się ustaleniem kanonicznych wersji, kolejności i brzmień pism.Oczywiście masz świadomość, że w różnych przekładach, w kolejnych spisywaniach itp. treść była modyfikowana w taki sposób, by rządzący mogli posługiwać się nią do swoich - bynajmniej nie świętych, a wręcz przeciwnie - celów?
Podobnie jest z Nowym Testamentem: z początku przekazywany ustnie, później spisany by ostatecznie przyjąć formę znaną do dziś. Fakt, że ostatecznie kanon został zatwierdzony w XVI wieku, ale kościoły partykularne posiadały swoje kanony dużo wcześniej, a próby ujednolicenia były podejmowane od końcówki IV w.
No nie mówimy o wartości tylko li fabularnej. Cała dyskusja zaczęła się od obrazoburczych słów Dla ciebie Biblia nie jest ważna, ok, twoje prawo, ale uszanuj uczucia innych. Nazywanie "bzdetem" podstawy czyjegoś życia świadczy co najmniej o karygodnym braku kultury osobistej.
Traktowanie Biblii tylko na poziomie fabularnym jest błędem, gdyż nie została spisana by dostarczać rozrywki. To tak jakbyś powiedział: Kodeks Prawa Cywilnego jest bzdetem. Całkowity brak fabuły, gdzie te plot-twisty, gdzie pościgi, gdzie wybuchy?!
Nie jestem specjalistą od Merowingów, choć lata tamu pewne okoliczności skłoniły mnie do więcej niż tylko pobieżnego rozpoznania tego tematu. Z tego co wynikało z zapisów źródłowych z którymi miałem wówczas do czynienia wynikało, że większość mieszkańców obszarów przezeń kontrolowanych była już schrystianizowana według modelu ortodoksyjnego. Istotna część rekrutów zaciągających się do frankijskich drużyn wywodziła się spośród tej ludności. Po co zatem Chlodwig miał wymuszać kinetycznie przyjęcie ortodoksji w swojej armii, skoro bez przymusu i nacisku już wcześniej szerzyła się ona w jej szeregach? Skąd zaczerpnąłeś to twierdzenie?Okoliczności konwersji Chlodwiga opisują rozdziały 29-31 Historii Grzegorza z Tours.
To jest w ogóle jakaś niekonsekwencja prezentowana przez niektórych uczestników tego wątku i nie tylko ich. Z jednej strony chrześcijaństwo narzucano siłą, z drugiej chrześcijaństwo nie było atrakcyjne dla żołnierzy. To niby kto je narzucał, cesarz mocą swojego boskiego autorytetu? Wulfila też siłowo narzucił arianizm Germanom? Swoją drogą to jest dla niektórych (nie mówię tu o was) srogi mindfuck jak się dowiadują, że barbarzyńcy, którzy najeżdżali cesarstwo byli gremialnie chrześcijanami (tyle że heretykami).Heh... piękna manipulacja milordzie 8)
BTW Mitraizm był nie tylko dosyć powszechny w "resortach siłowych", ale jego wyznawcami byli również cesarze, łącznie z Konstantynem, ot, taka ciekawostka. To, że Teoduzjusz bardzo się postarał, żeby ten kult starannie wymazać, to już inna bajka.
Ale nie widzisz w swoich słowach niekonsekwencji? Kto miał ten kult wymazywać na polecenie Teodozjusza - żołnierze-mitraiści ?Nie widzę sprzeczności w fakcie, że w strukturach siłowych mogą istnieć dwie, zwalczające się frakcje, z których jedna opowiada się po stronie cesarza i likwiduje drugą.
Nie widzę sprzeczności w fakcie, że w strukturach siłowych mogą istnieć dwie, zwalczające się frakcje, z których jedna opowiada się po stronie cesarza i likwiduje drugą.
Bibliotekarzu, Przejrzałem fragmenty dotyczące nawrócenia i chrztu Chlodwiga u Grzegorza z Tours (w polskiej edycji tego źródła z 2012 r.). Nie ma tam niczego, co potwierdzałoby Twoje twierdzenia. Przybliżona zostały po prostu okoliczności zmagań z Alamanami oraz podjęcie decyzji przez tego władcę o jego nawróceniu.Tzn. nie ma tam czego konkretnie?
A przy okazji: skąd pomysł, że wśród Franków, którzy w tym czasie już co najmniej od dwóch pokoleń wchodzili w bezpośrednią interakcje w mieszkańcami post-galijskich prowincji Cesarstwa Rzymskiego (nie wyłączając mieszanych małżeństw) nie było ortodoksyjnych chrześcijan, skoro wiemy, że takowi bywali również wśród ariańskich Wizygotów, jeszcze przed ich osiedleniem się w Mezji (czyli „parę" lat wcześniej)?Wśród Franków bywali chrześcijanie. Ogółem Frankowie pozostawali jednak w V-VI w. poganami i nic nie wiadomo o tym aby na większą skalę przyjmowali chrześcijaństwo dobrowolnie.
W północnej Francji (m.in. w Paryżu czy okolicach współczesnego Lille, ale nie tylko) życie monastyczne kwitło co najmniej od VI w., także za sprawą Merowingów. Owszem, „turyści” ze Skandynawii dokładali starań (w tym zwłaszcza w toku wieku IX, choć wybrzeża tej części przyszłej Francji „odwiedzane” przez nich były już u schyłku poprzedniego stulecia) by za wiele do znalezienia tam nie było. Nie zmienia to okoliczności, że teza o nawróceniu mieszkańców tego regionu dopiero w wieku X (a może XX?) nie znajduje potwierdzenia w danych, którymi od dawna dysponujemy.W danych archeologicznych potwierdzenia nie znajduje teza o jakichś szczególnie silnych wpływach chrześcijaństwa przed X wiekiem. Poczytaj sobie prace Pierre'a Demolona, który badał te tereny.
Abstrahując już od zgodności tak opisanego procesu ze źródłami historycznymi to dzięki, właśnie przyznałeś że w strukturach siłowych frakcja chrześcijan była na tyle silna i wpływowa że była w stanie "zlikwidować" niechrześcijan.Zanegowałem jedynie, cytuję "przejęcie struktur siłowych przez chrześcijan, ze względu na atrakcyjność tej religii", to nie "atrakcyjność religii" spowodowała, że struktury siłowe zostały przejęte przez chrześcijan, tylko poparcie cesarza dla frakcji, która zlikwidowała konkurencję.
Czyli to co zanegowałeś na samym początku polemiki ze mną.
Pozwoliłem więc odnieść się do wartości fabularnej biblii i oceniłem ją jako mniej interesującą niż w innych mitologiach.Pozwoliłeś sobie na nazwanie jej "tymi bzdetami". A ja ci tłumaczę, że takie określenie mnie - jako wierzącego - obraża. Niezależnie od "jakości fabularnej". Ale widzę, żeś twardogłowy i co bym nie mówił to grochem o ścianę.
Zanegowałem jedynie, cytuję "przejęcie struktur siłowych przez chrześcijan, ze względu na atrakcyjność tej religii", to nie "atrakcyjność religii" spowodowała, że struktury siłowe zostały przejęte przez chrześcijan, tylko poparcie cesarza dla frakcji, która zlikwidowała konkurencję.
Chyba, że przez "atrakcyjność chrześcijaństwa" rozumiesz fizyczną likwidację innowierców?
Wiesz, dyskusja z Tobą przypomina mi rozmowy z pewnym znajomym neopoganinem, który potrafił jechać po chrześcijaństwie jako "religii dla bab i ludzi słabych" płynnie przechodząc do żali, że chrześcijanie siłą zniszczyli religię słowiańską, palili świątynie, wycinali święte gaje itp. Nie widział sprzeczności w tym co mówił, Ty też nie widzisz w tym co piszesz. EOT z mojej strony.
Łał cytat z Abelarda Gizy XD to już jest wyższa szkoła jazdy.Cytat trafny i jak najbardziej na temat, więc z czym masz problem?
Zaiste Turucorpie jesteś człowiekiem licznych talentów. Nie dość, że robisz za forumowego rozśmieszacza to jeszcze objawiłeś się jako moralista łamane na sumienie forum. Pięknie. Tego jeszcze nie grali.
Zostaw już tego Jezusa w spokoju, bo wyraźnie nie ogarniasz tematu.
Bibliotekarz: "Tzn. nie ma tam czego konkretnie?"Nie ma tam historii frankijskiego przywódcy Chlodwiga, który obiecał się nawrócić za zwycięstwo nad Alemanami? Czy nie ma podkreślenie tajemnicy, w jakiej Chlodwig kontaktował się z biskupem Reims aby Frankowie nie dowiedzieli się o zamiarze nawrócenia władcy? Nie ma tam nic, że wraz z nim chrzest przyjęło 3000 jego wojowników? Nie ma tam wymownego milczenia aby jakieś szersze grono Franków również przyjęło lub trwało w chrześcijaństwie w tym okresie? Nie ma tam nic o ograniczeniu początkowego wsparcia dla chrztu Chlodwiga do wąskiego grona niefrankijskiego pochodzenia?
Sformułowanej przez Ciebie tezy jakoby: „Tak właśnie wyglądała chrystianizacja większości Europy - była skuteczna o ile znalazła wsparcie u władcy dysponującego armią”.
W tym tekście niczego takiego nie ma, co czyni tę tezę niczym więcej jak osobistą projekcją bez jej źródłowego potwierdzenia.
„Wśród Franków bywali chrześcijanie”.Ze źródeł. Frankiem był komes Arbogast na rzymskiej służbie, który w nieokreślonym momencie został chrześcijaninem. Frankiem był również Wedast, były żołnierz rzymski, który się nawrócił, a Chlodwig odwiódł go od pustelniczego życia. To nie było nic niezwykłego, że Germanie na służbie Rzymu dokonywali konwersji.
A skąd u Ciebie z kolei ta informacja?
Pytam nieprzypadkowo, bo mamy świadectwa (choćby u pisarzy wczesnochrześcijańskich takich jak np. Justyn Męczenik) w myśl których gminy chrześcijańskie rozwijały się na terenie galijskich prowincji Cesarstwa już w drugiej połowie I w. Do tego całkowicie oddolnie. Bo niby kto miał je tworzyć „odgórnie”? Domicjan? I jak wyjaśnić „odgórną” egzekucje biskupa Lugdunum (współczesnego Lyonu) przez urzędników cesarza Marka Aureliusza (zabrał się chłopak na tamten świat w 180 r.)?Ok. A teraz umieśćmy to w kontekście. Szacuje się, że do początku III w. chrześcijanie stanowili poniżej 1% ludności Imperium Rzymskiego. W tym okresie mieszczą się te twoje galijskie gminy i biskup Lugdunum. Poniżej procenta. To jest ten sukces oddolnej inicjatywy?
„W momencie nawrócenia Chlodwiga połowa biskupstw Galii Północnej pozostawała nieobsadzona a jedna czwarta przechodziła finansowy kryzys”.Z pewnością wakatów tych nie pozostawili Frankowie. Pozostały one po Rzymianach i ludności galorzymskiej. Jakoś chrześcijanie, którymi Chlodwig się otacza i którzy przekonują go do konwersji to Galorzymianin biskup Remigiusz, Wedast - Frank, ale będący na służbie rzymskiej, żona Klotylda - Burgundka, list gratulacyjny śle Galorzymianin biskup Awit, z rozmachem relacjonuje to Galorzymianin biskup Grzegorz. Brak wśród tych biskupów pozostawiających i obejmujących wakaty Franków.
Skąd zatem wzięły się te wakaty, skoro jeszcze chwilę temu twierdziłeś: „Archeologicznie ślady chrześcijaństwa są niezwykle słabo poświadczone dla północnej Francji i przypuszcza się, że ten region realnie schrystianizował się dopiero w X wieku”.
A tu nagle mamy nieobsadzone ośrodki funkcjonującej od dawna struktury kościelnej…
„Aby była skuteczna musi oprzeć się a aparat administracyjny i wojsko. Misje pozbawione takiego wsparcia przechodzą bez większego echa”.Ale ty po prostu tych źródeł nie znasz, więc o czym mowa? Szwecja, Rugia, Obodrzyce, Prusowie, Ruś, Pomorze, Polska, itd. - wszędzie powtarza się ten sam schemat. Początkowe misje chrystianizacyjne bez wsparcia militarnego lub konwersje władcy, który nie ma wystarczającego wsparcia w drużynie nie pozostawiają po sobie większego efektu. Realna chrystianizacja szerszych mas dokonuje się w drugiej fazie, kiedy misjonarz przybywa z księciem i jego wojami, grody są oblegane, ośrodki starego kultu niszczone a ludność dostaje ultimatum pod groźbą miecza.
Twierdzenie z gruntu nieprawdziwe i to nie tylko w kontekście starożytności (by wspomnieć hiszpańskich misjonarzy na obszarze współczesnej Kalifornii i Teksasu). Chrześcijaństwo jest idealnym wręcz przykładem możliwości rozwojowych nie tylko bez poparcia ze strony „czynników siłowo-resortowych”, ale nawet wbrew nim – vide wysiłki Pliniusza Młodszego na rzecz wyplenienia chrześcijaństwa na zarządzanych przezeń obszarach Bitynii i Pontu (beznadziejnie nieudane). Stąd także ta Twoja teza nie znajduje potwierdzenia w dostępnych nam źródłach.
Tzw. nauka marksistowska faktycznie przez kilka dekad namolnie usiłowała narzucać wszystkim naokoło tego typu interpretacje. Sęk w tym, że ślady regularnie sprawowanego kultu na ziemiach polskich (m.in. na Kujawach) jeszcze przed chrztem Mieszka odnajdujemy od prawie stu lat.Nie ma żadnego chrześcijańskiego kultu na Kujawach przed Mieszkiem I. Jest nawet wprost przeciwnie - Kujawy to obok Mazowsza najbardziej zapóźniony pod względem chrystianizacji obszar państwa Piastów.
Pozwoliłeś sobie na nazwanie jej "tymi bzdetami". A ja ci tłumaczę, że takie określenie mnie - jako wierzącego - obraża. Niezależnie od "jakości fabularnej". Ale widzę, żeś twardogłowy i co bym nie mówił to grochem o ścianę.Przypominam, że wciąż mówimy o biblii w komiksie. Wierz sobie w co chcesz, w Punishera, Hellboya - nic mi do tego. Po prostu aspekt fabularny opowiadań w niej zawartych jest mało atrakcyjny i mało ciekawy. Wyprawa po złote runo, przygody Odyseusza czy Heraklesa maja o wiele większą wartość fabularną i potencjał adaptacji na komiks, niż przygody Jezusa, niezależnie, czy był to run Marka czy Łukasza.
Co do jednego chyba jednak jesteśmy zgodni: nie dojdziemy do porozumienia, więc tu zakończmy.
Pozwoliłeś sobie na nazwanie jej "tymi bzdetami". A ja ci tłumaczę, że takie określenie mnie - jako wierzącego - obraża.A co was, wierzących, nie obraża? ::)